Alaksandr Milinkiewicz zmarł 11 sierpnia 2026 r. we wtorek rano w wieku 79 lat. Był kandydatem demokratycznej opozycji w wyborach prezydenckich na Białorusi w 2006 r. i laureatem Nagrody Sacharowa. Dla Polski to odejście człowieka, który rozumiał wolność Białorusi także jako warunek bezpieczeństwa naszego regionu.
Odszedł polityk białoruskiej wolności
Informację o śmierci Alaksandra Milinkiewicza przekazały niezależne media białoruskie, powołując się na bliskich polityka. Miał 79 lat. Rodzina wcześniej informowała o jego problemach zdrowotnych, a białoruski portal Zierkało przypominał, iż w listopadzie 2025 r. przeszedł poważną operację.
Milinkiewicz był jedną z tych postaci, których życiorys wyrastał ponad partyjną bieżączkę. Przez lata stał po stronie wolnej Białorusi, czyli tej Białorusi, która nie chce być ani rosyjskim przedpokojem, ani policyjnym folwarkiem Alaksandra Łukaszenki. Z polskiej perspektywy to nie była sprawa odległa. Los Białorusi zawsze dotyka naszego bezpieczeństwa, granicy i miejsca Polski między Wschodem a Zachodem.
Był związany z Grodnem, ważnym także dla polskiej pamięci i obecności na Kresach. Z wykształcenia był fizykiem. W latach 1990-1996 pełnił funkcję wiceburmistrza Grodna, a później działał w organizacjach społecznych i politycznych, które budowały niezależne życie obywatelskie na Białorusi. To była praca wymagająca odwagi, bo reżim Łukaszenki niszczył nie tylko partie, ale także zwykłą zdolność społeczeństwa do samoorganizacji.
Rok 2006 i próba przeciw Łukaszence
Najmocniej zapamiętano go jako wspólnego kandydata sił demokratycznych w wyborach prezydenckich na Białorusi w 2006 r. Według oficjalnych danych miał uzyskać 6 proc. głosów, a Łukaszenka 83 proc. Zachód i organizacje międzynarodowe uznały tamte wybory za niedemokratyczne. Dla wielu Białorusinów Milinkiewicz stał się wtedy symbolem pokojowego sprzeciwu.
Po głosowaniu wezwał zwolenników do protestu. Demonstracje w Mińsku, w tym protest okupacyjny na Placu Październikowym, zostały brutalnie rozbite przez milicję. Milinkiewicz trafił do aresztu na 15 dni. Tak działa system autorytarny: najpierw fałszuje reguły, potem karze tych, którzy odmawiają udawania, iż wszystko odbyło się uczciwie.
To doświadczenie wraca dziś w nowym kontekście. Białoruś po 2020 r. jeszcze mocniej weszła w orbitę zależności od Moskwy. Represje wobec opozycji, presja na Polaków na Białorusi i instrumentalne używanie granicy pokazują, iż wolność białoruskiego narodu nie jest romantyczną dekoracją. Jest konkretnym elementem bezpieczeństwa Polski. O tym szerszym sporze pisaliśmy także przy tekście Nowa Białoruś 2026 w Warszawie, gdzie pytanie o państwo po Łukaszence wybrzmiewało bardzo praktycznie.
Przyjaciel Polski i ludzi pogranicza
Milinkiewicz był honorowym członkiem Związku Polaków na Białorusi. Ten fakt ma znaczenie. Polska mniejszość na Białorusi od lat doświadcza presji reżimu, a pamięć o polskim dziedzictwie jest tam traktowana przez Mińsk jak coś podejrzanego. Widzieliśmy to choćby wtedy, gdy reżim Łukaszenki usunął pomnik Kościuszki sprzed jego domu pod Brześciem.
Marszałek Senatu Małgorzata Kidawa-Błońska napisała po jego śmierci, iż odszedł człowiek-symbol, który poświęcił życie demokracji na Białorusi i przyjaznym relacjom polsko-białoruskim. W takim momencie warto odłożyć krajowy spór partyjny. Są sprawy, w których Polska powinna mówić jednym głosem: represje Łukaszenki, prawa Polaków na Białorusi i niezależność naszego wschodniego sąsiada należą właśnie do nich.
Milinkiewicz był także społecznym doradcą Swiatłany Cichanouskiej po masowych protestach z 2020 r. i jednym z inicjatorów Wolnego Uniwersytetu Białoruskiego w Polsce. Dla emigracyjnej opozycji jego biografia była pomostem między pokoleniem wcześniejszego sprzeciwu a nową falą obywatelskiego buntu.
Nagrody były znakiem, nie sensem życia
W 2006 r. Parlament Europejski przyznał Milinkiewiczowi Nagrodę im. Sacharowa za wolność myśli. Otrzymał również Nagrodę im. Kazimierza Pułaskiego „Rycerz Wolności” oraz Nagrodę im. Sergio Vieiry de Mello za działania na rzecz pokoju. Te wyróżnienia mówiły sporo o uznaniu Zachodu, ale nie wyczerpywały sensu jego działalności.
Najważniejsze było coś prostszego: Milinkiewicz przypominał, iż naród nie musi zgodzić się na życie w kłamstwie. Białorusini przez lata byli uczeni politycznej bezradności. Reżim chciał, by myśleli o państwie jak o aparacie strachu, a o wolności jak o ryzyku nie do udźwignięcia. Milinkiewicz odpowiadał spokojnym, upartym działaniem.
Polska prawica powinna patrzeć na ten życiorys bez naiwności. Wolna Białoruś nie powstanie od samej sympatii zachodnich salonów. Nie wystarczą nagrody, konferencje i gesty. Potrzebna jest konsekwentna polityka: obrona Polaków na Białorusi, wsparcie dla realnych środowisk niepodległościowych, twardość wobec reżimu i świadomość, iż Moskwa zawsze będzie chciała trzymać Mińsk jako strategiczny bufor.
Pamięć i polski interes
Śmierć Alaksandra Milinkiewicza domyka istotny rozdział białoruskiej opozycji, ale nie zamyka sprawy Białorusi. Dla Polski to sąsiad, którego los wpływa na granice, handel, bezpieczeństwo wojskowe, sytuację Polaków za wschodnią granicą i rosyjską presję w regionie.
W żałobnym tonie trzeba powiedzieć rzecz zasadniczą: Milinkiewicz należał do ludzi, którzy próbowali ocalić godność polityki tam, gdzie państwo zostało podporządkowane strachowi. Jego życie przypomina, iż wolność narodów naszego regionu jest ze sobą powiązana. Polska nie może odwracać wzroku od Białorusi, bo pustkę po wolności zawsze chętnie wypełnia imperium.
Źródło: Gazeta.pl, PAP, Interia, Parlament Europejski.
Źródło: Gazeta.pl Wiadomości
Tekst przygotowano z wykorzystaniem narzędzi sztucznej inteligencji. Zasady stosowania AI w redakcji opisujemy na stronie Standardy redakcyjne.











