Wołodymyr Zełenski przyznał, iż Ukraina ma porozumienie z USA o comiesięcznych dostawach pocisków przechwytujących do Patriotów, ale liczba rakiet nie wystarcza. Kijów zwraca się między innymi do Polski i Niemiec. Dla Warszawy to nie jest techniczna prośba, ale test państwowego realizmu: pomagać tak, by nie osłabić własnej obrony.
Prośba do Polski i Niemiec
Wołodymyr Zełenski poinformował, iż Ukraina uzgodniła ze Stanami Zjednoczonymi regularne, comiesięczne dostawy pocisków przechwytujących do systemów Patriot. Jednocześnie przyznał, iż skala dostaw nie pokrywa potrzeb ukraińskiej obrony powietrznej. Dlatego Kijów zabiega o dodatkowe rakiety w państwach europejskich, zwłaszcza w Niemczech i Polsce.
Jak podał serwis Kresy.pl, ukraiński prezydent wskazał, iż Berlin i Warszawa mogą realnie pomóc w uzupełnieniu braków. To brzmi prosto tylko na poziomie komunikatu. W praktyce mówimy o jednym z najbardziej deficytowych rodzajów amunicji na Zachodzie, potrzebnym państwom frontowym NATO także do własnej obrony.
Ta prośba pojawia się po serii ostrzeżeń Kijowa o rosnącej presji rosyjskiej. Niedawno pisaliśmy, iż Zełenski ostrzegał przed możliwą mobilizacją Rosji, co dla Polski oznacza konieczność patrzenia szerzej niż przez pryzmat pojedynczej transzy uzbrojenia.
Ukraińskie liczby są alarmujące
Ukraiński resort obrony podał, iż w lipcu obrona powietrzna przechwyciła ponad 5300 dronów i rakiet podczas masowych ataków. W tej liczbie było 5142 uderzeniowych bezzałogowców oraz 216 rakiet różnych typów. Ministerstwo zaznaczyło też, iż obrona działała przy niedoborze pocisków do zwalczania celów balistycznych.
Najtwardszy problem dotyczy właśnie balistyki. Ukraińskie media, powołując się na dane resortu obrony, podały, iż w lipcu Rosja wystrzeliła 195 pocisków balistycznych, z czego ukraińska obrona miała przechwycić 29. To około 15 procent. Przy takich proporcjach każdy brakujący pocisk przechwytujący oznacza większe ryzyko dla miast, energetyki i zaplecza wojennego na Ukrainie.
Associated Press wyjaśniała, iż Patriot pozostaje kluczowym systemem przeciw rosyjskim pociskom balistycznym, bo te cele spadają bardzo gwałtownie i zostawiają obrońcom skrajnie mało czasu w reakcję. To nie jest amunicja, którą można zastąpić dobrymi chęciami albo kolejną konferencją prasową.
Polska nie może działać jak magazyn bez dna
Polska ma oczywisty interes w tym, by Rosja była wiązana i zatrzymywana jak najdalej od naszych granic. Pomoc wojskowa dla Ukrainy nie jest więc kaprysem, ale elementem bezpieczeństwa regionu. Ale z tego samego powodu Warszawa nie może udawać, iż własne zapasy, własna obrona powietrzna i własne niebo są sprawą drugorzędną.
Rzeczpospolita jest państwem frontowym NATO. Ma za sobą lata rozbrojenia, przed sobą ogromny program zakupów i obok siebie wojnę, która regularnie pokazuje, jak kruche są papierowe gwarancje. jeżeli Polska ma uczestniczyć w przekazywaniu rakiet, musi mieć żelazne warunki: natychmiastowe uzupełnienia, jasne finansowanie, kontrolę nad tym, co wychodzi z magazynów, i polityczną zgodę, iż polska obrona nie będzie ceną za cudzy komunikat sukcesu.
Ten sam problem widać w amerykańskich zasobach. Opisywaliśmy już, iż amerykańskie zapasy pocisków Patriot topnieją, a Waszyngton sam liczy, ile może oddać bez osłabienia własnych planów strategicznych. Polska ma prawo i obowiązek robić dokładnie to samo.
PURL zamiast polityki gestów
Zełenski wskazuje na mechanizm PURL, czyli system finansowania amerykańskiego uzbrojenia dla Ukrainy przez państwa NATO i partnerów. Według Ministerstwa Obrony Ukrainy około 95 procent pocisków Patriot trafia na Ukrainę przez PURL. To ważna informacja, bo pokazuje, iż spór nie musi sprowadzać się do prostego pytania: oddać polskie rakiety czy nie oddać.
Polska może wzmacniać obronę Ukrainy przez logistykę, finansowanie wspólnych zakupów, presję na zwiększenie produkcji i pilnowanie, by Stany Zjednoczone oraz najbogatsze państwa Europy nie przerzucały ciężaru na kraje wschodniej flanki. Berlin ma większe możliwości finansowe. Waszyngton ma producentów i magazyny. Warszawa ma własny obowiązek: nie dopuścić do dziury w polskiej tarczy.
Warto tu odnotować, iż inne państwa potrafią publicznie stawiać granice. Gdy pojawił się temat przekazywania Patriotów, Finlandia odmówiła oddania własnych rakiet Ukrainie. Taka decyzja nie jest zdradą sojusznika. Może być po prostu przejawem państwowego instynktu.
Realizm zamiast moralnego szantażu
Ukraina ma prawo prosić o pomoc. Rosyjski terror rakietowy jest faktem, a obrona ludności cywilnej przed atakami jest sprawą poważną. Polska ma jednak prawo odpowiedzieć językiem interesu narodowego, bez kompleksów i bez nerwowego tłumaczenia się z własnej ostrożności.
Najlepsza polityka wobec wojny na Ukrainie to twardy realizm: pomagać tam, gdzie to wzmacnia bezpieczeństwo Polski i regionu, ale nie rozbrajać własnego państwa. Każda rakieta przekazana na wschód musi być policzona razem z rakietą, która zostaje nad Wisłą. jeżeli tej drugiej zabraknie, rachunek za piękny gest zapłacą nie ministrowie na konferencjach, ale polskie rodziny.
Źródło: Kresy.pl, Axar.az/Kyiv Post, Ministerstwo Obrony Ukrainy, Associated Press.
Źródło: Kresy.pl












