Менсенофобия

dymek.substack.com 2 дни назад

Trudno nie odnieść wrażenia, iż w aktualnej panice wokół wysokich notowań sondażowych kandydata na prezydenta RP Sławomira Mentzena jest sporo z paniki wokół wysokich notowań kandydata na prezydenta USA Donalda Trumpa w 2016 roku. Więcej: trudno nie odnieść wrażenia, iż mówimy dokładnie o tym samym zjawisku. W USA gwałtownie dorobiło się ono ładnej nazwy Trump Deragement Syndrome, czyli “zespołu obłędu Trumpowskiego”.

Obłęd ten objawiał się pod postacią przekonania, iż wszystko na świecie obraca się wokół Trumpa; każde słowo i ruch Trumpa są wyjątkowo ważne i groźne; a jako iż sam Trump jest historycznym skandalem, to choćby banalne czy ulotne rzeczy związane z Trumpem nie są błachostkami, ale skandalami o historycznym wymiarze. Choroba nie doprowadziła do śmierci dotkniętych nią jednostek, ale osłabiła kolektywne ciało amerykańskiego liberalizmu czy demokracji na tyle, żeby ten dwukrotnie w ciągu dekady przegrał walkę z kimś takim jak Trump właśnie. W Polsce w przypadku Mentzena nie mamy jeszcze nazwy na podobny rodzaj obłędu, ale myślę iż spokojnie możemy mówić o dziejącej się na naszych oczach Mencenofobii czy Mencnopanice.

Nie przegap kolejnych tekstów i wywiadów oraz zyskaj dostęp do całego archiwum - zapisz się na pełną wersję tego newslettera.

Media głównego nurtu nie mogą wytrzymać dnia bez napisania panikarskiego tekstu albo alarmistycznego materiału o dziwactwie Mentzena (popierają go mężczyźni!!! jest znany z internetu!!! pije piwo!!!). Na stronach tygodnika “Polityka” zwrot z wyszukiwania hasła “Mentzen” przynosi aż sześć tekstów z wzmianką o polityku z jednego tylko dnia 1.04.2025. Sześć materiałów jednego dnia. “Menzten u Stanowskiego sam się zaorał?” - pytają z nadzieją prowadzące podcast “Dzieje się!” Dominika Wielowieyska i Karolina Lewicka. Codziennie o Menztenie gadają w wieczornych i porannych programach publicyści, codziennie mówią o nim inni politycy.

Adrian Zandberg w trakcie wywiadu ze mną w „Kanale Zero” szukał każdej możliwej okazji do wspomnienia o kandydacie Konfederacji i wyzwania go na pojedynek (w pewnym momencie prosiłem już o odpowiedź na kolejne pytania BEZ wymieniania nazwiska na M). Podobnie inni kandydaci – Hołownia, Biejat, Trzaskowski – nagrywający kolejne filmiki imiennie odwołujące się do tego jednego polityka i robiąc swoją kampanię w coraz większej mierze o tym, dlaczego Mentzen cośtam i dlaczego powinno nas to oburzać. Wszyscy liczą na to, iż wynagrodzą ich kapryśne bóstwa algorytmów albo skapnie im nieco internetowej atencji, w której pływa aktualnie Konfederata Numer Jeden. W coraz większej mierze kampania ta zamiast tradycyjnego już konfliktu PO-PiS zaczyna przypominać kampanię „wszyscy kontra Mentzen”.

Co jak na ironię… wzmacnia powtarzany od lat przez Konfederację argument mówiący, iż jest jedyną siłą faktycznie opozycyjną wobec establishmentu polskiej polityki, który pomimo fasadowych różnic faktycznie stanowi zjednoczony front obrony status quo. Trudno znaleźć lepszą ilustrację podobnej tezy (nieważne teraz czy prawdziwej) niż to, co właśnie obserwujemy.

Kandydaci głównego nurtu prześcigają się w jednoczesnym demonizowaniu Menztena i przekonywaniu, iż będą lepszym Menztenem niż oryginał. Z jednej strony będą więc dowodzić, iż kandydat Konfederacji reprezentuje wszystko co w polskiej polityce najgorsze, ale jednocześnie ma na tyle dobre pomysły w dziedzinie podatków, składek i świadczeń społecznych, ochrony zdrowia, regulacji, stosunku do UE i Ukrainy, iż warto je przedstawić jako własne. Jest kotem Schrodingera politycznej demagogii - najgorszym ze wszystkich kandydatem, który jest tak dobry ze wszyscy chcieliby być nim. No i nie można zapomnieć, iż ci wszyscy kandydaci, którzy dziś przekonują jak bardzo Menztenem gardzą i się nim boją - będą błagać jego sympatyków o głosy przed drugą turą. Osiągając od dawna niezdobyty szczyt (dno) oportunizmu.

Prym w tej osobliwej konkurencji wiedzę pewnie Rafał Trzaskowski, który już w 2020 roku apelował do wyborców Konfederacji o głosy mówiąc, iż „jeśli chodzi o wolność gospodarczą, mamy w większości takie same poglądy”. Do końca kampanii 2025 roku zdąży dodać do tego, iż mają je takie same na migrację, świadczenia społeczne i składki zdrowotne, Ukraińców w Polsce, deregulację, rolę Niemiec w Europie i Zielony Ład. Już teraz – jak pokazał niedawno Krzysztof Stanowski i inniTrzaskowski dosłownie powtarza słowa z przemówień swojego konkurenta, w tym oczywiście te najgłupsze w rodzaju „nie wprowadzaniu żadnych regulacji bez likwidowania dwóch innych regulacji”. Karol Nawrocki dla odmiany bez żalu odcina się od socjalnych i redystrybucyjnych dokonań PiS-u w ostatnich latach proponując za Menztenem program “prostych i niskich podatków”, który w prostej linii prowadzi jedynie do bankructwa - formacji, która je wprowadzi i finansów publicznych.

Problem z Mencenofobią jest dość prosty. Straszenie nie działa, bo zadziałać nie może. Jak przekonywać ludzi, iż Mentzen jest prorosyjskim faszystą i radykałem, jeżeli samemu pochwala się jego postulaty i wręcz je kopiuje? Ale nie działa także dlatego, iż Mentzen faszystą po prostu nie jest. A przynajmniej nie na tle tego, co w Polsce uchodzi za centrum. Przeciwnie, jest w swoich poglądach dalece bliższy poglądom głównego nurtu niż mogłoby się z pozoru wydawać. Pomstowanie na NFZ i składkę zdrowotną, przekonanie iż państwo kradnie i jest nieefektywne, apoteoza prywatnej inicjatywy i biznesu, „chłopski rozum” i wrogość wobec „lewactwa” wciąż uchodzą w naszej ojczyźnie za jak najbardziej normicki zestaw poglądów, - a fakt, iż politycy pozostałych ugrupowań z taką łatwością i ochotą sięgają po postulaty Menztena dowodzi tego, iż w rzeczy samej nie jest im do nich tak daleko.

I w tym jednak sensie – podobnie jak Trumpowski obłęd – Mencenofobia polskiej sceny politycznej może przynieść rezultaty odwrotne od zamierzonych. Trump w ciągu kilku miesięcy przeszedł drogę od kuriozum prawyborów, przez dominującego partię republikańską challengera po oficjalnego nominata. Cały czas napędzany darmowym paliwem nieustannej medialnej atencji, którą rozgrywał bez najmniejszego problemu - nauczony mechanizmów telewizji dzięki najlepszej szkole reality shows, których był gwiazdą. A później wygrał prezydenturę.

Читать всю статью