
Geopolityczny teatr absurdu. Donald Trump handluje bezpieczeństwem Europy
Trump najpierw miesiącami upokarzał europejskich sojuszników, wyzywał ich za zbyt niskie wydatki na obronność i sugerował, iż Ameryka nie będzie bronić tych, którzy — jego zdaniem — „nie płacą”.
Potem stanął przed kamerami i zaczął opowiadać o „wielkiej jedności NATO”. Chwalił państwa członkowskie, mówił o wspólnocie, odpowiedzialności i sile Sojuszu.
A chwilę później znowu wyszedł z niego Trump w najczystszej postaci: człowiek, który bezpieczeństwo Europy traktuje jak żeton w kasynie. Ogłosił, iż przez cały czas rozważa wycofanie amerykańskich żołnierzy z Europy, a decyzję może uzależnić od negocjacji dotyczących Grenlandii oraz od spraw związanych z Iranem.
To jest obłęd.
Nie strategia. Nie twarda polityka. Nie „America First”. To polityczny szantaż uprawiany przez człowieka, który myli NATO z własnym folwarkiem, a bezpieczeństwo milionów ludzi z transakcją na rynku nieruchomości.
Raz mówi o jedności, za chwilę grozi rozpadem gwarancji bezpieczeństwa. Raz chwali sojuszników, za moment wystawia ich na sprzedaż. Raz udaje męża stanu, po chwili zachowuje się jak piroman stojący z zapałkami obok beczki prochu.
Polska musi mieć dobre relacje z USA. To oczywiste. Ale tylko polityczny samobójca może wierzyć, iż nasze bezpieczeństwo wolno oprzeć na humorze Donalda Trumpa.
Bo jeżeli obecność amerykańskich wojsk w Europie ma zależeć od Grenlandii, Iranu, osobistych obsesji i porannego nastroju jednego człowieka, to nie mamy do czynienia z przywództwem. Mamy do czynienia z imperialnym chaosem.
Kaligula chciał zrobić swojego konia konsulem, Neron podpalił Rzym, a Trump handluje bezpieczeństwem Europy w zamian za lodowiec. Facet jest totalnie nieprzewidywalny i niebezpieczny dla światowego ładu.












