Wadym Skibicki, zastępca szefa ukraińskiego wywiadu wojskowego HUR, ujawnił, iż Rosja przekracza miesięczne plany produkcji najważniejszych typów rakiet. W lipcu miała wyprodukować 87 pocisków Ch-101 przy planie 72 sztuk. Dla Polski to nie jest odległa statystyka z frontu: taki pocisk pod koniec lipca naruszył naszą przestrzeń powietrzną i spadł na Lubelszczyźnie.
Rosyjska fabryka wojny przyspiesza
Wadym Skibicki, zastępca szefa Głównego Zarządu Wywiadu Ministerstwa Obrony Ukrainy, przekazał dane, które brzmią źle dla Kijowa i poważnie dla Warszawy. Jak podał serwis RBK-Ukraina, Rosja wykonuje miesięczne plany produkcji głównych typów uzbrojenia rakietowego na poziomie 110-120 procent. To oznacza, iż rosyjski przemysł zbrojeniowy utrzymuje rytm wojny i w wybranych segmentach potrafi iść ponad plan.
Najbardziej uderza przykład pocisków manewrujących Ch-101. Plan na lipiec zakładał 72 sztuki, a według danych HUR wyprodukowano 87. W przypadku pocisków 3M14 Kalibr plan sierpniowy to 26 sztuk, w lipcu planowano tyle samo, a powstało 29. Skibicki wskazał też, iż wykonanie planu dla pocisków Ch-35 sięgnęło 200 procent.
To są liczby z wojny przemysłowej. Ukraina może zadawać Rosji straty na froncie i uderzać w zaplecze agresora, o czym pisaliśmy przy okazji lipcowych strat rosyjskiej armii, ale Moskwa przez cały czas potrafi zasilać machinę rakietową. Z punktu widzenia Polski najgorszy byłby powrót do złudzenia, iż rosyjskie braki same zatrzymają zagrożenie.
Ch-101 spadł już na terytorium Polski
Ta sprawa ma polski wymiar bardzo konkretny. Pod koniec lipca rosyjski pocisk Ch-101 naruszył polską przestrzeń powietrzną i spadł na Lubelszczyźnie. PAP informowała za wiceministrem obrony Cezarym Tomczykiem, iż była to rosyjska rakieta Ch-101. Według późniejszych ustaleń prokuratury pocisk miał zostać wyprodukowany w drugim kwartale 2026 roku w obwodzie moskiewskim.
To szczegół o dużym znaczeniu. o ile na polskie terytorium spada rakieta wyprodukowana zaledwie kilka miesięcy wcześniej, to nie mówimy tylko o wyczerpywaniu postsowieckich magazynów. Mówimy o bieżącej produkcji państwa, które prowadzi wojnę na Ukrainie i jednocześnie testuje odporność całej wschodniej flanki NATO.
Dlatego polska debata o obronie powietrznej nie może kończyć się na hasłach. Pojedynczy system, choćby bardzo skuteczny, nie zastąpi warstwowej obrony, rozpoznania, amunicji, schronów, procedur i gotowości społeczeństwa. Ten problem pokazywaliśmy już w tekście o tym, iż sam Patriot nie rozwiązuje problemu rosyjskich uderzeń. Państwo, które chce przetrwać w tej części Europy, musi liczyć rakiety przeciwnika równie uważnie jak własne budżetowe obietnice.
Wojna na wyniszczenie i polski rachunek
Rosja stawia na przewagę masy, zaplecza i czasu. To stara metoda imperialna: naciskać długo, zużywać przeciwnika, terroryzować miasta, niszczyć infrastrukturę, wymuszać zmęczenie Zachodu. Dane Skibickiego pokazują, iż Moskwa nie zrezygnowała z tej kalkulacji. Przeciwnie, szuka takiego tempa produkcji, które pozwoli regularnie uderzać na Ukrainie i utrzymywać presję polityczną na Europę.
Dla Polski wniosek jest prosty. Pomoc Ukrainie musi być podporządkowana polskiemu interesowi bezpieczeństwa, a nie modzie salonów brukselskich. Silna Ukraina wiąże część rosyjskich zasobów, ale polska obrona nie może być zastępczym projektem Kijowa, Waszyngtonu ani Brukseli. Musimy budować własną zdolność odstraszania, własną produkcję, własne zapasy i własne procedury ochrony ludności.
W tej sprawie nie ma miejsca na letniość. jeżeli Rosja zwiększa produkcję rakiet, Polska powinna zwiększać tempo decyzji obronnych. jeżeli Moskwa potrafi w kilka miesięcy dostarczyć na front nowy pocisk Ch-101, Warszawa nie może przez lata grzęznąć w przetargach, sporach kompetencyjnych i konferencyjnej propagandzie sukcesu.
Twardy realizm zamiast uspokajania
Skibicki ocenił, iż Rosja raczej nie zrobi długiej pauzy w ostrzałach. To znaczy, iż Ukraina będzie dalej żyła pod presją nalotów, a Polska będzie dalej sąsiadowała z wojną, która potrafi fizycznie przekroczyć naszą granicę. Nie intencje polityków są tu najważniejsze, ale fakty: produkcja, zapasy, trajektorie, czas reakcji, odporność infrastruktury.
Polski interes narodowy wymaga chłodnego wniosku. Trzeba wspierać osłabianie rosyjskiej machiny wojennej na Ukrainie, ale jeszcze bardziej trzeba wzmacniać własne państwo. Obrona powietrzna, przemysł zbrojeniowy, służby, cywilna odporność i jasna komunikacja z obywatelami to nie dodatki do polityki. To warunek wolności.
Rosja rozumie siłę i koszt. o ile Zachód będzie odpowiadał komunikatami, Moskwa odpowie kolejną serią rakiet. o ile Polska potraktuje ostrzeżenie poważnie, może uniknąć najgorszego scenariusza: sytuacji, w której dopiero następny pocisk nad naszym terytorium obudzi klasę polityczną z wygodnego snu.
Źródło: Interia Wydarzenia; RBK-Ukraina; Ukrinform; PAP.
Źródło: Interia Wydarzenia





![Białoruscy specjalsi polecieli do Chin. Będą ćwiczyć walkę w mieście i działania z dronami [+FOTO]](https://kresy.pl/wp-content/uploads/2026/08/Vidpravka-do-Kytayu-1-.jpg)










