Na łamach niemieckiego „TAZ” padła krytyka Karola Nawrockiego za jego stanowisko wobec ludobójstwa wołyńskiego. Autorka powiązała słowa polskiego prezydenta o sprawcach z przekazem Kremla. To zabieg, który odbiera Polsce prawo do samodzielnego opisywania własnej tragedii historycznej.
Zarzut postawiony polskiemu prezydentowi
Portal Kresy.pl opisał artykuł niemieckiego dziennika „TAZ” wymierzony w sposób, w jaki Karol Nawrocki mówi o Wołyniu. Autorka miała zakwestionować jego określenia odnoszące się do banderyzmu i okrucieństwa UPA, przedstawiając je jako element rosyjskiego języka propagandowego. W centrum sporu znalazło się regularne przypominanie przez prezydenta o odpowiedzialności OUN i UPA za ludobójstwo Polaków.
To poważne oskarżenie, ponieważ przenosi rozmowę z poziomu historii na poziom bieżącej wojny informacyjnej. W tak ustawionej debacie głos o polskich ofiarach zostaje obciążony podejrzeniem, iż służy interesom Kremla. Taka rama jest wygodna dla tych, którzy chcieliby odłożyć trudne pytania o odpowiedzialność sprawców, pamięć zamordowanych i uczciwe relacje polsko-ukraińskie.
Pamięć nie jest rosyjskim monopolem
Rosja wykorzystuje historię do własnej propagandy i do usprawiedliwiania agresji na Ukrainę. Nie wynika z tego jednak, iż każdy, kto nazywa zbrodnie OUN i UPA po imieniu, powtarza rosyjską narrację. To fałszywa alternatywa. Polska może jednocześnie sprzeciwiać się rosyjskiemu imperializmowi, wspierać bezpieczeństwo własnego regionu i stanowczo domagać się prawdy o ludobójstwie Polaków.
Pamięć o ofiarach Wołynia wyrasta z polskich doświadczeń rodzinnych, badań historyków, świadectw ocalałych i obowiązku państwa wobec własnych obywateli. Nie potrzebuje zgody Berlina, Moskwy ani Kijowa. Próba przedstawiania mocnego języka opisu zbrodni jako zapożyczenia z rosyjskiej propagandy uderza więc przede wszystkim w podmiotowość polskiej polityki historycznej.
Uczciwe partnerstwo wymaga prawdy
Wojna na Ukrainie nie unieważniła historii. Przeciwnie, pokazała, jak groźne jest podporządkowywanie prawdy doraźnym potrzebom politycznym. Relacje między narodami mogą być trwałe tylko wtedy, gdy nie buduje się ich na przemilczeniu krzywdy i nie wymaga od jednej strony rezygnacji z własnej pamięci.
Polska ma prawo oczekiwać godnego upamiętnienia ofiar, uczciwej oceny ideologii odpowiedzialnej za zbrodnie oraz rzeczywistego dialogu historycznego. Nie jest to wymierzone we współczesnych Ukraińców jako naród. Jest warunkiem dojrzałego sąsiedztwa, w którym prawda nie podlega politycznej cenzurze.
Stawką jest suwerenność polskiej pamięci
Spór wywołany przez „TAZ” dotyczy czegoś więcej niż jednego sformułowania. Chodzi o to, czy Polacy mogą sami nazywać własne doświadczenie historyczne, czy też każde niewygodne słowo będzie dyskwalifikowane etykietą obcej propagandy. jeżeli zgodzimy się na ten mechanizm, oddamy innym prawo do wyznaczania granic naszej pamięci.
Dla Polski stawką jest suwerenność w polityce historycznej i elementarna lojalność wobec pomordowanych. Rosyjskie kłamstwa trzeba zwalczać. Tak samo trzeba odrzucać sugestię, iż obrona prawdy o Wołyniu jest rosyjską własnością. Nie jest. To polski obowiązek.
Źródło: Kresy.pl











