Tusk w Gdyni uderza w PiS. „Niektórzy kończą w Naddniestrzu”

dzienniknarodowy.pl 3 часы назад
Zdjęcie: Tusk w Gdyni uderza w PiS. „Niektórzy kończą w Naddniestrzu”


Donald Tusk 15 sierpnia 2026 r. w Gdyni, podczas obchodów Święta Wojska Polskiego, zaatakował polityków PiS i nawiązał do Marcina Romanowskiego. Premier mówił, iż „niektórzy kończą na Białorusi albo w Naddniestrzu”. Stawką jest bezpieczeństwo państwa, ale rząd znów miesza je z partyjną wojną.

Polityczny akcent podczas wojskowego święta

Donald Tusk wystąpił w Gdyni podczas obchodów Święta Wojska Polskiego i Parady Morskiej. Ministerstwo Obrony Narodowej podało, iż w Gdyni w paradzie uczestniczyło ponad 20 okrętów, a uroczystości odbywały się pod hasłem „Polska SAFE, bezpieczna Polska”. Właśnie w takim miejscu premier postanowił wpleść w przemówienie atak na przeciwników politycznych.

Jak relacjonuje WP, Tusk mówił, iż Polska będzie bezpieczna tylko wtedy, gdy nie będzie w niej „zdrady”, „skrajnej głupoty” i „nieodpowiedzialności”. Następnie uderzył w środowisko PiS, sugerując, iż część polityków najgłośniej powołujących się na honor kończy „na Białorusi albo w Naddniestrzu”. To było czytelne nawiązanie do sprawy Marcina Romanowskiego, która od kilku dni elektryzuje scenę polityczną.

Romanowski jako amunicja w sporze

Sprawa byłego wiceministra sprawiedliwości jest poważna, bo dotyka zaufania do państwa, sądów, prokuratury i polityków, którzy przez lata mówili językiem prawa i suwerenności. Według wcześniejszych doniesień korespondencja dotycząca wniosku o list żelazny miała zostać nadana z Tyraspola, o czym pisaliśmy przy okazji tyraspolskiego tropu w sprawie Romanowskiego. Sam ten fakt nie rozstrzyga jeszcze miejsca pobytu polityka.

Tu przebiega granica odpowiedzialnej polityki. o ile polityk ucieka przed wymiarem sprawiedliwości, państwo musi działać stanowczo. o ile są tylko poszlaki i oświadczenia, rząd nie powinien zamieniać ich w gotowy wyrok z mównicy. Państwo narodowe potrzebuje powagi, a nie spektaklu urządzonego na tle mundurów, okrętów i święta, które powinno łączyć wokół wojska.

Bezpieczeństwo nie może być dekoracją

Tusk miał rację w jednym: obronność nie wytrzyma brudnych interesów, chaosu i politycznej nieodpowiedzialności. Problem zaczyna się wtedy, gdy premier stawia się w roli jedynego dysponenta patriotyzmu, a spór o bezpieczeństwo zamienia w partyjną selekcję lojalnych i nielojalnych. Ten sam mechanizm widać było już przy innych ostrych wystąpieniach szefa rządu, choćby wtedy, gdy po zaprzysiężeniu prezydenta wbijał szpilę przeciwnikom.

Polska armia, granice, przemysł zbrojeniowy i sojusze nie są własnością żadnej partii. To sprawy państwowe. Można i trzeba rozliczać PiS, Suwerenną Polskę, obecną władzę, prokuraturę i wszystkich, którzy nadużywali stanowisk albo kompromitowali polskie instytucje. Ale jeżeli Święto Wojska Polskiego staje się kolejną sceną do okładania opozycji, to realna stawka schodzi na drugi plan.

Co z tego wynika dla Polaków

Dla zwykłego obywatela ta sprawa ma bardzo konkretny wymiar. Bezpieczeństwo nie zaczyna się od konferencyjnej frazy. Zaczyna się od sprawnych służb, uczciwych procedur, wydolnych sądów, szczelnych granic i polityków, którzy nie traktują państwa jak narzędzia do bieżącej zemsty. o ile ktoś złamał prawo, ma odpowiedzieć przed sądem. o ile ktoś nadużywa święta armii do partyjnej propagandy, też zasługuje na polityczny rachunek.

Polska prawica musi wyciągnąć z tej awantury własną lekcję. Patriotyzm nie może kończyć się na słowie „honor”, gdy przychodzi czas odpowiedzialności. Rząd zaś powinien pamiętać, iż bezpieczeństwa narodowego nie buduje się przez moralne wyższościowe kazania. Buduje się je przez państwo, które jest twarde wobec wrogów, sprawiedliwe wobec obywateli i odporne na partyjny teatr.

Źródło: WP Wiadomości, DoRzeczy, Ministerstwo Obrony Narodowej

Źródło: WP Wiadomości

Читать всю статью