Wołodymyr Zełenski stwierdził w rozmowie ze Sky News, iż Ukraina i Wielka Brytania mogą wymieniać się technologiami obronnymi, zwłaszcza w obszarze dronów i rakiet. Kijów chce korzystać z brytyjskich doświadczeń, Londyn z doświadczeń frontowych armii ukraińskiej. Dla Polski to sygnał ostrzegawczy: w nowej wojnie przewagę buduje się produkcją, technologią i szybkim wdrożeniem.
Drony za rakiety, doświadczenie za przemysł
Jak informowała PAP za Sky News, prezydent Ukrainy Wołodymyr Zełenski powiedział, iż Ukraina i Wielka Brytania mogą wymieniać się technologiami obronnymi. Wskazał przede wszystkim produkcję dronów i rakiet. Mówił też o brytyjskich pociskach Storm Shadow oraz o ukraińskich doświadczeniach w użyciu bezzałogowców.
To nie jest zwykła rozmowa o dostawach sprzętu. Wojna na Ukrainie pokazała, iż państwo, które potrafi gwałtownie produkować, testować i poprawiać systemy bezzałogowe, zyskuje realną przewagę. Dron stał się amunicją, rozpoznaniem, presją psychologiczną i narzędziem niszczenia logistyki.
Wielka Brytania ma przemysł, środki i technologie rakietowe. Ukraina ma doświadczenie pola walki, kupione krwią żołnierzy i cywilów. Taka wymiana może być dla obu stron korzystna.
Polska nie może stać z boku
Dla Warszawy to temat szczególnie ważny. Polska wspiera Ukrainę, rozumie zagrożenie rosyjskie i ponosi koszty położenia geograficznego. Nie może jednak ograniczać się do roli zaplecza, magazynu i korytarza transportowego. jeżeli inni budują z Kijowem wspólne technologie, Polska musi pilnować własnego interesu.
Nie chodzi o pretensje wobec Ukrainy. Państwa działają według interesu, a nie wdzięczności. Twardy realizm wymaga, by Polska także negocjowała transfer technologii, udział własnych firm i rozwój produkcji na swoim terytorium.
Jeżeli drony i rakiety stają się językiem bezpieczeństwa XXI wieku, polski przemysł zbrojeniowy musi mówić tym językiem biegle. Bez tego będziemy kupować gotowe systemy za granicą i płacić cudzym fabrykom za własne bezpieczeństwo.
Lekcja z frontu
Rosja prowadzi wojnę wyczerpania i adaptacji. Każdy miesiąc konfliktu zmienia taktykę. Ukraińcy nauczyli się wykorzystywać tanie systemy w sposób, który jeszcze kilka lat temu wydawał się dodatkiem do klasycznych armii. Teraz jest rdzeniem walki.
Polska musi wyciągnąć z tego wnioski: produkcja amunicji, dronów, systemów rozpoznania, walki radioelektronicznej i obrony powietrznej nie może zależeć wyłącznie od importu. Sojusze są konieczne, ale sojusznik pomaga skuteczniej temu, kto sam ma zdolności.
Rozmowy Kijowa z Londynem nie są zagrożeniem dla Polski. Są przypomnieniem. W bezpieczeństwie narodowym spóźnieni płacą najwięcej. A Polska, położona między Niemcami a Rosją, nie ma prawa przesypiać rewolucji wojskowej.
Źródło: Bankier.pl









