Rozpędzony samochód dostawczy wjechał w ludzi na obrzeżach berlińskiej Parady Równości, a kierowca rzucił się na przechodniów z ostrym narzędziem. Zginęła jedna osoba, rannych zostało 29. Niemieckie władze traktują sobotni wieczór jako islamistyczny zamach terrorystyczny. Kanclerz Friedrich Merz wezwał rodaków, by nie ulegli zastraszeniu.
Sobotni wieczór przy Tiergarten
Do ataku doszło w sobotę około godziny 22, na skraju parku Tiergarten w centrum Berlina, nieopodal Placu Poczdamskiego. Trwała końcowa część Christopher Street Day, dorocznej parady środowisk LGBT. Wynajęty biały samochód dostawczy wjechał w grupę ludzi i przejechał kilkaset metrów, aż zatrzymał się na drzewie. Kierowca wybiegł z auta i, według relacji świadków, zaatakował przechodniów ostrym narzędziem. Berliński szpital Charité potwierdził później, iż część poszkodowanych miała rany kłute.
Bilans i przerwana parada
W ataku zginęła jedna osoba, a 29 zostało rannych, przy czym kilkoro z nich znalazło się w stanie ciężkim. Polskie Ministerstwo Spraw Zagranicznych potwierdziło, iż ofiarą śmiertelną była obywatelka Polski. Uczestników parady oraz mieszkańców z okolicy ewakuowano, a samo zgromadzenie przerwano. W centrum niemieckiej stolicy przez wiele godzin trwały czynności służb.
Reakcja niemieckich władz
Kanclerz Friedrich Merz mówił o "truciźnie terroryzmu" i podkreślał, iż celem takich ataków jest podzielenie społeczeństwa oraz odebranie mu otwartości i wolności. Zapewniał, iż Niemcy są silniejsi i potrafią się trzymać razem. Rządzący Berlinem burmistrz Kai Wegner określił zdarzenie jako atak na wolne i otwarte społeczeństwo. Federalny minister spraw wewnętrznych Alexander Dobrindt oświadczył, iż wszystko wskazuje na islamistyczny zamach terrorystyczny.
Śledztwo i pościg
Sprawę przejął Generalny Prokurator Federalny, co jest formalnym potwierdzeniem, iż postępowanie prowadzone jest w kierunku terroryzmu. Za kierowcą ruszył wielogodzinny pościg. Domniemanego sprawcę, 21-letniego Abdula B., służby namierzyły w niedzielę wieczorem w kolonii działkowej w berlińskiej dzielnicy Spandau. Mężczyzna miał rzucić się na policjantów z niebezpiecznym narzędziem. Padły strzały, a napastnik zmarł na miejscu. Niemieckie media podawały, iż był on wcześniej znany służbom i karany w sprawie o podłożu terrorystycznym.
Parada pod policyjną ochroną
Christopher Street Day to największa w Niemczech doroczna manifestacja środowisk LGBT, a berlińska edycja co roku gromadzi setki tysięcy uczestników. Wydarzenie tradycyjnie odbywa się pod rozbudowaną ochroną policji, z wygrodzonymi trasami i licznymi patrolami. Atak nastąpił w końcowej fazie zgromadzenia, gdy część uczestników wciąż przebywała w centrum miasta. To pokazuje, jak trudno w praktyce w pełni zabezpieczyć masową imprezę rozłożoną na dużym, otwartym terenie.
Bezpieczeństwo publiczne pod znakiem zapytania
Atak w środku niemieckiej stolicy, podczas masowej imprezy pilnowanej przez policję, uderza w poczucie bezpieczeństwa w jednym z największych miast Europy. Powracają pytania o skuteczność nadzoru nad osobami wcześniej powiązanymi z islamskim ekstremizmem. Dla Polski sprawa ma wymiar szczególny, bo wśród ofiar znalazła się obywatelka naszego kraju. Berlińska tragedia znów pokazała, iż masowe wydarzenia w otwartych przestrzeniach pozostają celem trudnym do pełnego zabezpieczenia.
Źródło: WP Wiadomości













