Jak policzyć planowane cła? Przed takim zadaniem stanęła administracja Donalda Trumpa. Zamiast zatrudnić do roboty ekonomistów, zdecydowali się użyć kalkulatora i skupić się na pracy, jaką mógłby wykonać stażysta.
Z otoczenia prezydenta USA dochodzą wieści, iż przyjęto niewiarygodnie prostą, wręcz prymitywną metodologię obliczeń. W sumie można to zrobić dzięki najprostszego arkusza kalkulacyjnego. W jedną kolumnę wpisujemy nadwyżkę handlową danego kraju w wymianie z USA. W drugą wpisujemy jego całkowity eksport. W trzeciej tabeli liczymy, ile procent wymiany stanowi nadwyżka. Wynik dzielimy na pół i... voilà, gotowe.
Doniesienia z otoczenia Białego Domu potwierdzają zresztą obliczenia agencji Bloomberg. Idealnie zgadza się to w przypadku Chin (68 proc. nadwyżki, 34 proc. cła), tak samo obliczano taryfy dla Japonii, Korei Południowej i Unii Europejskiej.
Takie liczenie to poważny błąd, zapłacą za to Amerykanie
Zazwyczaj stawki celne wylicza się w bardziej skomplikowane sposoby, biorąc pod uwagę różne czynniki. Przede wszystkim bierze się pod uwagę spodziewany efekt, czyli na przykład ochronę jakiejś gałęzi przemysłu. Trump już podejmował dziwne decyzje o cłach, które powodowały niedobory na rynku i wzrost cen produktów dla amerykańskich konsumentów.
Podczas swojej pierwszej kadencji w ramach polityki "America First" wprowadził cła na zagraniczne pralki. Ale amerykańskie firmy nie były w stanie same zaspokoić popytu. Efekt był taki, iż liczba pralek na rynku spadła, zaś ich ceny wzrosły średnio o 34 procent. Po wygaśnięciu ceł spadły.
Teraz tak samo będzie z samochodami. Cła spowodują podwyżkę cen aut z importu, ale i części motoryzacyjnych oraz materiałów sprowadzanych do amerykańskich fabryk. Jest też wątpliwe, by amerykański przemysł motoryzacyjny sam zdołał zaspokoić popyt: połowa aut sprzedawanych w USA jest z importu.
Administracja Trumpa zdecydowała się na obłożenie cłami niemal całego świata, w tym bezludnych wysp. "Niemal", bo na liście państw objętych nowymi cłami nie ma na przykład Rosji, Kuby, Korei Północnej i Białorusi.
Biały Dom tłumaczy, iż nie podlegają one "taryfom", bo już objęto je sankcjami. Jednak mimo sankcji wymiana handlowa USA z Rosją wynosi 3,5 mld dolarów, z czego 3 mld to import – zwrócił uwagę reporter Polskiego Radia Marek Wałkuski.
Cła na Unię Europejską i Chiny
Przypomnijmy: Trump ogłosił "cła odwetowe" na import do USA. Wprowadzono 10-procentowe opłaty na wszystkie towary oraz 25-procentowe na samochody. Zaproponowane przez Trumpa stawki dla poszczególnych państw różnią się od siebie. Dla Unii Europejskiej wynoszą 20 proc., dla Chin 34 proc., a dla Brazylii 10 proc.
"Teraz zamierzamy oskarżyć Unię Europejską. Są bardzo twardzi. Bardzo, bardzo twardzi handlarze. Wiecie, myślicie o Unii Europejskiej, bardzo przyjacielskiej. Oszukują nas. To takie smutne. To takie żałosne" – mówił wczoraj Donald Trump w Ogrodzie Różanym Białego Domu.
Cła mają wejść w życie 5 kwietnia, a dla wybranych państw 9 kwietnia. Trump argumentował, iż nowe opłaty pomogą odbudować amerykańską gospodarkę i uczynić USA "bogatymi na nowo". Jak informowaliśmy w naTemat: przewodnicząca Komisji Europejskiej Ursula von der Leyen ostro skrytykowała nałożenie przez prezydenta USA 20-procentowego cła na towary z UE i zapowiedziała odwet.