Warto czasem zajrzeć, co dzieje się poza głównym nurtem, także w tych offowych teatrach, bo i takie sceny Warszawa posiada jako prawdziwa metropolia i stolica kultury. Trudno przebić Berlin w liczbie teatrów, bo tam jest ich aż sto pięćdziesiąt, ale i w Warszawie jest w czym wybierać.
Polecam Państwu mały, kameralny teatr Potem-o-tem, przy ul. Nowolipki, który od dziesięciu już lat walczy o swoje artystyczne miejsce na mapie teatralnej Warszawy, i jego ostatni brawurowy spektakl „Trzecia wojna”.
Widz, który przekroczy próg teatru, trafia wprost na gorączkowe, pełne entuzjazmu przygotowania do balu sylwestrowego. Jest rok 2100 i za chwilę powitamy nowy, XXII wiek. Gospodarzem wieczoru jest Transpolonia (w tej roli świetny Maciej Pawlak), która zaprasza do zabawy. Jak to na balu, są piosenki i zapewnienia, iż będzie świetnie. Nie wszyscy widzowie zdążyli jeszcze oddać płaszcze do szatni, a już porywają ich tancerz Bronek (rewelacyjny Maciej Gośniowski) i wokalistka (Paulina Pytlak). Zaczynają dziać się rzeczy w klimacie międzywojennego kabaretu i queerowej rewii. Ale to tylko pułapka.
Naprawdę artyści zapraszają nas na seans spirytystyczny, który kończy się wywołaniem ducha Hanki, mieszkanki przedwojennej Warszawy. Hanka opowie gościom swoją dramatyczną historię, w której będą śmiech, łzy, miłość, przerażenie i zaduma.
Historia Hanki jest o tyle wstrząsająca, iż w roku 2100 nikt już nie pamięta o historii Holocaustu, getcie warszawskim i okropnych losach jego mieszkańców. Ludzie żyją z dyskretnymi czipami w głowach i konsultują wszystko z „patronem”, czyli głosem, który kieruje ich wyborami, decyzjami i całym życiem.
„Trzecia wojna” to smutnogroteskowa opowieść o pamięci, manipulowaniu, losach i postawach ludzi wobec wielkich i bezwzględnych procesów historii. Jest to też ukłon twórców przedstawienia wobec autorów przedwojennych warszawskich kabaretów i teatrzyków. W spektaklu możemy usłyszeć m.in. piosenki Andrzeja Własta, hity przedwojennej Warszawy i poczuć nieodżałowany klimat dawnych kawiarenek i scen rewiowych.
Zespół aktorski gra na 150 procent, tak jakby za chwilę rzeczywiście miał skończyć się świat. Na szczególną uwagę zasługuje jednak Maciej Pawlak, którego metamorfozy z wesołej Transpolonii w zatroskanego ojca Hanki budzą podziw. Także kreacja Marcina Bubółki, który raz bywa nawiedzonym spirytystą, a za chwilę groźnym hitlerowcem, pozostaje na długo w pamięci. Niepowtarzalny klimat i magia, muzyka, odwaga oraz niebanalne treści łączą się w rewelacyjne, dynamiczne przedstawienie, które zostaje z nami i wciska się w duszę każdego wrażliwego widza.














