Wołodymyr Zełenski ma spotkać się w Lublinie z Donaldem Tuskiem po rozmowach w Stanach Zjednoczonych. Tematem ma być wizyta prezydenta Ukrainy u Donalda Trumpa, dalsze wsparcie dla Kijowa i bezpieczeństwo regionu. Dla Polski to nie kurtuazyjna rozmowa, ale test, czy Warszawa potrafi pilnować własnych interesów przy wielkiej grze mocarstw.
Lublin po Waszyngtonie
Premier Donald Tusk ma spotkać się w środę po południu w Lublinie z prezydentem Ukrainy Wołodymyrem Zełenskim. Jak podała Polska Agencja Prasowa, informację przekazała Kancelaria Prezesa Rady Ministrów. Według komunikatu tematem rozmowy ma być podsumowanie wizyty Zełenskiego w Stanach Zjednoczonych i jego spotkania z prezydentem USA Donaldem Trumpem.
To krótka informacja, ale politycznie ciężka. Zełenski wraca z Waszyngtonu, gdzie rozmawiał o sprawach zasadniczych dla dalszej wojny, wsparcia wojskowego i pozycji Ukrainy wobec Rosji. Zatrzymuje się w Polsce. Nie w Berlinie, nie w Paryżu, ale w Lublinie. Sama geografia mówi tu sporo.
Polska od początku rosyjskiej agresji była państwem zaplecza, korytarzem logistycznym, miejscem przyjęcia milionów ludzi i krajem, który zapłacił realny koszt polityki bezpieczeństwa na wschodniej flance. Dlatego Warszawa ma pełne prawo oczekiwać podmiotowej rozmowy. Nie grzecznościowego meldunku po fakcie.
Interes Polski musi być na stole
Według dostępnych informacji rozmowy mają dotyczyć dalszego wsparcia dla Ukrainy, sytuacji bezpieczeństwa w regionie oraz wyzwań w relacjach polsko-ukraińskich. Właśnie ten ostatni element jest dla polskiego czytelnika najważniejszy. Pomoc dla państwa napadniętego przez Rosję była i pozostaje częścią polskiej racji stanu, bo rosyjski imperializm nie zatrzymuje się na dobrych słowach. Ale racja stanu nie oznacza blankietowego czeku.
Polska musi mówić jasno o bezpieczeństwie granic, ochronie własnego rynku, kosztach społecznych i o sprawach historycznych, których nie da się zamiatać pod dywan. Partnerstwo z Ukrainą ma sens wtedy, gdy jest oparte na wzajemnym szacunku. Kijów powinien rozumieć, iż polska cierpliwość nie jest zasobem bez końca, a polska pamięć nie jest przeszkodą dyplomatyczną, tylko elementem naszej tożsamości.
Rząd Tuska będzie oceniany nie po zdjęciach ze spotkania, ale po tym, czy umie postawić te sprawy na stole. Polska opinia publiczna ma prawo wiedzieć, czego oczekuje Warszawa i co realnie uzyskuje. Zwłaszcza gdy w tle jest Waszyngton, czyli główny gracz w układzie bezpieczeństwa Zachodu.
Trump, Ukraina i twarda geopolityka
Spotkanie Zełenskiego z Trumpem nadaje rozmowie w Lublinie dodatkowy ciężar. Stany Zjednoczone pozostają państwem, bez którego Ukraina nie utrzymałaby obecnej skali obrony. Europa lubi mówić o swojej sprawczości, ale w sprawach wojny i pokoju przez cały czas często czeka na decyzje z Waszyngtonu.
Dla Polski to lekcja realizmu. Nasze bezpieczeństwo nie może opierać się na nadziei, iż cudze stolice zawsze podejmą za nas adekwatne decyzje. Potrzebujemy mocnej armii, własnej produkcji obronnej, sprawnych sojuszy i dyplomacji, która pilnuje polskich interesów choćby wtedy, gdy wymaga to trudnej rozmowy z partnerami.
Zełenski ma oczywisty interes: utrzymać wsparcie Zachodu, zabiegać o broń, pieniądze i polityczne gwarancje. Polska ma interes własny: trzymać Rosję jak najdalej od swoich granic, ale nie pozwolić, by ciężar wojny, handlu i napięć społecznych spadał na Polaków bez kontroli i bez rekompensaty politycznej.
Sojusz wymaga wzajemności
Najgorszy scenariusz dla Polski to rola państwa tranzytowego, które daje terytorium, infrastrukturę, pomoc i spokój społeczny, a przy stole strategicznych decyzji słyszy tylko gotowe ustalenia. Tak nie prowadzi się polityki narodowej. Tak zarządza się peryferiami.
Rozmowa Tuska z Zełenskim powinna więc dotyczyć nie tylko tego, co wydarzyło się w Białym Domu, ale także tego, jaką pozycję Polska ma mieć w dalszej układance. jeżeli Lublin ma być czymś więcej niż przystankiem na trasie z Waszyngtonu, premier musi mówić językiem konkretu: bezpieczeństwo, interes gospodarczy, pamięć historyczna, odpowiedzialność za obywateli.
Polacy rozumieją zagrożenie ze strony Rosji. Rozumieją też, iż solidarność nie polega na rezygnacji z siebie. Prawdziwe partnerstwo z Ukrainą będzie trwałe tylko wtedy, gdy Warszawa przestanie bać się własnych warunków.
Źródło: Defence24











