W związku z napięciami wokół Tajwanu wartość bazy niepomiernie wzrosła, zwłaszcza iż była ona wykorzystywana w czasie operacji afgańskiej jako logistyczny punkt zapasowy. W języku polityków Azji Południowej, zwłaszcza w Indiach, Diego Garcia pojawiała się razem ze zwrotem „pokój i stabilność w rejonie”… Indie od zawsze opowiadają się za demilitaryzacją oceanu, to jest za opuszczeniem archipelagu przez siły zbrojne kiedyś Wielkiej Brytanii, teraz USA. Były to i są dwa różne wołania na dwóch różnych puszczach, jeżeli woda może być bezpańską dżunglą angielsko- -amerykańsko-mauritiusowską.
W istocie była to kolonia brytyjska, na której utrzymanie brakowało Wielkiej Brytanii środków, więc w 1974 roku udostępniła ją odpłatnie Amerykanom, zachowując sobie prawo do archipelagu. Następnie zdecydowano, iż Diego Garcia w ramach dekolonizacji zwrócona zostanie swoim przedkolonialnym właścicielom – Mauritiusowi. Kiedy zaczęło być o owym przekazaniu głośno, czyli niedawno, prezydent Donald Trump zdaniem dziennika „The Hindu” nazwał ten pomysł skrajną głupotą. Pół roku wcześniej powrót Diego Garcii do Mauritiusa, czyli do „Macierzy”, pilotowany był przez sekretarza stanu Marca Rubio i w Białym Domu oceniany był dobrze. W ten sposób los bazy, która wielkością przypomina sławny znaczek pocztowy „Blue Mauritius”, zawisł na gałęzi palmy kokosowej, drugiego obok turystyki dobra naturalnego wyspy. Wyspa matka położona jest na tyle daleko od bazy wojskowej, iż o zarządzaniu nie może być mowy. Zresztą kilku cywilów rządziłoby dwoma tysiącami amerykańskich marines?
Kolejną groteskę mamy na Morzu Karaibskim. Nosi nazwę Grenada, pochodzącą z Hiszpanii, skąd wziął ją odkrywca Kolumb. Zamieszkiwali wyspę Indianie Karibe, którzy bronili się dwieście lat, aż padli pod ekspedycjami angielską i francuską. Państewko Grenada należało do Brytyjskiej Wspólnoty Narodów, potem uzyskało niepodległość. Rządził nim na początku wódz plemienny, który posługiwał się czarami, ale też narkotykami. Obaliła go straż pałacowa zwana siłami zbrojnymi. Te z kolei uczyniły dowódcą potomka rodziny afrykańskich niewolników, który wprowadził rządy lewicowe wzorowane na kubańskim Tricontinentalu. Obecność doradców z Kuby Fidela Castro na wysepce żyjącej z eksportu gałki muszkatołowej zaniepokoiła Amerykanów, zwłaszcza iż rozpoczęto budowę na wyspie lotniska zdolnego przyjmować najcięższe samoloty transportowe. W Waszyngtonie zapadła decyzja o zbrojnym, jeżeli nie da się inaczej, usunięciu z Grenady „cywilów” kubańskich. Misję mającą to wykonać powierzono generałowi Normanowi Schwarzkopfowi, który dowodził potem operacją „Pustynna burza” w Iraku. Gdy operacja uzyskała akceptację prezydenta Reagana, premier Wielkiej Brytanii Margaret Thatcher dowiedziała się o niej z radia. Szefowa rządu wpadła w furię.
– Moglibyśmy przypomnieć inne jeszcze działania zbrojne – na przykład Falklandy-Malwiny – które komplikują stosunki między zaprzyjaźnionymi państwami, a były wywoływane z powodu – dla nas – drobiazgów, jakimi są kwestie własności mikroskopijnych archipelagów. Wysepki te, będąc ojczyznami tamtejszych Guliwerów, są dla nich kosmosem. Weźmy choćby Faeroe (po duńsku Faeröerne) w połowie drogi między Szetlandami a Islandią. Siedemnaście wysepek tworzy archipelag Wysp Owczych, z których największe to Stromo, Ostero, Sudero, Vaago, Sando i Bordo, przy czym każde o pisane jest z dwiema kropkami na górze. Półtora wieku temu (1880 r.) mieszkało tam 11 220 potomków uciekinierów ze Skandynawii, którzy ratowali się przed tyranią Harolda Haarfgera władającego wybrzeżem dzisiejszej Norwegii. Jak dziś nazywać tych odkrywców, którzy tworzyli wtedy państewka? Klify, fiordy, pastwiska, gniazda ptasie, ryby, mgły, wichry…, ale także pokłady węgla kamiennego, ropy naftowej i gazu, na które wskazują badania geologiczno-geofizyczne, tworzą unikalny rezerwat dóbr naturalnych, których nie ma nigdzie indziej.
– Wyspy te należały do królestwa, które pozostawiło po sobie żywe do dziś polityczne wpływy duńskie. Wyspy Owcze są – jak Grenlandia – własnością Danii. Donald Trump jest natomiast współczesnym Guliwerem, tyle tylko, iż nikt go jeszcze od tej strony nie opisał.












