Gdzieś w połowie września liberalne i lewackie media podniosły wrzawę, iż został pobity przez polskich szowinistów-ukrainofobów 36‑letni rowerzysta w czeskiej Ostrawie.
Mężczyznę mieli pobić antyukraińsko nastawieni Polacy, a powodem była czapka w barwach Górnego Śląska którą rzekomi napastnicy mieli uznać za ukraińską. Polscy bandyci mieli nazywać go „banderowcem”.
Momentalnie po tej opowieści stwierdziłem, iż to kompletna brednia i element propagandy mającej ukazać Ukraińców jako niewinne ofiary a Polaków jako agresywnych szowinistów. Po prostu było to się zupełnie nakleiło. Dodatkowym elementem miała być heroizacja ślązakowców.
Informacje podała Gazeta Wyborcza, Rzeczpospolita, Super Express, Dziennik Zachodni, TVN24, TVP3 czy Eska. Informował o tym Ruch Autonomii Śląska i wytrwały tropiciel „lewicowców kończących w Myśli Polskiej” Dariusz Zalega. Informacje powieliły co oczywiste również ukraińskie media w tym UkrmediaNews.
Szef MSZ-tu i mąż publicystki The Atlantic Radosław Sikorski nawiązując do opowieści pobitego cyklisty napisał: „Dumni z siebie Grzegorzu Braunie, Przemysławie Czarnku, Karolu Nawrocki?”. Skrzętnie to wtedy odnotował portal naTemat.
Pod informacjami w mediach społecznościowych zaroiło się od komentarzy o tym jak to „patopolacy”, „polskie bydło”, „polscy faszyści”, „ruskie onuce”, „poltonie”, „korfanciorze” i „fani Putina” skatowali dobrotliwego cyklistę na ziemi Szwejka.
Weryfikacji i sprostowania tej bredni dokonał czeski portal śledczy Novinky. Opublikował oficjalny komunikat tamtejszej policji podważający historię o ataku za barwy. Rzecznik policji Eva Michalíková, stwierdziła, iż Chorzowianin udał się do jednego z lokalnych klubów, gdzie pił alkohol z dwoma Słowakami. Ich rozmowa przerodziła się w kłótnię, a skończyła pobiciem Polaka. Rzecznik czeskiej policji zaznaczyła, iż jeden ze sprawców był już wcześniej skazany za ten sam czyn, wobec czego grozi mu kara do trzech lat więzienia. Drugiemu oskarżonemu grozi do dwóch lat więzienia. Żadnego szowinizmu, nacjonalizmu a choćby Putina.
Najpierw te w Polsce, a teraz czeskie media podają imię i nazwisko tego mężczyzny. Ja tego oczywiscie nie zrobię. Chorzowianin jechał rowerem wzdłuż granic Górnego Śląska charytatywnie. Zbierał w ten sposób środki na leczenie chorej na złośliwy nowotwór a będącej w cięży Marceliny. Motywu jego czynu mogę się domyślić, więc nie będę go atakował. Pieniądze na leczenie zebrano z nawiązką.
PS. RAŚ napisał: „Jak wynika z ustaleń czeskiej policji, zostaliśmy wprowadzeni w błąd. Do pobicia faktycznie doszło, jednak jego okoliczności wyglądały inaczej niż w relacji (…). Sprawcami okazali się obywatele Słowacji. Przykro nam, iż powieliliśmy nieprawdziwą informację”.
PSS. Najdowcipniej całą sprawę skomentował portal Ślązag …
Wczorajszy zwrot w aferze mógł nasunąć skojarzenie z dowcipami o fikcyjnym Radiu Erewań z czasów Związku Radzieckiego. Brzmiałoby to mniej więcej tak:
Słuchacze pytają: – Czy to prawda, iż polscy nacjonaliści biją Ślązaków choćby za czeską granicą, bo nie potrafią rozróżnić kolorów górnośląskich od ukraińskich?
Radio Erewań odpowiada: – W zasadzie tak. Ale nie polscy nacjonaliści tylko słowaccy kompani od szklanki, nie za rzekomy banderyzm tylko za obrażanie ich matek i nie pomylili barw, bo żadnych kolorów nie było.
Byłoby to choćby śmieszne, gdyby nie było to elementem antypolskiej akcji mającej na celu udowadniać rzekome przesladowania Ukraińców w Polsce.
łj













