Tomasz Siemoniak 14 sierpnia 2026 r. powiedział w podcaście WP „Bez doktryny”, iż decyzji o przekazaniu Ukrainie kolejnych rakiet Patriot nie ma, a Kijów polityką wobec UPA odebrał Polakom serce. To czytelny sygnał: pomoc wojskowa musi iść z pamięcią Wołynia i bezpieczeństwem Polski.
Patriot nie może być decyzją na telefon
Tomasz Siemoniak, minister koordynator służb specjalnych, w rozmowie z Wirtualną Polską postawił sprawę rakiet Patriot w najwłaściwszym punkcie: decyzji o przekazaniu Ukrainie kolejnych pocisków nie ma. I dobrze, iż taka deklaracja padła. W czasie wojny za naszą wschodnią granicą Polska musi działać twardo, ale nie może zachowywać się jak magazyn, z którego sojusznicy biorą sprzęt bez pełnego rachunku polskiego bezpieczeństwa.
Jak podaje Wirtualna Polska w relacji z podcastu „Bez doktryny”, Siemoniak mówił także o ukraińskiej polityce historycznej i działaniach rosyjskich służb w Polsce. To trzy różne wątki, ale łączy je jeden problem: państwo polskie musi umieć odróżnić realny interes narodowy od dyplomatycznego odruchu spełniania cudzych oczekiwań. Pomoc dla Kijowa ma sens wtedy, gdy wzmacnia bezpieczeństwo Polski, a nie gdy osłabia naszą obronę powietrzną albo zaciera granice pamięci.
Spór o Patrioty nie jest techniczną rozmową o amunicji. To rozmowa o tym, czy Warszawa potrafi postawić warunek: najpierw bezpieczeństwo Polaków, potem gesty wobec sojuszników. Własne zdolności obronne nie są tematem do pokazowej hojności. Gdy Ukraina pozostaje pod ostrzałem, co opisywaliśmy w tekście o tym, iż sam system Patriot nie rozwiąże problemu rosyjskich ataków, Polska ma prawo domagać się jasnych gwarancji i rekompensat.
Wołyń nie jest przypisem
Najmocniejsze słowa Siemoniaka padły jednak nie przy Patriotach, ale przy pamięci historycznej. Minister stwierdził, iż rozum nakazuje Polsce dalszą współpracę z Ukrainą, ale decyzje Kijowa dotyczące UPA odebrały Polakom serce. To zdanie waży więcej niż kolejna rutynowa nota MSZ. Wypowiada je polityk obecnego obozu władzy, a więc człowiek, którego trudno wpisać w prosty schemat opozycyjnej krytyki.
Problem jest jasny. Państwo ukraińskie oczekuje od Polski wsparcia wojskowego, politycznego i finansowego, a jednocześnie wykonuje gesty, które w polskiej pamięci uderzają w ofiary. Według IPN Zbrodnia Wołyńska pochłonęła około 100 tysięcy Polaków, zamordowanych przez ukraińskich nacjonalistów na Wołyniu, w Galicji Wschodniej i na innych ziemiach II Rzeczypospolitej. Tego nie da się przykryć komunikatem o „wrażliwości”. To jest sprawa elementarnej prawdy.
Nie chodzi o wrogość wobec Ukraińców. Chodzi o państwową odpowiedzialność Kijowa i godność polskich rodzin, które przez dziesięciolecia czekały na groby, krzyże i uczciwe słowo. o ile Ukraina chce trwałego sojuszu z Polską, musi uznać, iż polska pamięć nie jest drobną przeszkodą na drodze do kolejnego pakietu pomocy. To fundament zaufania.
Właśnie dlatego w polskiej debacie coraz mocniej wraca żądanie wzajemności. Gdy Pałac Prezydencki mówił, iż Polska nie może dać się rozgrywać w relacjach z Ukrainą, nie był to kaprys. To była odpowiedź na politykę, w której Polska ma dawać konkrety, a w zamian słyszeć pouczenia albo oglądać symbole UPA wynoszone do honorów.
Rosja testuje państwo na naszym terytorium
Trzeci wątek rozmowy Siemoniaka dotyczył rosyjskich działań w Polsce. Według informacji przekazanych przez władze, 7 sierpnia ABW i policja zatrzymały obywatela Rosji podejrzewanego o przygotowywanie zabójstwa obywatela USA ukraińskiego pochodzenia w Warszawie. Polskie Radio relacjonowało wypowiedź premiera Donalda Tuska, który mówił o zleceniu rosyjskich służb i współpracy z Amerykanami.
To pokazuje, iż wojna hybrydowa nie jest pojęciem z konferencji ekspertów. Ona wchodzi na polskie ulice, w polskie służby, w polską politykę i w polskie emocje. Dlatego każda decyzja wobec Kijowa musi być chłodna. Rosja chce rozbić zaufanie między Polską a Ukrainą, ale Kijów nie może jej w tym pomagać własną polityką pamięci.
O udaremnionej operacji w Warszawie pisaliśmy szerzej przy okazji sprawy, w której ABW zatrzymała podejrzanego i skierowano go do aresztu. Tu nie ma miejsca ani na panikę, ani na lekceważenie. Polska musi być państwem, które pomaga sojusznikom, ale najpierw pilnuje własnego terytorium, własnych obywateli i własnych zasobów.
Realizm narodowy zamiast dyplomatycznej mgły
Słowa Siemoniaka są ważne, bo dotykają sedna polskiej polityki wschodniej. Ukraina walczy z rosyjską agresją i z punktu widzenia bezpieczeństwa Polski jej obrona ma znaczenie. To fakt. Równie prawdziwe jest jednak to, iż żadne państwo nie ma prawa oczekiwać od Polaków amnezji historycznej ani bezwarunkowego transferu sprzętu wojskowego.
Realizm narodowy nie polega na obrażaniu się na rzeczywistość. Polega na liczeniu kosztów, stawianiu warunków i bronieniu własnej pamięci. jeżeli Kijów chce polskiego rozumu, musi także odzyskać polskie serca. Droga jest prosta: zgoda na pełną prawdę o Wołyniu, szacunek dla ofiar i koniec honorowania formacji, które dla Polaków pozostają symbolem ludobójstwa.
Polska nie może być ani naiwnym petentem Brukseli, ani emocjonalnym zakładnikiem Kijowa, ani polem operacji Moskwy. Stawką są nasze pociski, nasze niebo, nasza pamięć i nasze bezpieczeństwo. Państwo, które tego nie widzi, samo prosi się o lekcję, za którą zapłacą zwykli Polacy.
Źródło: Wirtualna Polska, Polskie Radio, IPN
Źródło: WP Wiadomości














