Rosja uderzyła w Kijów w nocy 20 sierpnia rakietami balistycznymi i dronami. Według porannych danych zginęło co najmniej pięć osób, a 23 zostały ranne; uszkodzony został także szpital dziecięcy w rejonie sołomiańskim. To kolejny cios w cywilne bezpieczeństwo na Ukrainie.
Nocny ostrzał stolicy
Kijów został zaatakowany krótko po północy 20 sierpnia. Mieszkańcy słyszeli serię eksplozji, a w kilku dzielnicach doszło do pożarów i uszkodzeń budynków. Kyiv Independent, powołując się na urzędników, podał rano, iż w rosyjskim ataku rakietowo-dronowym zginęło pięć osób, a co najmniej 23 zostały ranne.
Według informacji przekazywanych przez mera Witalija Kliczkę uszkodzenia odnotowano między innymi w rejonie sołomiańskim. Wybite zostały szyby, płonęły samochody, a zniszczenia dotknęły także pomieszczeń szpitala dziecięcego. WP, relacjonując pierwsze komunikaty władz Kijowa, pisała o rannych, ofiarach śmiertelnych oraz uszkodzonej placówce medycznej.
W takich sprawach trzeba ważyć słowa. Nie ma miejsca na tanią sensację. Atak na miasto, w którym funkcjonują szpitale, szkoły, schrony i zwykłe domy, pokazuje jednak brutalną logikę wojny prowadzonej przez Moskwę. Cywilna infrastruktura staje się zakładnikiem rosyjskiej presji militarnej.
Szpital dziecięcy i szkoła wśród uszkodzonych obiektów
Doniesienia z Kijowa wskazują na co najmniej kilkanaście miejsc uderzeń lub upadku odłamków. Uszkodzone miały zostać budynki mieszkalne, placówka edukacyjna, magazyny i teren szpitala dziecięcego. W jednym ze schronów, według pierwszych komunikatów, mogli być uwięzieni ludzie. Służby pracowały przy pożarach i zabezpieczaniu terenu.
To nie jest tylko opis kolejnej nocy wojny na Ukrainie. Dla rodzin zamieszkałych w stolicy oznacza to dzieci budzone alarmami, lekarzy pracujących pod presją i ratowników, którzy zamiast spokojnej dyżurnej rutyny mają walkę o życie ludzi po uderzeniu rakiet. Rosja testuje odporność społeczeństwa, ale testuje też cierpliwość Zachodu.
Polska powinna patrzeć na takie ataki bez złudzeń. o ile rakiety i drony spadają na stolicę państwa sąsiadującego z nami, bezpieczeństwo regionu nie jest abstrakcją z dokumentów NATO. To sprawa naszych granic, naszej obrony powietrznej, naszych magazynów amunicji i naszej gotowości państwowej.
Ballistyka, drony i problem obrony powietrznej
Ukraińskie komunikaty mówiły o zagrożeniu pociskami balistycznymi. To szczególnie groźny rodzaj ataku, bo czas reakcji jest krótki, a skuteczna obrona wymaga zaawansowanych systemów. Dlatego tak ważna jest dyskusja o Patriotach i zapasach rakiet przechwytujących. W DN opisywaliśmy już, iż braki pocisków do Patriotów mogą boleśnie sprawdzić Ukrainę przed zimą.
Rosja stosuje presję warstwową: pociski, drony, fałszywe cele, nocne alarmy, uderzenia w energetykę i obiekty cywilne. Każdy taki atak ma wymiar wojskowy, ale ma też wymiar psychologiczny. Ma złamać rytm życia miasta. Ma zmęczyć ludzi. Ma przekonać Zachód, iż koszt wspierania Kijowa będzie rósł.
To jest kalkulacja Kremla. Odpowiedź nie może polegać na samych wyrazach oburzenia. Potrzebna jest zimna ocena: jeżeli Europa nie potrafi chronić przestrzeni powietrznej własnego sąsiedztwa i wspierać państwa odpierającego agresję, będzie płacić coraz więcej za własne spóźnienie.
Stawka także dla Polski
Dla Polski rosyjskie uderzenia na Kijów są bolesnym przypomnieniem, iż bezpieczeństwo zaczyna się wcześniej niż na linii granicy. Rosja rozumie siłę, zapasy, przemysł i konsekwencję. Nie rozumie politycznych zaklęć. Dlatego polski interes narodowy wymaga pomocy dla walczącej Ukrainy tam, gdzie osłabia to rosyjską zdolność nacisku na nasz region, oraz twardej ochrony własnych zasobów i granic.
Nie wolno przy tym mylić solidarności z naiwnością. Polska ma prawo prowadzić własną politykę historyczną, pilnować interesu obywateli i rozliczać koszty pomocy. Ale rosyjski atak na szpital dziecięcy w Kijowie pokazuje, kto w tej wojnie jest agresorem i jaką metodę wybiera Moskwa: noc, strach, infrastruktura cywilna.
Kilka godzin wcześniej DN pisał także o uderzeniu w Żytomierzu, gdzie rosyjski atak na komendę policji przyniósł ofiary i wielu rannych. To nie są oderwane epizody. To ciągła presja na państwo ukraińskie i jego społeczeństwo.
Bezpieczeństwo nie broni się samo
Po takich nocach najpierw należy mówić o ofiarach i o tych, którzy pracują przy ratowaniu ludzi. Dopiero potem o polityce. Ale polityka wraca natychmiast, bo każda rakieta jest pytaniem o realną siłę państw, które chcą żyć bez rosyjskiego dyktatu.
Polska odpowiedź musi być trzeźwa: silna armia, odporna infrastruktura, obrona powietrzna, własny przemysł i dyplomacja, która nie myli pokoju z bezradnością. Kijów znów zapłacił krwią za to, iż Moskwa nie porzuciła imperialnej logiki. Nam nie wolno udawać, iż to daleki problem.
Źródło: WP Wiadomości, Kyiv Independent.
Źródło: WP Wiadomości










