Śliwka broni deportacji niepracujących Ukraińców. Stawką jest porządek w państwie

dzienniknarodowy.pl 7 часы назад
Zdjęcie: Śliwka broni deportacji niepracujących Ukraińców. Stawką jest porządek w państwie


Andrzej Śliwka z PiS broni propozycji deportowania z Polski Ukraińców w wieku poborowym, którzy nie mają legalnego zatrudnienia. Polityk przekonuje, iż choćby niewielka część tej grupy mogłaby stworzyć znaczący potencjał wojskowy dla własnego państwa. Dla Polski to spór o granice gościnności, prawo i realny interes narodowy.

PiS wraca do tematu obowiązków wobec państwa

Poseł Prawa i Sprawiedliwości Andrzej Śliwka odniósł się w programie "Graffiti" Polsat News do propozycji swojej partii dotyczącej Ukraińców w wieku poborowym, którzy przebywają w Polsce i nie mają legalnego zatrudnienia. Polityk bronił pomysłu deportacji tej grupy, wskazując, iż mogłaby ona zostać wykorzystana do obrony własnego państwa.

Śliwka ocenił, iż o ile chodziłoby choćby o 5 proc. takich osób, to byłaby to "co najmniej brygada", a być może "dywizja" ludzi zdolnych do walki. To mocna teza, ale sam kierunek debaty jest ważny. Polska nie może prowadzić polityki migracyjnej na autopilocie, szczególnie wtedy, gdy obok trwa wojna, a polskie państwo ponosi koszty bezpieczeństwa, pomocy i obsługi pobytu cudzoziemców.

Legalna praca musi być granicą

Propozycja PiS dotyczy mężczyzn pochodzenia ukraińskiego w wieku poborowym, którzy nie mają w Polsce legalnego zatrudnienia. Wcześniej Tobiasz Bocheński zapowiadał, iż taki postulat miałby być jedną z decyzji przyszłego rządu PiS po ewentualnym powrocie tej partii do władzy. DN opisywał już zapowiedź deportacji niepracujących Ukraińców oraz reakcje na ten pomysł.

Tu trzeba postawić sprawę jasno. Gościnność państwa polskiego nie oznacza rezygnacji z porządku prawnego. Kto pracuje legalnie, płaci podatki, szanuje przepisy i nie obciąża systemu, powinien być traktowany według jasnych reguł. Kto z tych reguł wypada, nie może oczekiwać, iż Polska będzie bez końca udawała, iż problem nie istnieje.

Polska pomoc nie może oznaczać bezwarunkowości

Polacy po 2022 roku pokazali skalę solidarności, której nie musi wstydzić się żaden naród. Przyjęli ludzi uciekających przed wojną, otworzyli domy, szkoły, urzędy i rynek pracy. To fakt. Ale z tej prawdy nie wynika, iż państwo polskie ma zamknąć oczy na kwestię legalności pobytu, zatrudnienia i obowiązków wobec własnej ojczyzny.

Nie chodzi o pogardę wobec ludzi. Chodzi o politykę państwa. o ile ktoś przebywa w Polsce, korzysta z bezpieczeństwa zapewnianego przez polskich podatników, ale nie pracuje legalnie i nie podlega realnej kontroli, państwo ma prawo reagować. W przeciwnym razie słabość administracji staje się zaproszeniem do chaosu.

Spór odsłania lęk elit przed twardym państwem

Krytycy pomysłu wskazują na ryzyka prawne i praktyczne. To są pytania, które trzeba rozstrzygać precyzyjnie, bez propagandowych uproszczeń. Deportacja musi mieć podstawę prawną, procedurę i możliwość kontroli. Państwo narodowe różni się od państwa emocjonalnych deklaracji właśnie tym, iż działa przez prawo, a nie przez jednorazowy gest.

Ale równie groźna jest druga skrajność: odruchowe uznanie każdej twardej propozycji za moralnie podejrzaną. W debacie publicznej często słychać, iż samo pytanie o obowiązki cudzoziemców jest czymś niestosownym. To wygodna pozycja dla elit, które lubią mówić o solidarności cudzym kosztem. Polskie rodziny, polscy pracownicy i polskie instytucje mają prawo pytać, gdzie kończy się pomoc, a zaczyna bezradność państwa.

Interes narodowy zamiast moralnego szantażu

W tej sprawie potrzebny jest twardy realizm. Polska powinna pomagać Ukrainie przeciw rosyjskiej agresji, bo klęska Kijowa pogorszyłaby nasze bezpieczeństwo. Równocześnie Polska nie jest zapleczem socjalnym bez warunków ani krajem, który ma zawiesić własne przepisy. Sojusz i pomoc nie znoszą interesu narodowego.

Dlatego pytanie postawione przez Śliwkę i polityków PiS dotyka sedna: czy polskie państwo potrafi jeszcze odróżnić humanitarną pomoc od administracyjnej bezczynności? jeżeli nie potrafi, rachunek zapłacą Polacy. W portfelach, w instytucjach i w poczuciu, iż we własnym kraju ich interes znowu ustawiono na końcu kolejki.

Źródło: Polsat News

Źródło: Polsat News

Читать всю статью