Litewscy pogranicznicy wykryli prowadzony z terytorium Białorusi podziemny tunel, który według służb miał posłużyć do nielegalnego przerzutu migrantów. Konstrukcję udało się namierzyć dzięki sprzętowi dostarczonemu przez polskich specjalistów. Tunel był jeszcze niedokończony i nie zdążył zostać wykorzystany. To kolejny epizod hybrydowej presji na wschodniej granicy Unii Europejskiej.
Tunel pod granicą
O wykryciu tunelu poinformowała litewska Państwowa Służba Ochrony Granicy. Konstrukcję odkryto w okręgu Varėna (rejon orański) w południowo-wschodniej Litwie, w pobliżu miejscowości Pieszczany, tuż przy linii granicy z Białorusią. Podziemne przejście prowadzone było od strony białoruskiej i sięgało około pięciu metrów w głąb terytorium Litwy. Nie miało jeszcze wyjścia po litewskiej stronie, co oznacza, iż prace nie zostały ukończone. Według dostępnych informacji tunel miał około metra średnicy i przebiegał na głębokości od półtora do dwóch metrów.
Polski ślad w wykryciu
W ujawnieniu konstrukcji istotną rolę odegrali polscy specjaliści. To oni dostarczyli sprzęt do wykrywania podziemnych drgań, za pomocą którego litewscy funkcjonariusze zlokalizowali przejście, a następnie potwierdzili jego istnienie odwiertami. kooperacja ta pokazuje, iż państwa wschodniej flanki coraz ściślej dzielą się technologią i doświadczeniem w obronie granicy. Służby zwróciły uwagę, iż nowy tunel był wykonany staranniej niż wcześniejsze konstrukcje odkrywane na granicy polsko-białoruskiej.
Komu miał służyć
Zdaniem litewskiej straży granicznej tunel najprawdopodobniej miał posłużyć do nielegalnej migracji. Służby przypominają, iż podziemne przejścia bywały już wykorzystywane do przerzutu ludzi i towarów przez granicę z Białorusią. Część komentatorów wskazuje, iż nie można całkowicie wykluczyć innego przeznaczenia takiej konstrukcji, jednak oficjalnie mowa jest o kanale przerzutowym dla migrantów. Dokumentację tunelu zabezpieczono na potrzeby postępowania, a samo przejście zasypano.
Część większej presji
Wykryty tunel nie jest odosobnionym przypadkiem. W 2026 roku litewskie służby natrafiały na podobne konstrukcje już kilkakrotnie. W maju przez jedno z podziemnych przejść przedostało się osiemnaście osób, a pod koniec tego samego miesiąca w rejonie Šalčininkai zatrzymano grupę trzydziestu ośmiu migrantów. Cała ta aktywność wpisuje się w trwającą od 2021 roku presję migracyjną organizowaną przez reżim w Mińsku. W jej szczycie granicę z Białorusią próbowały wtedy nielegalnie sforsować tysiące ludzi.
Wojna hybrydowa u bram Unii
Litwa odpowiedziała na tę presję budową liczącej blisko pięćset pięćdziesiąt kilometrów zapory, a jesienią 2025 roku na blisko miesiąc zamknęła granicę z Białorusią. Podziemne tunele są nowym rozdziałem tej samej rozgrywki, w której migracja staje się narzędziem nacisku na Unię Europejską.
Polska stanęła wobec tego samego wyzwania nieco wcześniej. Na swojej liczącej blisko czterysta kilometrów granicy z Białorusią zbudowała stalową zaporę o długości około stu osiemdziesięciu sześciu kilometrów, wzmocnioną barierą elektroniczną z kamerami i czujnikami ruchu. Doświadczenie obu państw jest zbieżne: fizyczna przeszkoda ogranicza masowe przekroczenia, ale spycha problem w stronę bardziej zorganizowanych i ukrytych metod, takich jak podkopy. Właśnie dlatego wykrycie litewskiego tunelu jest ostrzeżeniem także dla polskich służb, które strzegą najdłuższego odcinka tej samej granicy.
Dla Polski, dzielącej z Litwą ten sam kierunek zagrożenia, sprawa ma więc bezpośrednie znaczenie. Wschodnia flanka pozostaje miejscem cichej, ale realnej konfrontacji, w której liczą się technologia, czujność i sąsiedzka współpraca.
Źródło: RMF24











