Polscy rolnicy i politycy opozycji alarmują 20 sierpnia 2026 r., iż rośnie import produktów rolno-spożywczych z Ukrainy. Wskazują na niższe koszty produkcji i łagodniejsze regulacje po stronie ukraińskiej. Dla Polski oznacza to presję na rodzinne gospodarstwa, ceny skupu i realne bezpieczeństwo żywnościowe państwa.
Alarm z polskiej wsi
Jak podają Kresy.pl za Radiem Maryja, przedstawiciele rolników ostrzegają przed rosnącym napływem produktów rolno-spożywczych z Ukrainy. W tle jest prosty rachunek: polskie gospodarstwo musi spełniać unijne normy, ponosi koszty energii, pracy, nawozów i biurokracji, a potem ma konkurować z produkcją z kraju objętego innym reżimem kosztowym. Uczciwy pojedynek rynkowy wymaga równych zasad, a tutaj ich nie ma. Państwo polskie musi pokazać, czy potrafi bronić własnych producentów.
Rolnicy pamiętają już skutki kryzysu zbożowego i sporu o korytarze solidarnościowe. Dlatego każda rozmowa o kolejnym zwiększeniu przepływu towarów przez Polskę budzi nieufność. Niedawno pisaliśmy, iż Ukraina chce podwoić tranzyt przez Polskę. o ile tranzyt pozostaje tranzytem, można o nim rozmawiać twardo i technicznie. o ile zaczyna zamieniać się w zalew polskiego rynku, rząd ma obowiązek reagować natychmiast.
Bruksela otworzyła furtkę, Polska płaci rachunek
Unia Europejska po rosyjskiej agresji otworzyła szeroko rynek dla Ukrainy. Rada UE przypomina, iż od maja 2022 r. do czerwca 2025 r. zawieszono cła i kontyngenty na wszystkie produkty eksportowane z Ukrainy do Unii. Potem handel przeszedł w nowy model DCFTA. Komisja Europejska wskazuje, iż zmodernizowana umowa weszła w życie 29 października 2025 r. i zawiera klauzulę ochronną, która może być uruchamiana, gdy import powoduje poważne trudności także na poziomie jednego państwa członkowskiego.
Właśnie ta klauzula pokazuje, gdzie leży sedno sprawy. Skoro Bruksela sama przyznaje, iż problem może uderzać w pojedyncze państwo, Warszawa nie ma prawa chować się za komunikatami o europejskiej solidarności. Solidarność z napadniętą Ukrainą nie oznacza zgody na rozbijanie polskich gospodarstw. Państwo, które nie chroni własnego rolnictwa, oddaje kontrolę nad żywnością w cudze ręce.
Czarnek uderza w ministra Krajewskiego
Radio Maryja relacjonuje, iż politycy Prawa i Sprawiedliwości zarzucają ministrowi rolnictwa Stefanowi Krajewskiemu brak wystarczających działań osłonowych. Przemysław Czarnek wskazywał, iż import uderza w opłacalność produkcji w Polsce. To zarzut poważny, bo nie dotyczy abstrakcyjnej tabeli w Excelu, ale codziennych decyzji rolnika: siać czy rezygnować, inwestować czy ciąć koszty, przekazywać gospodarstwo dzieciom czy zamykać rodzinny dorobek.
Nie chodzi o wrogość wobec Ukraińców. Chodzi o elementarną zasadę państwową. Polska może pomagać Ukrainie w wojnie z Rosją, ale nie może przyjmować układu, w którym koszty wojny i unijnej polityki handlowej przerzucane są na polską wieś. Tak samo jak przy suszy, o której pisaliśmy przy apelu rolników z Opolszczyzny do premiera, rachunek ostatecznie spada na konkretne rodziny.
Bezpieczeństwo żywnościowe to część suwerenności
Rolnictwo bywa traktowane przez liberalne elity jak sektor do restrukturyzacji, dopisania do unijnej tabelki i pozostawienia na pastwę importu. To błąd strategiczny. Żywność nie jest zwykłym towarem. Kto kontroluje produkcję żywności, ten w kryzysie kontroluje ceny, zapasy i odporność społeczeństwa.
Ukraina ma ogromny potencjał rolny. Rada UE podaje, iż jest światowym liderem w produkcji oleju i nasion słonecznika, czwartym producentem kukurydzy, trzecim producentem jęczmienia i piątym producentem pszenicy. Polska wieś nie boi się pracy ani konkurencji. Domaga się tylko, żeby konkurencja nie była ustawiona polityczną decyzją Brukseli i biernością Warszawy.
Rząd musi wybrać stronę
Rozwiązanie nie polega na hasłach. Potrzebne są szybkie kontrole, skuteczne zabezpieczenia rynku, jasne rozróżnienie tranzytu od importu i automatyczne mechanizmy ochronne, gdy ceny skupu lecą w dół. Potrzebna jest też presja na Unię, żeby normy nakładane na polskich rolników nie służyły jako broń przeciw nim samym.
Polskie państwo musi w tej sprawie mówić jednym zdaniem: pomoc Ukrainie tak, likwidacja polskich gospodarstw nie. o ile rząd wybierze wygodę Brukseli zamiast interesu własnych rolników, zapłaci za to wieś, a potem zapłacą wszyscy konsumenci. Suwerenność zaczyna się od tego, czy naród potrafi wyżywić sam siebie.
Źródło: Kresy.pl, Radio Maryja, Rada UE, Komisja Europejska.
Źródło: Kresy.pl














