Rosja szykuje „wybory” na okupowanych terenach. Liczby Kremla już są

dzienniknarodowy.pl 1 час назад
Zdjęcie: Rosja szykuje „wybory” na okupowanych terenach. Liczby Kremla już są


Rosja przygotowuje wrześniowe „wybory” do Dumy Państwowej na okupowanych terenach Ukrainy, a administracja Putina ma żądać frekwencji powyżej 65-70 proc. i co najmniej 70 proc. dla Jednej Rosji. Tak twierdzi Andrij Kowalenko z ukraińskiego centrum antydezinformacyjnego. Stawką jest pozorna legalizacja rabunku ziemi i dalsza presja na Polskę.

Liczby zamiast wolnego wyboru

Rosja znów pokazuje, czym w praktyce jest państwo Putina: urną wyborczą przykrywa przemoc, okupację i policyjną kontrolę. Jak podaje Interia, powołując się na doniesienia Kyiv Post, Andrij Kowalenko, szef Centrum Przeciwdziałania Dezinformacji przy Radzie Bezpieczeństwa Narodowego i Obrony Ukrainy, twierdzi, iż Kreml wyznaczył władzom okupacyjnym oczekiwane parametry wrześniowego głosowania.

Według Kowalenki frekwencja na tymczasowo okupowanych terenach Ukrainy ma przekroczyć 65-70 proc., a Jedna Rosja, partia Władimira Putina, ma dostać co najmniej 70 proc. głosów. Ukraińska agencja UNN również opisuje te liczby jako element planu legalizowania okupacji. W normalnym państwie wynik jest skutkiem głosowania. W rosyjskim systemie ma być częścią polecenia służbowego.

Okupacja ubrana w procedurę

Takie „wybory” nie służą reprezentacji mieszkańców. Mają spełnić funkcję propagandową: pokazać światu i własnemu społeczeństwu, iż zajęte ziemie rzekomo zaakceptowały Moskwę. To stara metoda imperialna. Najpierw wchodzi wojsko, potem administracja, następnie dokument, flaga i urna. Na końcu propaganda mówi, iż wszystko odbyło się zgodnie z wolą ludności.

Kowalenko wskazuje też, iż kampania do Dumy ma przebiegać w atmosferze poparcia dla dalszej wojny. Według ukraińskich doniesień antywojenne Jabłoko miało zostać odsunięte od udziału w wyborach, aby nie zebrało głosów Rosjan zmęczonych konfliktem. To istotny sygnał. Kreml boi się choćby kontrolowanej opozycji, jeżeli mogłaby stać się kanałem sprzeciwu wobec wojny.

Co to oznacza dla Polski

Dla Polski nie jest to odległa kronika zza wschodniej granicy. o ile Moskwa potrafi z góry ustalać wyniki na zajętych terenach, to znaczy, iż traktuje prawo jako dekorację siły. Ten sam reżim prowadzi wojnę, odbudowuje zapasy i zwiększa presję militarną, o czym pisaliśmy przy tekście, iż Rosja produkuje więcej rakiet. Polska musi patrzeć na takie sygnały bez złudzeń.

Nie chodzi wyłącznie o Ukrainę. Rosyjska metoda zawsze idzie dalej, jeżeli nie napotyka twardej bariery. Fałszywe głosowanie ma przykryć bezprawie, a bezprawie na wschodzie Europy gwałtownie staje się problemem polskiego bezpieczeństwa, granicy, budżetu obronnego i polityki sojuszniczej. Naiwność Zachodu kosztuje później kraje frontowe najwięcej.

Wojna trwa także przy urnach

Rosja potrzebuje obrazka legalności, bo sama przemoc nie wystarcza jej do długiego utrzymania narracji. Dlatego okupacyjne administracje dostają zadanie polityczne, a propaganda dostaje liczby, które można pokazać w telewizji. Równolegle trwa wojna kinetyczna, w której Ukraina pozostaje pod ostrzałem rakiet, a cywile płacą za imperialne ambicje Kremla.

Odpowiedź państw zachodnich powinna być prosta: żadnego uznania, żadnej gry w rosyjskie pozory, żadnego udawania, iż administracyjne głosowanie pod okupacją ma cokolwiek wspólnego z wolnym wyborem. Dla Polski to lekcja twardego realizmu. Z Rosją rozmawia się skutecznie dopiero wtedy, gdy wie, iż po drugiej stronie stoi siła, pamięć i interes narodowy, a nie dyplomatyczna łatwowierność.

Źródła: Interia, UNN.

Źródło: Interia Wydarzenia

Читать всю статью