Cezary Tomczyk 14 sierpnia w Polsat News zapewnił, iż nie zapadła decyzja o przekazaniu Ukrainie rakiet do systemów Patriot. Wiceminister MON mówił też o rozmowach „MiG-i za drony” i możliwym zainteresowaniu Bułgarii. Stawką jest prosta rzecz: pomoc Ukrainie nie może osłabiać polskiej tarczy.
Minister mówi: decyzji nie ma
Cezary Tomczyk 14 sierpnia w Polsat News zapewnił, iż nie zapadła decyzja o przekazaniu Ukrainie rakiet do systemów Patriot. Wiceminister MON mówił też o rozmowach „MiG-i za drony” i możliwym zainteresowaniu Bułgarii. Stawką jest prosta rzecz: pomoc Ukrainie nie może osłabiać polskiej tarczy.
Rozmowa w programie „Graffiti” dotyczyła jednego z najbardziej wrażliwych tematów bezpieczeństwa: czy Polska może oddać Ukrainie część uzbrojenia przeciwlotniczego, gdy Rosja stale testuje odporność wschodniej flanki NATO. Tomczyk przekonywał, iż krytycy przesadzają, o ile mówią o utracie zdolności przez Polskę przy ewentualnym przekazaniu kilku rakiet.
Wiceminister użył ostrego określenia wobec argumentów przeciwników takiego ruchu. To politycznie wygodne, ale państwo poważne nie może zastępować rachunku bezpieczeństwa temperaturą studia telewizyjnego. Polska ma pomagać Ukrainie, bo rosyjska agresja jest także zagrożeniem dla nas. Ale pierwszym obowiązkiem rządu jest obrona polskiego nieba, polskich miast i polskich rodzin.
Patriot to nie rekwizyt w sporze partyjnym
Spór o Patrioty łatwo zamienić w okładanie się hasłami. Jedni chcą pokazać, iż są bardziej solidarni z Kijowem. Drudzy alarmują, iż każdy pocisk oddany Ukrainie jest stratą dla Polski. Obie strony muszą zejść na ziemię. System Patriot nie jest symbolem do politycznej dekoracji. To część realnej tarczy przeciw rakietom i dronom.
Tomczyk mówił, iż żadna decyzja nie zapadła. To zdanie powinno wyznaczać granicę dyskusji. Zanim rząd przekaże jakiekolwiek rakiety, opinia publiczna nie musi znać tajnych lokalizacji baterii, ale ma prawo znać zasadę: Polska nie może zejść poniżej poziomu obrony koniecznego dla własnego terytorium. Właśnie dlatego wcześniej pisaliśmy, iż przy Patriotach bezpieczeństwo Polski musi być pierwsze.
W tle jest też pytanie o presję polityczną. Ukraina walczy z Rosją i potrzebuje wsparcia, ale polska suwerenność nie polega na automatycznym spełnianiu cudzych oczekiwań. Państwo polskie ma liczyć własne zapasy, własne zagrożenia i własne możliwości. Tak wygląda realizm narodowy. Pomoc sojusznikowi ma służyć także nam, nie zastępować polskiej strategii cudzym kalendarzem.
MiG-i za drony: wymiana musi dać Polsce przewagę
Drugim ważnym wątkiem była zapowiadana wymiana polskich MiG-29 za ukraińskie drony, technologie i know-how. Według relacji Polsat News Tomczyk mówił, iż Polska po raz pierwszy wezwała stronę ukraińską do podzielenia się specjalnymi zdolnościami technologicznymi. Dodał, iż odpowiedź była pozytywna, ale rozmowy realizowane są zbyt długo.
To jest kierunek słuszny, o ile naprawdę chodzi o wymianę, a nie o kolejną darowiznę z dopisanym uzasadnieniem. Stare poradzieckie samoloty mają wartość tylko wtedy, gdy Polska dostaje w zamian zdolności potrzebne w nowoczesnej wojnie: drony, taktykę ich użycia, rozpoznanie, odporność na zakłócanie, doświadczenie frontowe. Bez tego byłby to polityczny gest, nie inwestycja w bezpieczeństwo.
Polsat podał też, iż w sprawie MiG-ów pojawił się wątek Bułgarii. Tomczyk stwierdził, iż jeżeli Ukraina nie jest zdecydowana, strona bułgarska chętnie kupiłaby te maszyny, co miało ożywić rozmowy. Ten sygnał potwierdza sens twardych negocjacji: skoro sprzęt ma nabywcę, Warszawa nie powinna oddawać go bez ekwiwalentu. Podobną zasadę stawialiśmy już przy tekście o tym, iż polskie MiG-29 nie mogą odejść bez korzyści.
Warszawa pod ochroną i pytania bez odpowiedzi
Prowadzący pytał także o rozmieszczenie Patriotów i ochronę infrastruktury krytycznej. Tomczyk odpowiedział, iż MON nie przekazuje publicznie informacji o lokalizacji baterii, a jednocześnie wskazał, iż jedna z nich broni Warszawy, co jest informacją powszechną. Dodał, iż Polska pozyskuje nowe baterie i nowe zdolności, a wraz z nimi rozmieszcza je na terenie kraju.
To rozsądna granica informacyjna. Nie wszystko w obronności może być wyświetlane w mediach. Problem zaczyna się wtedy, gdy brak jawnych danych przykrywa brak jasnej zasady politycznej. Rząd powinien mówić mniej o partyjnych sporach, a więcej o kryteriach decyzji: ile zostaje w Polsce, jak gwałtownie odtwarzamy zapasy, kto płaci, jaki efekt uzyskujemy na froncie i co zyskuje polska armia.
W tej sprawie nie chodzi o emocjonalny wybór: pomagać albo nie pomagać. Chodzi o to, żeby pomagać tak, aby wzmacniać polskie bezpieczeństwo. Tak samo trzeba czytać głosy ostrzegające, iż Polska nie może działać pod presją Zełenskiego. Presja wojny jest realna. Jeszcze bardziej realny jest obowiązek rządu wobec własnych obywateli.
Polski interes musi być na pierwszym miejscu
Rosja pozostaje wrogiem porządku w naszym regionie. Ukraina, broniąc się przed Moskwą, osłabia zagrożenie także dla Polski. To fakt. Z tego faktu nie wynika jednak zgoda na prowadzenie polityki obronnej w trybie improwizacji, telewizyjnego docisku i wzajemnych oskarżeń.
Polska może wspierać Ukrainę rakietami, sprzętem, szkoleniem i dyplomacją. Ale każda decyzja musi przejść przez prosty filtr: czy po jej wykonaniu polskie niebo jest tak samo dobrze albo lepiej chronione. o ile odpowiedź brzmi „nie”, rząd nie ma mandatu do gestów. o ile odpowiedź brzmi „tak”, powinien pokazać Polakom logikę decyzji bez ujawniania tajemnic wojskowych.
W tej sprawie potrzebna jest chłodna głowa. Nie dlatego, iż pomoc Ukrainie jest zbędna. Właśnie dlatego, iż wojna jest zbyt poważna, by Polska oddawała swoje zdolności bez rachunku, bez ekwiwalentu i bez jasnej odpowiedzialności przed narodem.
Źródło: Polsat News, Polsat News, zapowiedź programu, 300Polityka
Źródło: Polsat News









