Jedną z największych plag współczesności jest in vitro. Niestety, popiera ją nie tylko lewica, ale również rosnąca część prawicy. Choć Kościół katolicki oficjalnie zdecydowanie się jej sprzeciwia, w praktyce brakuje zaangażowania na rzecz walki z in vitro; niekiedy wydaje się nawet, jakby duchowni w praktyce ją akceptowali. Tymczasem chodzi tu o zjawisko brutalnie naruszające godność życia ludzkiego i godzące na wiele sposobów w samego Stwórcę.
Polska i Ameryka. Droga do upadku
W listopadzie 2023 roku parlament Rzeczpospolitej przyjął ustawę, która wprowadzała finansowanie procedury in vitro z budżetu. Inicjatywa wyszła od posłów lewicowo-liberalnej większości, ale została poparta również przez część polityków nominalnie chadeckiego Prawa i Sprawiedliwości. Wydawało się oczywiste, iż ustawa zostanie odrzucona przez prezydenta Andrzeja Dudę.
W Sejmie ustawę poparli ci posłowie PiS, którzy mają wyraźne inklinacje ku centrum, jak na przykład Mateusz Morawiecki. Andrzej Duda jawił się zawsze jako zwolennik większego wysunięcia w prawą stronę, co motywował również wyznawaną przez siebie wiarą katolicką. Wprawdzie w 2020 roku prezydent zgłosił ustawę, która miała zalegalizować dzieciobójstwo prenatalne w przypadku stwierdzenia choroby dziecka, ale uczynił to pod silną presją okoliczności związanych z wyrokiem Trybunału Konstytucyjnego i masowymi protestami ulicznymi. W grudniu 2023 roku miał okazję w jakiejś mierze zmyć tę plamę, blokując ustawę o in vitro.
Niestety, postąpił inaczej. Nie wyjaśniając tej decyzji społeczeństwu, propozycję parlamentu po prostu przyjął. W efekcie wszyscy Polacy składają się w daninach publicznych na procedurę in vitro. Wobec decyzji parlamentu oraz prezydenta nie zgłoszono publicznie większych zastrzeżeń. Poza wąską grupą konserwatywnych mediów katolickich, sprawa przeszła bez echa. Hierarchia Kościoła katolickiego zachowała się po prostu skandalicznie.
Nie było w tej sprawie żadnych protestów. Przewodniczący Konferencji Episkopatu Polski abp Stanisław Gądecki wysłał list do prezydenta, apelując o to, by nie podpisywał ustawy. List był jednak skrajnie koncyliacyjny. Arcybiskup twierdził, iż nie może wywierać na prezydenta „jakiegokolwiek formalnego nacisku”, jako iż „czyn, o który prosi” – czyli niepodpisywanie ustawy – „wymaga odwagi”. Zaapelował jedynie do sumienia prezydenta, nie wskazując jednak na żadne prawno-kanoniczne ani choćby moralne konsekwencje. Wyglądało to jak protest pro forma, z góry opatrzony na to, iż nie odniesie skutku.
Rosnącą akceptację dla procedury in vitro prezentują też Republikanie w Stanach Zjednoczonych. W Na konwencji tej partii w lipcu 2024 roku przyjęto nowy program polityczny. Zawarto w nim zdecydowane i jasne wsparcie dla procedury in vitro. Sam prezydent Donald Trump wielokrotnie obiecywał, iż podczas swoich rządów doprowadzi do upowszechnienia tej procedury, tak, by stała się tańsza i przez to bardziej dostępna dla amerykańskich kobiet. Wiceprezydent J. D. Vance, choć jest katolikiem, w sprawie in vitro ogłasza désintéressement, twierdząc, iż nie każdy element nauczania kościelnego musi znajdować swoje odzwierciedlenie w polityce państwowej. W przypadku in vitro należy zaakceptować stan faktyczny związany z poglądami społecznymi na ten temat. Jeszcze dalej posunął się Ted Cruz, określając podczas ubiegłorocznej kampanii wyborczej in vitro mianem czegoś cudownego. Cruz jest wprawdzie protestantem, ale bardzo konserwatywnym, na przykład w sprawie aborcji. W kwestii in vitro nie ma jednak hamulców.
Dlaczego procedura in vitro jest tymczasem tak niegodziwa?
Po pierwsze, procedura jest określana często mianem zapłodnienia pozaustrojowego. W praktyce oznacza to, iż od kobiety pobiera się komórki jajowe, a od mężczyzny nasienie. Standardowo oznacza to, iż mężczyzna popełnia grzech onanizmu; grzech nie może być usprawiedliwiony celem, w którym jest popełniany. Zatem jednym z pierwszych aktów procedury in vitro jest grzech. Stwórca, który przewidział akt seksualny między małżonkami jako adekwatną drogę poczęcia, zostaje w ten sposób obrażony, a obraza Boga staje się strukturalnym elementem całej procedury.
Po drugie, w warunkach laboratoryjnych hoduje się zarodki. Z punktu widzenia biologii oraz nauki Kościoła, zarodki są ludźmi. Po uzyskaniu zarodków można przeprowadzić badanie genetyczne pod kątem ewentualnych chorób. Oznacza to, iż przeprowadza się eugeniczny wybór pomiędzy stworzonymi ludźmi. Jedni zostają przeznaczeni do narodzin, inni nie. To brutalne naruszenie godności każdego człowieka, co znowu poważnie obraża Boga jako Stwórce.
Po trzecie, zarodki można selekcjonować pod względem płci. W Polsce jest to w teorii zabronione, w innych krajach dozwolone. Zasada selekcji pod względem płci narusza równość kobiety i mężczyzny stworzonych przez Boga na Jego obraz i podobieństwo, co ponownie obraża Stwórcę.
Po czwarte, tylko część zarodków trafia wprowadzonych do macicy kobiety, otrzymując szansę na rozwój i urodzenie. Co dzieje się z pozostałymi zarodkami?
Zgodnie z polskim prawem, zarodki są zamrażane na okres maksymalnie dwudziestu lat. Prawo nie precyzuje, co stanie się później. Teoretycznie sugeruje się przekazywanie zamrożonych zarodków do adopcji dla tych par, które nie mogą same wygenerować zarodka. Jest jednak prawdopodobne, iż na przestrzeni lat wytwarza się więcej zarodków, niż wszczepia się do macic. To oznacza, iż część zamrożonych zarodków nigdy nie zostanie wszczepiona. Co z nimi?
Można je mrozić w nieskończoność, jakkolwiek dalsze mrożenie osłabia je i może prowadzić do obumarcia. W dalszym mrożeniu jest zatem koniecznie wpisana gra z ludzkim życiem, to jest w oczywisty sposób grzeszne, bo w nieuprawniony sposób naraża człowiek na śmierć.
Co więcej z danych wynika, iż statystycznie część zarodków ginie podczas rozmrażania. To oznacza, iż choćby zamrażanie zarodków z zamysłem oddania każdego z nich do adopcji wiąże się z poważnym narażeniem zarodka na śmierć.
Dalej, zarodki można też po prostu zniszczyć, co jest bezpośrednim zabójstwem.
Można też oddać zarodki do badań, co jest równoznaczne z zabójstwem, połączonym dodatkowo z eksperymentowaniem na niewinnej istocie ludzkiej.
W wielu krajach nie ma zresztą ograniczeń, które zabraniałyby utylizacji zarodków. Na przykład w Stanach Zjednoczonych reguluje to prawo stanowe. To oznacza, iż w niektórych stanach zarodki uznane za niepotrzebne są po prostu zabijane.
Grzechy wołające o pomstę do nieba
Z tego wynika, iż in vitro wiąże się przynajmniej z trzema grzechami:
– oderwania aktu seksualnego od małżeństwa;
– eugenicznej selekcji;
– morderstwa.
Nawet o ile w teorii można byłoby rozważać takie przeprowadzenie całej procedury, które unikałoby tych grzechów, w praktyce tak to nie wygląda. In vitro jest po prostu procedurą bezwzględnie grzeszną, w trakcie której popełnia się cały szereg czynów wewnętrznie złych. Dlatego z perspektywy katolickiej nie ma najmniejszej możliwości poparcia procedury in vitro. Temu złu należy się kategorycznie sprzeciwiać. Ci katolicy, którzy mają po temu kompetencje intelektualne oraz możliwość publicznego zabierania głosu z realną szansą na jego wysłuchanie, są moralnie zobligowani do czynienia z tego użytku. To oznacza, iż politycy oraz biskupi nie mogą zachowywać obojętności wobec procedury in vitro, traktując ją jako jeden ze zwykłych elementów zastanej rzeczywistości.
Wiąże się to zwłaszcza z faktem, iż procedura zamrażania zarodków jest siłą rzeczy ściśle związane ze zbrodnią morderstwa. Katechizm Kościoła Katolickiego wymienia szereg grzechów wołających o pomstę do nieba. Pierwszym z nich jest rozmyślne zabójstwo. Procedura in vitro wiąże się z popełnianiem rozmyślnego zabójstwa na wielką skalę. Dlatego nie wolno w tej sprawie milczeć.
Godność każdego życia
Jezus Chrystus stał się człowiekiem, umarł za grzechy każdego z nas i wreszcie zmartwychwstał, odnosząc zwycięstwo nad śmiercią. Już samo stworzenie człowieka przez Boga jest znakiem wielkiej godności każdego życia ludzkiego, ale Boże Wcielenie nadaje temu dodatkowy wymiar. Każda istota ludzka jest powołana do zmartwychwstania i bezpośredniego oglądania Boga w Jego Królestwie. Dotyczy to nie tylko tych, którym dane było się narodzić, ale również tych ludzi, którzy zostali stworzeni w ramach procedury in vitro jako zarodki. Zarodki ludzkie obdarzone są tą samą godnością, którą obdarzeni są ludzie narodzeni. Dlatego ich sztuczne wytwarzanie, zamrażanie oraz zabijanie jest wielkim grzechem.
W naszych czasach w coraz większej mierze traktuje się jednak ludzkie życie jako samo w sobie bezwartościowe. Procedura in vitro staje się elementem polityki państwa. o ile państwo definiuje in vitro jako sposób na podwyższenie dzietności, zaczyna in vitro upowszechniać. W ten sposób prowadzi głęboko niegodziwą bio-politykę, której fundamentem jest odrzucenie Boga i skrajny materializm. Wszyscy, którzy żyjąc w takim państwie, nie protestują przeciwko in vitro, ale akceptują je jako normalność, są w pewnym stopniu współwinni popełnianych niegodziwości. Dlatego jako katolicy musimy nieustannie protestować przeciwko próbom hodowli ludzi. Warto pamiętać również o własnym losie. Skoro zasadą procedury in vitro jest materializm i odrzucenie Boga, to łatwo i gwałtownie może to obrócić się również przeciwko żyjącym, na przykład w postaci upowszechniania eutanazji albo innych form systemowego traktowania już narodzonych ludzi jak zwierząt, którymi można zarządzać na skalę przemysłową, zależnie od potrzeb państwa.
Módlmy się do Pana Boga o opamiętanie dla rządzących, mądrość dla pasterzy Kościoła i odwagę dla świeckich, którzy winni opowiadać się za ochroną życia nienarodzonego na każdym jego etapie bez żadnych wyjątków, począwszy od życia zarodków.
Paweł Chmielewski