Rosyjska kampania dezinformacyjna w Polsce wyraźnie przyspieszyła po sporze Warszawy z Kijowem o pamięć Wołynia: według analizy PISM przywołanej przez Reuters antyukraińskie treści po polsku wzrosły o ponad 250 proc. To realny test odporności państwa, bo Kreml uderza w polskie emocje i bezpieczeństwo.
Kreml żeruje na prawdziwym sporze
Rosyjska kampania dezinformacyjna w Polsce wyraźnie przyspieszyła po sporze Warszawy z Kijowem o pamięć Wołynia: według analizy PISM przywołanej przez Reuters antyukraińskie treści po polsku wzrosły o ponad 250 proc. To realny test odporności państwa, bo Kreml uderza w polskie emocje i bezpieczeństwo.
Reuters podał 14 sierpnia, iż rosyjska operacja w polskiej sieci wykorzystuje napięcie między Warszawą a Kijowem dotyczące zbrodni wołyńskiej. Chodzi o temat dla Polaków święty: pamięć o około 100 tysiącach ofiar mordów z lat 1943-1945. Tego nie wolno zamiatać pod dywan w imię dyplomatycznej wygody.
I właśnie dlatego trzeba nazwać rzecz precyzyjnie. Polska ma prawo domagać się prawdy, ekshumacji, godnego upamiętnienia i wzajemności w relacjach z Ukrainą. Moskwa próbuje jednak zrobić z tej słusznej pamięci narzędzie własnej wojny. To cyniczne, ale typowe: Kreml nie rozwiązuje polskich problemów, tylko dolewa paliwa tam, gdzie państwo i elity zbyt długo zostawiały sprawy bez uczciwego załatwienia.
Ponad 250 proc. więcej treści
Według Reutersa analiza Polskiego Instytutu Spraw Międzynarodowych objęła polskojęzyczne treści w serwisach X, Facebook, Instagram, TikTok i YouTube. Po decyzji Wołodymyra Zełenskiego o nazwaniu ukraińskiej jednostki wojskowej imieniem formacji kojarzonej ze sprawcami mordów na Polakach liczba antyukraińskich treści w języku polskim miała wzrosnąć o ponad 250 proc.
Wiceminister cyfryzacji Paweł Olszewski powiedział agencji, iż dezinformacja rosyjska po tym sporze eksplodowała w mediach społecznościowych i w oficjalnych kanałach rosyjskich, w tym na Telegramie. Filip Bryjka z PISM wskazał natomiast, iż znaczna część wzrostu wyglądała na sztucznie wygenerowaną przez boty. Mechanizm jest prosty: najpierw podbija się emocje, potem udaje się, iż cała Polska mówi jednym, rozpalonym głosem.
To powinno interesować nie tylko resort cyfryzacji. To sprawa kontrwywiadowcza, polityczna i społeczna. Ostatnie sprawy, w których w Polsce pojawia się rosyjski ślad, od sabotażu po działania hybrydowe, pokazują, iż Rosja traktuje nasze państwo jako teren operacji, nie jako neutralnego obserwatora wojny.
Polskie racje bez rosyjskiego podszeptu
Najgroźniejsza część tej operacji polega na tym, iż propaganda nie zawsze musi kłamać wprost. Często bierze prawdziwy fakt, prawdziwą krzywdę i prawdziwe zaniedbanie, a następnie narzuca interpretację wygodną dla Moskwy. Spór o Wołyń jest realny. Zmęczenie częścią polityki wobec uchodźców i świadczeń też istnieje. Problem zaczyna się wtedy, gdy polska debata ma iść rytmem dyktowanym przez rosyjskie konta, boty i kanały wpływu.
Reuters przypomina sondaże IBRiS: 33,6 proc. respondentów miało zadeklarować pogorszenie stosunku do Ukraińców po sporze o pamięć wojenną, a poparcie dla dalszej pomocy wojskowej dla Ukrainy spadło do 52 proc. z 78 proc. w 2022 roku. To dane, których nie wolno lekceważyć. Państwo musi je traktować jako sygnał, iż Polacy chcą polityki poważnej, opartej na rachunku narodowym, a nie na moralnym szantażu ani na rosyjskim podgrzewaniu ulicy.
Dlatego relacje z Ukrainą muszą opierać się na wzajemności. Polska pomoc w wojnie z Rosją nie może oznaczać milczenia o Wołyniu. Polska pamięć o Wołyniu nie może zaś stawać się prezentem dla Kremla. Między tymi zdaniami nie ma sprzeczności. Jest polski interes.
Wybory i bezpieczeństwo Polaków
Rosyjska operacja ma jeszcze jeden cel: wybory parlamentarne w 2027 roku. Reuters wskazuje, iż polityka wobec Ukraińców może stać się jednym z ważnych tematów kampanii. To oczywiste. W Polsce przebywa według ekspertów cytowanych przez agencję około 1,8-1,9 mln migrantów z Ukrainy, a do tego dochodzą spory o import zboża, świadczenia, rynek pracy i pamięć historyczną.
Demokratyczna debata o tych sprawach jest konieczna. Polacy mają prawo pytać o koszty, zasady pobytu, bezpieczeństwo, obowiązki państwa i ochronę własnego rynku. Rządzący nie mogą odpowiadać etykietą, iż każda krytyka jest prorosyjska. Takie lekceważenie obywateli samo tworzy podatny grunt dla obcych operacji.
Ale prawica narodowa powinna być tu szczególnie trzeźwa. o ile Moskwa próbuje wejść między Polaków i Ukraińców, to nie dlatego, iż troszczy się o pamięć polskich ofiar. Robi to, bo chce osłabić zaplecze państwa, które jest dla Rosji przeszkodą na drodze do dominacji w regionie. Ukraina pod rosyjskim ostrzałem pozostaje elementem naszego bezpieczeństwa, choćby jeżeli nasze rachunki z Kijowem muszą być stawiane twardo.
Odpowiedź: państwo, pamięć, realizm
Polska odpowiedź nie może być ani naiwna, ani histeryczna. Potrzebne są szybkie działania służb wobec sieci botów, przejrzysta polityka migracyjna, uczciwe rozliczenie kosztów pomocy oraz twarda polityka historyczna wobec Kijowa. To są zadania państwa, które chce być suwerenne.
Kreml liczy, iż Polacy dadzą się zamknąć w fałszywym wyborze: albo bezwarunkowa uległość wobec Kijowa, albo emocja pchana przez rosyjską propagandę. Nie musimy wybierać żadnej z tych dróg. Polska racja stanu jest trzecia: pamiętać o swoich ofiarach, pilnować własnych granic interesu i nie pozwolić Moskwie pisać scenariusza polskiej debaty.
Źródło: Reuters, WP Wiadomości
Źródło: WP Wiadomości














