Ukrainizacja Polski: afera korupcyjna w MSZ na zamówieniach dla Kijowa

magnapolonia.org 13 часы назад

Łapówki, ustawiane przetargi i podejrzenia manipulowania audytem inwestycji. To nie scenariusz kolejnej afery na Ukrainie, ale obraz funkcjonowania części polskiej administracji, która coraz głębiej wchodzi we współpracę ze wschodnim sąsiadem, w którym korupcja jest zjawiskiem tak naturalnym jak to, iż rano trzeba zjeść śniadanie, a wieczorem kolację. To wyjątkowo ponury obraz, w którym do naszego kraju wracają turańskie praktyki korupcyjne, znane z czasów sowieckich i lat 90. XX wieku.

Trwa ukrainizacja Polski, w ramach której wraca do nas wschodni model korupcji. 14 i 21 kwietnia br. funkcjonariusze CBA zatrzymali siedem osób, w tym członka zarządu krakowskiej spółki miejskiej, biegłego oraz przedsiębiorców realizujących w przeszłości liczne zlecenia budowlano-remontowe na rzecz Ministerstwa Spraw Zagranicznych na całym świecie.

Z ustaleń śledczych wynika, iż najnowsza afera dotyczy dwóch powiązanych mechanizmów: klasycznej korupcji oraz wpływania na wynik przetargu w Ministerstwie Spraw Zagranicznych. W grę wchodziły pieniądze, dostęp do informacji i układy między przedsiębiorcami a osobami powiązanymi z procesem decyzyjnym. Chodzi o sytuację, w której prywatne interesy miały wchodzić w bezpośrednią kolizję z interesem państwa – i najwyraźniej przez długi czas nikt nie był w stanie (albo nie chciał) tego zatrzymać.

Schemat wygląda znajomo. Najpierw relacje biznesowo-towarzyskie. Potem „współpraca”. Następnie dostęp do poufnych danych i próba ustawienia wyniku postępowania. W tym przypadku chodziło o przetarg na audyt inwestycji realizowanej na Ukrainie – czyli obszar szczególnie wrażliwy na działania korupcyjne.

Według śledczych ukraińscy i polscy przedsiębiorcy mieli wejść w porozumienie z zewnętrznym biegłym powołanym do przetargu przez MSZ. Efekt? Przekazywanie istotnych informacji „na zewnątrz” i ostatecznie unieważnienie całego postępowania. To nie jest tylko patologia. To jest systemowa słabość państwa, które nie potrafi zabezpieczyć choćby własnych procedur przetargowych.

Jeszcze bardziej niepokojący jest kontekst. Zatrzymani to nie przypadkowe osoby z marginesu – wśród nich są przedsiębiorcy realizujący wcześniej liczne kontrakty dla MSZ na całym świecie, a także osoby pełniące funkcje w strukturach publicznych lub eksperckich.

To oznacza jedno: problem nie dotyczy „zewnętrznych cwaniaków”, ale ludzi, którzy mieli dostęp do państwowych projektów i zaufanie instytucji. jeżeli takie osoby są w stanie manipulować procedurami, to znaczy, iż system kontroli praktycznie nie istnieje albo działa iluzorycznie. Zabezpieczone dokumenty, sprzęt i gotówka – w tym złote monety – są tylko materialnym śladem czegoś znacznie większego: sieci powiązań, której nie da się sprowadzić do jednego śledztwa.

Szczególnie uderzający jest wątek ukraiński. Inwestycje związane z Ukrainą – w czasie wojny, odbudowy i ogromnych przepływów finansowych – powinny być traktowane z najwyższą starannością. Tymczasem właśnie tam pojawiają się podejrzenia manipulacji i ustawiania audytów. To nie tylko kwestia pieniędzy. To kwestia wiarygodności Polski jako partnera międzynarodowego. jeżeli procesy kontrolne można „rozegrać” przy pomocy znajomości i przecieków, to każdy zagraniczny partner ma prawo zadać pytanie: czy polskie instytucje są w ogóle wiarygodne?

Trzech podejrzanych trafiło do aresztu, wobec innych zastosowano środki wolnościowe. Śledztwo trwa i – jak zwykle – jest „rozwojowe”. Najważniejsze brzmi jednak: kto za to odpowiada politycznie i systemowo? Bo takie sprawy nie biorą się znikąd. One są efektem wieloletniego przyzwolenia, rozmycia odpowiedzialności i traktowania instytucji publicznych jak zaplecza dla interesów prywatnych.

NASZ KOMENTARZ: Ta sprawa pokazuje brutalną prawdę: państwo może mieć procedury, przepisy i instytucje, a jednocześnie być bezradne wobec dobrze zorganizowanych układów, wzorowanych na działaniu postsowieckich struktur mafijnych, które nie uznają żadnej moralności i żadnych zasad. jeżeli przetargi można „ustawiać”, eksperci mogą wyprowadzać i sprzedawać informacje, a osoby powiązane z administracją uczestniczą w takich działaniach – to problem nie leży w pojedynczych ludziach. Problem leży w systemie, który ulega coraz szybszej ukrainizacji, a szerzej – turanizacji, gdyż podobny model funkcjonuje w Rosji.

Dopóki system nie zostanie realnie uszczelniony – a nie tylko medialnie „rozliczony” – kolejne takie afery będą wybuchać coraz częściej. Może pod inną nazwą i może w innym resorcie, ale zawsze według tego samego scenariusza, który jak widać, sprawdza się. Bo w Polsce największym problemem nie jest to, iż ktoś próbuje oszukać państwo – największym problemem jest to, jak często mu się to udaje.

Polecamy również: Nachodźca gwałcił francuskie kozy. Został zatrzymany

Читать всю статью