Rosyjski wiceminister spraw zagranicznych Michaił Galuzin oświadczył 29 sierpnia, iż Moskwa zareaguje „zdecydowanie i bez zwłoki”, jeżeli sytuacja w Naddniestrzu się pogorszy. Jako uzasadnienie wskazał ochronę rosyjskich obywateli i „rodaków” w separatystycznym regionie Mołdawii. To groźba wymierzona w suwerenność Kiszyniowa i bezpieczeństwo całej wschodniej Europy.
Moskwa zapowiada natychmiastową reakcję
Rosyjski wiceminister spraw zagranicznych Michaił Galuzin zapowiedział, iż Rosja ma gwarantować ochronę swoim obywatelom oraz osobom określanym przez Kreml jako „rodacy” w Naddniestrzu. W razie pogorszenia sytuacji Moskwa ma zareagować „zdecydowanie i bez zwłoki”. Nie sprecyzował, jakie działania Rosja uznałaby za eskalację ani jaką formę miałaby przybrać odpowiedź.
Ta niejasność jest częścią politycznego nacisku. Kreml pozostawia sobie szerokie pole do interpretacji, a zarazem wysyła ostrzeżenie władzom Mołdawii. Państwo nie może swobodnie wykonywać swoich praw na własnym terytorium, jeżeli obce mocarstwo z góry zastrzega sobie możliwość interwencji według nieokreślonych kryteriów.
Separatystyczny region jako narzędzie presji
Naddniestrze jest uznawane przez społeczność międzynarodową za część Mołdawii. Separatystyczny region na lewym brzegu Dniestru utrzymał faktyczną odrębność po wojnie z 1992 roku dzięki wsparciu Rosji. Na jego obszarze przez cały czas znajdują się rosyjscy żołnierze i magazyny amunicji. Sama Rosja formalnie nie uznała niepodległości tego parapaństwa.
Mołdawia od lat żąda wycofania rosyjskiego personelu i uzbrojenia. Polski Instytut Spraw Międzynarodowych przypomina, iż Moskwa nie wykonała zobowiązania dotyczącego ewakuacji sił i amunicji, przyjętego na szczycie OBWE w Stambule w 1999 roku. Rosyjskie słowa o ochronie mieszkańców brzmią więc w miejscu, w którym Rosja sama podtrzymuje wojskowy i polityczny problem.
Mechanizm lawirowania Naddniestrza między Rosją, Ukrainą i Unią Europejską opisaliśmy szerzej w analizie gospodarczych oraz politycznych interesów regionu. Nie jest to zamrożony konflikt całkowicie oderwany od teraźniejszości. Leży przy granicy z Ukrainą i może służyć Moskwie do wiązania uwagi Kiszyniowa, Kijowa oraz państw NATO na wschodniej flance.
Rosyjska doktryna pod płaszczem ochrony
Odwołanie do obywateli i „rodaków” ma w rosyjskiej polityce znaczenie większe niż troska konsularna. Kreml używa takiego języka, aby uzasadniać szczególne prawa wobec obszarów należących do innych państw. W praktyce to próba ustawienia rosyjskiego paszportu ponad granicami i suwerennością sąsiadów.
O bezpieczeństwie mieszkańców Naddniestrza powinny decydować rozwiązania pokojowe, prawa człowieka i porozumienie respektujące integralność Mołdawii. Groźba interwencji utrwala zależność regionu od Moskwy. Nie daje trwałego bezpieczeństwa ludziom żyjącym po obu stronach Dniestru.
Stawka dla Polski
Polska nie graniczy z Mołdawią, ale skutki rosyjskiej polityki stref wpływów dotyczą nas bezpośrednio. Każde przyzwolenie na warunkową suwerenność mniejszego państwa wzmacnia model, który Kreml próbuje narzucać także na Ukrainie. Rosja chce być sędzią tego, co wolno jej sąsiadom, oraz samozwańczym gwarantem porządku, który sama destabilizuje.
Warszawa powinna wspierać integralność terytorialną Mołdawii, odporność jej instytucji i pokojową reintegrację regionu. Potrzebny jest realizm, nie rusofilska naiwność. Dla Polaków stawką jest bezpieczeństwo wschodniej flanki i zasada, iż granic w Europie nie wolno zmieniać groźbą ani wojskową obecnością.
Źródła: Kresy.pl, Polski Instytut Spraw Międzynarodowych, Ministerstwo Spraw Zagranicznych Mołdawii.
Źródło: Kresy.pl














