Donald Trump zapowiada, iż rozważa „masowe uderzenie” na Iran, „większe niż kiedykolwiek”, i jest bliski decyzji. Stany Zjednoczone wchodzą w drugi tydzień wzmożonych operacji przeciwko Teheranowi, choć urzędnicy studzą, iż żadnych nowych rozkazów jeszcze nie wydano. Między słowami prezydenta a ostrożnością jego administracji mieści się ryzyko wojny, która uderzyłaby w cały świat, także w Polskę.
Słowa prezydenta
W rozmowie z portalem Axios Donald Trump nie zostawił złudzeń co do tonu: „Rozważam masowe uderzenie. Większe niż kiedykolwiek. Jestem bliski decyzji. Wszystko jest gotowe”. Prezydent dodał, iż Iran „nie zaznał jeszcze wystarczająco dużo bólu”, i zapowiedział, iż Izrael dołączy do ataków „w dwie minuty”, jeżeli tylko zostanie o to poproszony. To retoryka maksymalnej presji, obliczona na to, by zmusić Teheran do ustępstw jeszcze przed ewentualnym rozkazem.
Kampania, która już trwa
Zapowiedzi nie padają w próżni. Stany Zjednoczone wchodzą w drugi tydzień zaostrzonych działań wymierzonych w Iran, będących odpowiedzią na ataki na żeglugę handlową. Skala operacji ma przewyższać wcześniejszą tegoroczną kampanię, prowadzoną pod kryptonimem Operation Epic Fury, a Dowództwo Centralne USA (CENTCOM) utrzymuje presję na irańską infrastrukturę wojskową. Jednocześnie dwóch amerykańskich urzędników zastrzegło, iż ostatecznej decyzji nie podjęto, żadnych nowych rozkazów nie wydano, a Pentagon nie otrzymał poleceń przygotowania rozszerzonych operacji.
Jastrzębie i odpowiedź Teheranu
Wokół prezydenta zebrał się chór twardych głosów. Sekretarz stanu Marco Rubio streścił politykę Waszyngtonu formułą „głowa za oko”, a izraelski minister obrony Israel Katz ostrzegł, iż Iran otrzyma „miażdżący cios”, jeżeli sam zaatakuje. Teheran nie ustępuje. Szef irańskiej dyplomacji Abbas Aragczi określił podejście USA jako „irracjonalne, przesadne i władcze”, dając do zrozumienia, iż Iran nie zaakceptował ram narzuconych przez Waszyngton.
Wąskie gardło, które trzyma świat
Cała ta konfrontacja rozgrywa się przy jednej z najważniejszych arterii światowej gospodarki. Przez cieśninę Ormuz, kontrolowaną z jednej strony przez Iran, przepływa znaczna część transportowanej drogą morską ropy naftowej. Ataki na żeglugę handlową, które stały się pretekstem do zaostrzenia amerykańskich działań, uderzają dokładnie w ten czuły punkt. Każda eskalacja w regionie natychmiast przekłada się na notowania surowca, a przez nie na ceny paliw i żywności na drugim końcu świata. To dlatego wojna tocząca się tysiące kilometrów od Polski potrafi zajrzeć do polskiego domu przez rachunek na stacji i w sklepie.
Co to oznacza dla Polski i Europy
Dla Warszawy najważniejsze jest nie samo starcie na Bliskim Wschodzie, ale jego skutki uboczne. Otwarta wojna z Iranem oznaczałaby skok cen ropy, presję na inflację i nowe zawirowania na rynkach, które gwałtownie dotarłyby do polskich portfeli. Uderzyłaby też w uwagę i zasoby Zachodu w chwili, gdy Europa mierzy się z zagrożeniem na własnej wschodniej granicy. Trump gra o ustępstwa językiem siły, ale każda taka gra niesie ryzyko, iż retoryka wymknie się spod kontroli. Pytanie, które powinno zajmować Warszawę, brzmi: czy Zachód jest gotów na wojnę na dwóch frontach naraz?
Źródło: breitbart











