Donald Tusk 15 sierpnia w Gdyni, podczas Święta Wojska Polskiego, ostrzegł przed „zdradą, skrajną głupotą i nieodpowiedzialnością”. Premier mówił o czterech filarach bezpieczeństwa i projekcie SAFE wartym 180 mld zł. Stawka jest prosta: obrona Polski wymaga siły państwa, a nie partyjnego zawłaszczania wojskowego święta.
Gdynia, wojsko i ostre słowa premiera
Donald Tusk wystąpił w Gdyni 15 sierpnia, w dniu Święta Wojska Polskiego i 106. rocznicy Bitwy Warszawskiej. Jak wynika z komunikatu Kancelarii Prezesa Rady Ministrów, premier mówił o szczelnych granicach, realnych sojuszach, nowoczesnej armii i mocnej gospodarce. To same w sobie są hasła, pod którymi może podpisać się każdy, kto poważnie traktuje polską rację stanu.
Problem zaczyna się wtedy, gdy święto armii staje się sceną do politycznego piętnowania przeciwników. Premier stwierdził, iż w Polsce nie może być miejsca na „zdradę, skrajną głupotę czy nieodpowiedzialność”. Ostre słowa padły przy okazji obrony projektu SAFE i krytyki tych, którzy sprzeciwiają się niektórym kierunkom polityki rządu. W takim dniu trzeba ważyć słowa podwójnie.
Cztery filary i 180 mld zł
KPRM podaje, iż rząd wiąże projekt SAFE z kwotą 180 mld zł przeznaczoną na wojsko, policję, Straż Graniczną oraz polski przemysł zbrojeniowy. To liczba, której nie wolno lekceważyć. o ile środki rzeczywiście wzmacniają polskie zdolności obronne, produkcję krajową i ochronę granic, państwo powinno o nie zabiegać twardo, sprawnie i bez kompleksów.
Ale pieniądz z zewnątrz nie jest cudem polityki bezpieczeństwa. Bezpieczeństwo Polski nie może oznaczać uzależnienia od każdej decyzji Brukseli ani zgody na to, by suwerenność przemysłu obronnego rozpłynęła się w unijnych procedurach. Polska armia potrzebuje sprzętu, amunicji, rezerw, szkolenia i własnego zaplecza. Dlatego warto czytać ten spór razem z pytaniem, czy Wojsko Polskie rośnie w siłę realnie, a nie tylko w rządowych prezentacjach.
Święto Wojska Polskiego to nie wiec
15 sierpnia nie jest zwykłą datą w kalendarzu. To pamięć o Bitwie Warszawskiej, o państwie, które w 1920 r. obroniło niepodległość i zatrzymało bolszewicki pochód na Zachód. Właśnie dlatego Święto Wojska Polskiego powinno łączyć wokół armii, służby i obowiązku wobec ojczyzny. Spór partyjny nie znika, ale tego dnia powinien ustąpić miejsca państwu.
Rząd ma prawo przedstawiać swoją politykę obronną. Opozycja ma prawo ją rozliczać. Obywatele mają prawo pytać, czy pieniądze idą do polskich zakładów, czy na realne zdolności, czy na administracyjne hasła. Uznanie takich pytań za „głupotę” albo sugerowanie „zdrady” jest niebezpiecznie łatwe. Państwo silne nie boi się kontroli.
Granice, sojusze, armia i gospodarka
Wystąpienie Tuska miało także elementy, których prawica nie powinna zbywać tylko dlatego, iż wypowiedział je polityczny przeciwnik. Szczelne granice są warunkiem bezpieczeństwa. Rosja pozostaje głównym zagrożeniem militarnym dla regionu. Pomoc Ukrainie przeciw rosyjskiej agresji może leżeć w interesie Polski, jeżeli jest podporządkowana polskiej racji stanu, a nie cudzym oczekiwaniom.
Tu właśnie potrzebny jest realizm narodowy. Sojusze są narzędziem, nie religią. Unia Europejska nie zastępuje państwa polskiego. NATO nie zwalnia nas z budowy własnej siły. A gospodarka nie jest tylko tabelką wzrostu PKB, ale zapleczem armii, rodzin i pracy Polaków. jeżeli te cztery filary mają mieć sens, muszą stać na fundamencie suwerenności.
Warszawa i Gdynia pokazały skalę obchodów
Tegoroczne obchody miały dwa mocne punkty: defiladę na warszawskiej Wisłostradzie i paradę morską w Gdyni. MON zapowiadał udział najnowocześniejszego sprzętu lądowego i powietrznego oraz wydarzenia na morzu. Właśnie taki obraz państwa jest potrzebny: żołnierz, sprzęt, dyscyplina, pamięć i szacunek obywateli. O skali obchodów pisaliśmy również w tekście o tym, jak Warszawa i Gdynia wystąpiły w jednym szyku.
Nie chodzi o pustą paradność. Pokaz siły ma sens wtedy, gdy za nim stoją magazyny, produkcja, rezerwy i dowodzenie. Patriotyczna symbolika bez sprawnego państwa jest tylko dekoracją. Sprawne państwo bez pamięci i ducha narodowego staje się technokratyczną maszyną. Polska potrzebuje jednego i drugiego.
Stawka dla Polski
Największym błędem byłoby sprowadzić dzisiejsze wystąpienie do kolejnej wymiany ciosów między rządem a opozycją. Stawka jest większa: chodzi o to, czy w czasie wojny za wschodnią granicą Polska potrafi budować armię ponad partyjnym odruchem, pilnować granic bez kompleksów i korzystać z sojuszy bez oddawania steru.
Premier ma obowiązek wzmacniać państwo, nie dzielić naród przy wojskowym święcie. Opozycja ma obowiązek kontrolować rząd, nie osłabiać realnej obronności. A obywatele mają prawo wymagać od wszystkich jednego: Polska najpierw. Dopiero potem interes partii, unijna etykieta i telewizyjny efekt.
Źródło: Kancelaria Prezesa Rady Ministrów, Gazeta.pl, Onet, MON.
Źródło: Gazeta.pl Wiadomości












