Szef POLIN porównał NSZ do UPA. Tak nie wolno traktować pamięci

dzienniknarodowy.pl 8 часы назад
Zdjęcie: Szef POLIN porównał NSZ do UPA. Tak nie wolno traktować pamięci


Prof. Dariusz Stola, dyrektor Muzeum POLIN, 10 sierpnia 2026 r. w Polsat News powiedział, iż Polacy „mieli podobnych ludzi” do UPA, wskazując na Narodowe Siły Zbrojne i ONR. To nie jest drobna niezręczność: taki skrót uderza w polską pamięć i rozmywa odpowiedzialność za Wołyń.

Słowa, które nie powinny paść tak lekko

Prof. Dariusz Stola, dyrektor Muzeum Historii Żydów Polskich POLIN, był gościem programu „Najważniejsze pytania” w Polsat News. Jak podała stacja, rozmowa dotyczyła między innymi stosunku współczesnej Ukrainy do dziedzictwa Ukraińskiej Powstańczej Armii. Stola ocenił, iż oczekiwanie, iż Ukraińcy teraz poważnie rozliczą się z dziedzictwem UPA, jest nierealistyczne. Następnie, budując hipotetyczną wypowiedź do strony ukraińskiej, wskazał, iż Polacy także mieli podobnych ludzi: Narodowe Siły Zbrojne i ONR.

Według relacji Polsat News, Stola mówił również, iż te polskie formacje miały mieć „bardzo podobny program” do UPA oraz iż były wrogami demokracji i mniejszości narodowych. W tym miejscu kończy się zwykła publicystyka historyczna, a zaczyna problem poważniejszy. Bo porównanie, choćby jeżeli opakowane w język akademickiej ostrożności, działa w debacie publicznej jak stempel.

Narodowe Siły Zbrojne to część polskiej walki o niepodległość

Narodowe Siły Zbrojne nie były ukraińską UPA w polskim wydaniu. Były jedną z największych formacji polskiego podziemia niepodległościowego, wyrosłą z obozu narodowego i działającą w warunkach niemieckiej oraz sowieckiej okupacji. Historycy mogą i powinni spierać się o decyzje dowódców, program polityczny, relacje z innymi nurtami konspiracji i dramatyczne epizody wojny. Spór historyczny nie daje jednak prawa do prostego ustawiania NSZ w jednym szeregu z organizacją obciążoną ludobójstwem na Polakach.

Takie zestawienie ma konkretny skutek. Odbiera Polakom prawo do własnej pamięci i przenosi ciężar debaty z faktu zbrodni na wygodne symetrie. A symetria bywa dziś najtańszym sposobem rozmycia odpowiedzialności. jeżeli każda strona „miała swoich radykałów”, to Wołyń przestaje być nazwą polskiej tragedii, a staje się tylko przykrym epizodem w katalogu wzajemnych pretensji.

Wołyń nie mieści się w wygodnej symetrii

Instytut Pamięci Narodowej opisuje zbrodnię wołyńską jako antypolską czystkę etniczną o charakterze ludobójstwa, obejmującą Wołyń, Galicję Wschodnią i część terenów graniczących z Wołyniem. IPN wskazuje lata 1943-1945 jako czas trwania tej zbrodni. To są fakty, których nie wolno rozpuszczać w publicystycznym skrócie.

Można mówić Ukrainie prawdę, nie odmawiając jej prawa do obrony przed rosyjską agresją. Można wspierać twardy realizm państwowy i jednocześnie żądać uczciwej pamięci o pomordowanych Polakach. To jest dojrzała polityka narodowa. Fałszywa delikatność, która w imię dobrych relacji każe osłabiać polską rację historyczną, jest w gruncie rzeczy kapitulacją języka.

POLIN ma szczególną odpowiedzialność

Prof. Stola nie jest prywatnym komentatorem z akademickiego seminarium. Jest dyrektorem dużej instytucji publicznej. Ministerstwo Kultury i Dziedzictwa Narodowego informowało, iż jego pięcioletnia kadencja w POLIN rozpoczęła się 1 marca 2026 r.. Dlatego każde takie porównanie waży więcej niż zwykła opinia w studiu telewizyjnym.

Muzeum pamięci ma obowiązek precyzji. Szczególnie w Polsce, gdzie historia nie jest dekoracją do bieżącej polityki, ale doświadczeniem rodzin, miejscowości i grobów. W przypadku Wołynia mówimy o ranach, które przez dekady wypychano poza oficjalny obieg. W przypadku ruchu narodowego w Polsce mówimy o tradycji politycznej, którą można krytykować, ale nie wolno jej sprowadzać do wygodnej karykatury.

Stawka dla Polski: prawda i szacunek do własnej historii

Polska polityka historyczna nie może polegać na przepraszaniu za cudze winy ani na ustawianiu polskich formacji niepodległościowych jako moralnego odpowiednika UPA. To jest stawka realna: język elit wpływa na podręczniki, debaty, dyplomację i pamięć młodych Polaków. jeżeli pozwolimy, by słowa traciły znaczenie, za kilka lat ktoś powie, iż każdy miał swoje winy, więc nie ma o czym mówić.

Jest o czym mówić. O pomordowanych Polakach na Wołyniu. O obowiązku pochówków i ekshumacji. O prawie narodu do obrony własnej pamięci. I o tym, iż polska elita publiczna powinna najpierw ważyć słowa, a dopiero potem pouczać Polaków, jak mają rozmawiać z sąsiadami.

Źródło: Magna Polonia, Polsat News, IPN, MKiDN

Źródło: Magna Polonia

Читать всю статью