Лума: Иран и Северная Корея. Я знаю почему.

konserwatyzm.pl 2 дни назад

Większość komentatorów i ekspertów, opisując te dwa państwa (i niektóre podobne), zwraca uwagę na systemy polityczne, które, ich zdaniem, są wyjątkowo antywolnościowe, niedemokratyczne, hamujące rozwój gospodarczy. Krótko mówiąc: w tych państwach panuje jakiś rodzaj zamordyzmu, co czyni je nieco dziwnymi. Oczywiście nie zestawiam tu na jednym poziomie tych dwóch państw, bo oba znacznie się różnią, ale tak postrzegają je środki opiniotwórcze naszej części świata czyli tzw. Zachodu.

Porównuje się oba te kraje z tym właśnie Zachodem – ostoją wolności, demokracji i liberalizmu. Dumą ich napawa fakt, iż żyjemy w kraju kapitalistycznym (Polska), kraju gdzie szanuje się własność, wolny rynek, mniejszości narodowe i seksualne (to akurat jedna z ostatnich ,,zdobyczy” Zachodu), wolność słowa, etc. Iran to państwo szyickie, z systemem zwanym teokracją. Siłą rzeczy – zdaniem Zachodu – panuje tam reżim wyjątkowo nieprzychylny człowiekowi. Korea Północna natomiast to reżim komunistyczny, relikt przeszłości jeszcze z czasów zimnowojennych.

W 1989 roku w wyniku przemian i upadku systemu jałtańskiego wszystkie państwa Europy Wschodniej ,,wyzwoliły się” z komunizmu. Miał nastąpić ,,koniec historii”, a demokracja liberalna miała zapanować na całym świecie. Przemiany te jednak ominęły Koreę i Kubę oraz… Chiny, bo też do dzisiaj nazywa się je krajem komunistycznym. prawdopodobnie dlatego, iż rządzi tam przez cały czas Komunistyczna Partia Chin.

Takie postawienie tego problemu, że oto świat się dzieli na państwa nieliberalne, barbarzyńskie i na te demokratyczne i wolne jest bardzo prostacki. Ośmieszanie każdego innego systemu politycznego niezachodniego nie bierze się z błędu ale z narracji dotychczasowego hegemona: Stanów Zjednoczonych. To Amerykanom potrzebny był wróg, by zarządzać światem, by we właściwym momencie wskazywać tego złego i jednoczyć wokół siebie wianuszek państw miłujących wolność i demokrację. Oczywiście w grę też wchodziły interesy gospodarcze, bo zawsze kraje zasobne w surowce i próbujące się wyzwolić z niewoli dolara, można było nazwać ,,osią zła”, którą jankeski but, w połączeniu z nowoczesną bronią, chętnie zamieniał w potulną kolonię, najpierw albo bombardując, albo przeprowadzając tzw. kolorowe rewolucje.

Politycy, politolodzy i dziennikarze rzadko kiedy zastanawiają się nad dwiema kwestiami, które, moim zdaniem, doskonale wyjaśniają fakt istnienia na świecie państw liberalnych demokracji (dobre) i niedemokratycznych (złe). Otóż na gruncie faktów nie da się już nazwać państw Zachodu dobrymi, bo już takie one nie są. Nie ma już tam demokracji, kapitalizmu, wolności słowa. Klasa średnia coraz bardziej ubożeje, korporacje zawłaszczają rynek, a elity uwłaszczają się na pracy ,,szarego” Europejczyka. Ten ostatni powoli wymiera, a zastępuje go przybysz z innych kręgów cywilizacyjnych. To pierwszy błąd w postrzeganiu Zachodu, który powtarza się przede wszystkim w tzw. mediach głównego nurtu.

Drugi błąd dotyczy braku zrozumienia przyczyn tworzenia systemów niedemokratycznych w niektórych krajach świata. Otóż nie jest to tylko jakieś urojenie chorego z nienawiści do własnego narodu przywódcy ale… konieczność wynikająca z analizy sytuacji i zagrożeń płynących z imperialnego Zachodu. Wszędzie tam, gdzie państwo przyjmuje reguły demokracji liberalnej, nie możemy mówić o suwerenności i niepodległości. Struktury państwa, zaledwie po kilku, lub choćby jednych, demokratycznych wyborach, przejmowane są przez ogólnoświatowe korporacje (deep state, globalistów, bestia, itp.). W efekcie na początku następuje szybkie bogacenia się obywateli (czasami mamy takie złudzenie), po czym pojawia się faza druga: kolejne fale kryzysów, korupcja, przejmowanie majątku państwowego (dotyczy naszej części Europy), alienacja elit, kryzys demograficzny, tracenie tożsamości narodowej, ograniczanie wolności i w rezultacie bieda większości społeczeństwa danego kraju. Państwo traci swoją podmiotowość, suwerenność i staje się faktycznie kolonią. I przestaje być systemem autonomicznym – to ukłon w stronę cybernetyków.

Demokracja liberalna zawsze prowadzi do zniszczenia państw i narodów. Nie da się długo utrzymać tak ,,dziurawego” i otwartego na wszelkie zło systemu społeczno-politycznego. Systemu, który jest otwarty na przestrzał – jak mawia pewien klasyk.

Zrozumiały to niektóre narody na świecie i z różnym skutkiem próbowały temu jakoś zaradzić. Jedne wybrały drogę teokracji (prawo oparte na doktrynie religijnej), inne dyktatur wojskowych, a jeszcze inne przyjęły system totalitarny (realny socjalizm to taka wersja soft). Wszystkie jednak musiały doskonale zabezpieczyć się przed wpływami zewnętrznymi dzięki dobrze zorganizowanego państwa i skutecznych służb wywiadu i kontrwywiadu. Ograniczyły przy tym – niestety – wolność swoich obywateli, a czasami wprowadzały terror, by wyeliminować potencjalnych prawdziwych i wyimaginowanych zdrajców. Względnie jednak łagodnie zachowują się w tym przypadku Chiny czy Rosja, dając względnie sporą swobodę swoim obywatelom, co jest pewnie związane z siłą i znaczeniem tych państw w świecie.

Ktoś jednak zakwestionuje tezy zawarte w tym artykule i powie: przecież Amerykanom się udało. Obywatele cieszyli się (tak, tak, czas przeszły) wolnością, zamożnością, demokracją i wolnym rynkiem. Tam demokracja liberalna nie przynosiła ,,zatrutych” owoców. Należy jednak wziąć pod uwagę, iż USA to już nie jest państwo suwerenne, a wręcz przeciwnie, jest w rękach tej właśnie finansjery (globalistów, masonerii, itd.), która infiltruje i uzależnia inne państwa oparte na liberalnej demokracji. Wygląda to tak, iż USA są dużym żywicielem, zasobnym, sprawnym i dlatego tworzy złudzenie sprawnego państwa. Chociaż ostatnie wydarzenia, np. wpływy Izraela, Black Lives Matter, ideologia woke pozwalają sądzić, iż Stany Zjednoczone też są otwarte na przestrzał.

A co w związku z tym ma zrobić Polska? Złym rozwiązanie dla nas byłaby droga Korei Północnej (wiemy dlaczego), Iranu czy jakiejś dyktatury wojskowej (nie mamy odpowiedniej kadry w wojsku). Nie tędy droga ku suwerenności. Jedynym rozwiązaniem jest oparcie się na zasadach cywilizacji łacińskiej. Oznacza to ,,sentymentalny” powrót do Polski z dawnych wieków, kiedy to mieliśmy doskonałą elitę średniej szlachty i magnaterii. To oparcie się na głębokim patriotyzmie, wolności, rodzinie, prawie rzymskim, honorze, wiedzy (szkoła i uniwersytety na wysokim poziomie), wolnym rynku (jako narzędzie rozwoju ale tylko w granicach Polski). Elita tak skonstruowana nie będzie podatna na obce wpływy, a wręcz przeciwnie, będzie oddana służbie własnemu narodowi. Trochę to przypomina dzisiejsze Chiny, których istotą organizacji społeczeństwa jest konfucjanizm. Zresztą nic nie stoi na przeszkodzie przyjrzeć się strukturze i organizacji np. takich Chin, które w tej chwili osiągają takie sukcesy.

Jak to zrobić? A to już problem sprawnie działającej grupy, która powinna się ukonstytuować. Nie w partię polityczną oczywiście, bo ta z natury rzeczy działa w tym systemie, który tak nas zniewala.

Ad quas res aptissimi erimus, in iis potissimum elaborabimus.

Jarosław Luma

Читать всю статью