Prezydent Stanów Zjednoczonych Donald Trump wystąpił na przełożonej dorocznej gali korespondentów Białego Domu, którą wiosną przerwała strzelanina. Zapewnił, iż Ameryka nie ustępuje przemocy politycznej, choć powagę chwili gwałtownie przeplótł typowymi dla siebie uszczypliwościami.
Gala przełożona po strzelaninie
Doroczna kolacja korespondentów Białego Domu należy do najstarszych rytuałów amerykańskiego życia publicznego. To wieczór, w czasie którego prezydent i dziennikarze zasiadają przy wspólnych stołach, a żartobliwe przemówienia mają rozładować napięcia między władzą a mediami. W tym roku kwietniowa edycja zakończyła się jednak gwałtownie, przerwana przez strzelaninę. Uroczystość odłożono o niemal trzy miesiące i dopiero teraz udało się ją dokończyć w stołecznym hotelu, przy wzmożonych środkach bezpieczeństwa.
„Nie ustępujemy przemocy politycznej"
Ton wystąpienia Trumpa wyznaczyło odwołanie do tamtego ataku. Prezydent mówił, iż zebrani wrócili razem, by odpowiedzieć na ohydny czyn niezłomną postawą, i podkreślał, iż w Ameryce nikt nie ugina się przed przemocą polityczną. Zapowiedział, iż żaden, jak to ujął, obłąkany napastnik z bronią nie zdoła zmienić biegu spraw państwa. Ta część przemówienia zabrzmiała poważnie i odbiegała od lekkiego, satyrycznego charakteru, z jakiego gala słynęła przez dekady.
Żarty, komplementy i szpile
Powaga nie trwała jednak długo. Trump wrócił do znanego repertuaru, przeplatając wystąpienie żartami i przytykami pod adresem politycznych rywali oraz części dziennikarzy. Chwalił się między innymi planami przebudowy sali balowej w Białym Domu i bronił decyzji o wojnie z Iranem. Nie zabrakło też gestu w stronę gospodarzy wieczoru. Prezydent zapewnił, iż darzy ludzi zgromadzonych na sali ogromnym szacunkiem, choć chwilę wcześniej i chwilę później nie szczędził im uszczypliwości. Takie połączenie komplementu z drwiną od lat jest znakiem rozpoznawczym jego wystąpień.
Powrót prezydenta na salę
Sama obecność Trumpa na gali miała swoją wymowę, bo w czasie pierwszej kadencji prezydent konsekwentnie ją omijał, uznając to spotkanie za przedsięwzięcie wrogiego mu środowiska dziennikarskiego. Kolacja korespondentów ma jednak ponad stuletnią tradycję i przez dekady bywała okazją, przy której choćby ostro krytykowani przywódcy potrafili śmiać się z samych siebie. Tegoroczny powrót prezydenta na mównicę odczytywano więc dwojako: jako gest solidarności z zaatakowaną instytucją i jako element trwającej rozgrywki z mediami, które Trump raz chwali, a innym razem nazywa wrogiem narodu.
Rytuał, który zmienił charakter
Tegoroczna gala pokazała, jak bardzo zmienił się klimat wokół tego wydarzenia. Kolacja pomyślana niegdyś jako wieczór wspólnego śmiechu odbyła się w cieniu realnej przemocy i pod ochroną, jakiej wcześniej nie widziano. Relacje między Białym Domem a mediami pozostają napięte, a prezydent traktuje mównicę zarówno jako miejsce deklaracji, jak i narzędzie walki politycznej. Dla amerykańskiej opinii publicznej najważniejsze pozostaje jednak przesłanie, które wybrzmiało najmocniej: iż demokratyczne rytuały mają trwać mimo prób ich zastraszenia. Pytanie, czy uda się utrzymać taką postawę, gdy emocje po kwietniowym ataku opadną, a spory polityczne wrócą do dawnej ostrości.
Źródło: RMF24












