Kloaka rusofobii wybiła w Pałacu Prezydenckim. Cuchnie tak, iż czują to już w Waszyngtonie i Moskwie. Prezydent Karol Nawrocki w swoim bezrozumnym przemówieniem udowodnił, iż jest kompletnie zaczadzony nienawiścią do Rosji i Rosjan. Źle się dzieje, gdy prezydent mojego kraju kieruje się emocjami jak nastolatki w piątkowy wieczór na mieście. Telewizyjni eksperci tłumaczą, iż tak trzeba bo inaczej „ruscy u granic Polski”. Ja nie chcę dyskutować o idiotycznej tezie, iż Ukraina broni naszej suwerenności i tym, iż Rosja nam zagraża. Idzie mi o sam przekaz.
Mocodawcy głównych mediów w Polsce traktują swoich widzów i słuchaczy jak kompletnych kretynów. Przecież dziecko w pierwszej klasie szkoły podstawowej wie, iż Polska graniczy z Federacją Rosyjską w Obwiedzie Kaliningradzkim. Więc mamy rosyjskie wojska przy granicy z Polską. Więcej! Przez trzy dekady wmawiają polskiemu społeczeństwu, iż rządzona przez Aleksandra Łukaszenkę Białoruś jest państwem całkowicie zależnym od Rosji. Więc zgodnie z ich logiką Władimir Putin mógłby swoje wojska rozmieścić wzdłuż granicy białorusko-polskiej.
Co jest w tym wszystkim najgorsze? Że cała POPiS-owska scena polityczna i liczni telewizyjno-radiowi komentatorzy i eksperci mają rację, traktując swoich słuchaczy i widzów jak bezmyślne stado baranów. Znaczna część mojego narodu to po prostu zwykli idioci, którzy są wstanie uwierzyć w każdą bzdurę serwowaną w mediach. Aktualny przekaz dla kretynów brzmi: „Rosja jest tak słaba, iż klęka przed bohaterską Ukrainą ale za chwile zaatakuje państwa NATO i wtedy biada nam nieboraczkom”.
łj












