Trzaskowski promuje święto Ukrainy. Marsz Niepodległości traktuje jak problem

dzienniknarodowy.pl 3 часы назад
Zdjęcie: Trzaskowski promuje święto Ukrainy. Marsz Niepodległości traktuje jak problem


Warszawski ratusz za prezydentury Rafała Trzaskowskiego objął patronatem obchody Dnia Niepodległości Ukrainy, zaplanowane 24 sierpnia 2026 r. na placu Zamkowym. Ten sam prezydent stolicy wcześniej blokował Marsz Niepodległości: zakazem w 2020 r. i odwołaniem od statusu cyklicznego w 2021 r. Dla Polaków stawką jest równa miara wobec własnych symboli.

Patronat dla ukraińskiego święta

Według Prawy.pl Rafał Trzaskowski, prezydent Warszawy, objął patronatem obchody Dnia Niepodległości Ukrainy w stolicy, a sprawę skomentował Filip Frąckowiak, radny m.st. Warszawy. Oficjalna zapowiedź miasta mówi, iż 24 sierpnia o godz. 18.30 na placu Zamkowym rozpoczną się obchody Dnia Niepodległości Ukrainy. Sam fakt wsparcia narodu broniącego się przed Rosją nie jest problemem. Problem zaczyna się tam, gdzie polski ratusz okazuje serdeczność obcemu świętu państwowemu, a wobec największego polskiego marszu patriotycznego od lat przyjmuje postawę podejrzliwości.

Marsz Niepodległości nie jest zwykłą imprezą uliczną. To jedno z największych corocznych zgromadzeń patriotycznych w Polsce, wyrastające z potrzeby publicznego upomnienia się o 11 listopada, biało-czerwone barwy i ciągłość państwa. Można dyskutować o organizacji, bezpieczeństwie i porządku. Nie wolno jednak sprowadzać setek tysięcy ludzi przychodzących z flagami do problemu administracyjnego, który najlepiej byłoby wypchnąć z centrum stolicy.

Marsz Niepodległości pod lupą ratusza

W 2020 r. warszawski ratusz poinformował, iż prezydent m.st. Warszawy zakazał organizacji Marszu Niepodległości na obszarze ronda Dmowskiego i placu Defilad, powołując się między innymi na sytuację epidemiczną i przepisy o zgromadzeniach. Rok później miasto odwołało się od decyzji wojewody mazowieckiego o rejestracji Marszu jako zgromadzenia cyklicznego, a Sąd Okręgowy w Warszawie przychylił się do argumentów miasta.

To są fakty. I właśnie one pokazują, iż spór nie dotyczy jednego plakatu, jednego koncertu czy jednej decyzji patronackiej. Dotyczy politycznej hierarchii symboli. Gdy Warszawa potrafi organizacyjnie i wizerunkowo wspierać Dzień Niepodległości Ukrainy, tym bardziej powinna umieć potraktować polskie Święto Niepodległości i jego społeczną manifestację z elementarnym szacunkiem.

Dziennik Narodowy publikował już przewodnik pokazujący, czym jest Marsz Niepodległości w szerszym kalendarzu świąt narodowych. To kontekst ważny, bo bez niego łatwo przedstawić Marsz jako uciążliwość komunikacyjną. Dla wielu rodzin, środowisk kombatanckich, narodowych i patriotycznych jest to jednak dzień wspólnoty. Tego nie da się uczciwie zamknąć w rubryce „ryzyko”.

Solidarność nie może oznaczać kompleksów

Polska ma interes w tym, aby Rosja nie wygrała wojny na Ukrainie. To interes bezpieczeństwa, a nie sentymentalna dekoracja. Warszawa może więc okazywać gesty solidarności Ukraińcom mieszkającym w stolicy. Ale państwo poważne zaczyna od szacunku dla własnych świąt, własnej historii i własnych obywateli.

Jeżeli obchody Dnia Niepodległości Ukrainy mieszczą się w krajobrazie stolicy, to Marsz Niepodległości powinien mieścić się w nim tym bardziej. Nie jako łaskawie tolerowany wyjątek, ale jako naturalna część polskiego 11 listopada. Ratusz może stawiać wymagania porządkowe. Ma do tego narzędzia. Nie powinien jednak budować atmosfery, w której polski patriotyzm jest podejrzany, a cudze święto otrzymuje miękką oprawę i patronat.

Widać tu szerszy problem elit liberalnych. Chętnie mówią o otwartości, gdy chodzi o gest wobec innych narodów, ale przy polskiej dumie narodowej gwałtownie pojawia się język kontroli, warunków i ostrzeżeń. Taka pedagogika nie wzmacnia wspólnoty. Ona uczy Polaków, iż we własnej stolicy mają prosić o zgodę na normalność.

Warszawa powinna być polską stolicą

15 sierpnia, przy okazji wojskowej defilady, pisaliśmy, iż Warszawa ma decydować o bezpieczeństwie i pokazywać własną siłę. Ta sama zasada dotyczy symboli. Stolica nie jest prywatną sceną żadnej partii ani laboratorium liberalnej wrażliwości. Jest stolicą Rzeczypospolitej.

Dlatego sprawa patronatu nad ukraińskim świętem boli nie z powodu Ukraińców. Boli z powodu asymetrii. Polacy widzą, iż wobec ich własnych symboli władza bywa chłodna, podejrzliwa i prawna aż do przesady. Wobec cudzych symboli potrafi być miękka, gościnna i promocyjna. To realnie znaczy, iż polska duma w Warszawie wciąż musi przebijać się przez filtr politycznej poprawności.

Miasto powinno pilnować porządku, ale nie może wychowywać mieszkańców do wstydu za biało-czerwoną ulicę. 11 listopada należy do Polaków. Warszawa powinna to rozumieć jako pierwsza.

Źródło: Prawy.pl, UM Warszawa, Dziennik Narodowy.

Źródło: Prawy.pl

Читать всю статью