Konfederacja krytykuje możliwość zdawania języka ukraińskiego jako języka obcego nowożytnego na polskiej maturze. Politycy ugrupowania wskazują na różnicę średnich wyników i ostrzegają, iż system rekrutacji może premiować osoby zdające język znany z domu. Sprawa dotyczy podstawowej zasady: kandydaci na studia powinni konkurować na uczciwych i porównywalnych warunkach.
Konfederacja wskazuje na różnicę wyników
Konfederacja podniosła sprawę języka ukraińskiego zdawanego na maturze jako język obcy nowożytny. Jak podał serwis Kresy.pl, ugrupowanie zwróciło uwagę, iż średni wynik egzaminu na poziomie rozszerzonym wyniósł 83 proc., podczas gdy dla języka angielskiego było to 69 proc. Paweł Usiądek, członek Rady Liderów Konfederacji i wiceprezes Ruchu Narodowego, ocenił, iż może to oznaczać łatwiejsze zdobywanie punktów rekrutacyjnych przez część uczniów z Ukrainy.
Sformułowanie o „niemal darmowych punktach” jest polityczną oceną Konfederacji. Same średnie nie dowodzą jeszcze, iż każdy zdający ukraiński uzyskuje nieuczciwą przewagę. Grupy maturzystów mogą różnić się liczebnością, przygotowaniem oraz znajomością języka wyniesioną z domu. Zarzut jest jednak poważny i wymaga odpowiedzi opartej na danych.
Ukraiński w katalogu języków obcych
Możliwość wyboru języka ukraińskiego nie jest decyzją pojedynczej szkoły. Przepisy wymieniają go w katalogu języków obcych nowożytnych obok angielskiego, francuskiego, hiszpańskiego, niemieckiego, rosyjskiego i włoskiego. Egzamin może być zdawany jako obowiązkowy język obcy, a także jako przedmiot dodatkowy na poziomie rozszerzonym lub dwujęzycznym.
To rodzi pytanie o porównywalność wyników. o ile kandydat posługuje się danym językiem od dzieciństwa, formalne potraktowanie go na identycznych zasadach jak języka obcego poznawanego w polskiej szkole może wypaczać sens punktacji. Państwo ma obowiązek sprawdzić, czy konstrukcja egzaminu oraz przeliczniki uczelniane nie tworzą takiego efektu. Nie chodzi o odbieranie komukolwiek prawa do nauki. Chodzi o równe reguły dla wszystkich absolwentów polskich szkół.
Uczelnie ustalają własne przeliczniki
Wynik maturalny nie zamienia się automatycznie w jednakową liczbę punktów na każdej uczelni. Szkoły wyższe korzystają z autonomii i określają warunki rekrutacji dla poszczególnych kierunków. Na części z nich język obcy ma znaczenie, na innych liczą się odmienne przedmioty. Dlatego uczciwa ocena problemu wymaga pokazania, gdzie wynik z ukraińskiego faktycznie daje przewagę i jak duża jest jej skala.
Ministerstwo Edukacji, Centralna Komisja Egzaminacyjna oraz uczelnie powinny opublikować pełne zestawienie: liczbę zdających, rozkład wyników, zasady wyboru języka i konkretne przeliczniki rekrutacyjne. Dopiero taki obraz pozwoli rozstrzygnąć, czy system działa prawidłowo. Milczenie lub zasłanianie się samą zgodnością z przepisami nie wystarczy.
Polska szkoła musi bronić równości szans
Polskie państwo ma prawo wspierać uczniów, którzy znaleźli się u nas wskutek wojny na Ukrainie. Pomoc nie może jednak oznaczać niejawnego różnicowania szans przy dostępie do miejsc finansowanych z pieniędzy podatników. Takie rozwiązanie uderzałoby również w zaufanie młodych Polaków do szkoły i państwa.
Najrozsądniejsza odpowiedź to audyt zasad oraz korekta tam, gdzie znajomość języka domowego daje premię niepowiązaną z wymaganiami kierunku studiów. Kryteria mają mierzyć wiedzę i przygotowanie, a nie dostarczać łatwiejszej ścieżki punktowej wybranej grupie. Równość wobec zasad nie jest wymierzona w Ukraińców. Jest warunkiem poważnego państwa i elementarną ochroną interesu polskich uczniów.
Źródło: Kresy.pl











