Rakieta nad Polską. Poglądy, komentarze, opinie

angora24.pl 6 часы назад

CEZARY TOMCZYK, wiceminister obrony narodowej:

„Możemy z pełną odpowiedzialnością potwierdzić, iż była to rosyjska rakieta Ch-101, zdolna choćby przenosić głowice jądrowe, która wybuchła przy zderzeniu z ziemią. Potencjalnie bardzo niebezpieczna”.

MARCIN KIERWIŃSKI, minister spraw wewnętrznych i administracji:

„Natychmiast wdrożono procedurę SPO13 i uruchomiono syreny alarmowe jako najszybszy sposób informowania o zagrożeniu. Trwało ono około 13 minut”.

JAROSŁAW KACZYŃSKI, prezes PiS:

„Sytuacja jest bardzo poważna! Kolejny rosyjski pocisk na terenie Polski, a służby podległe rządowi nie reagują. Nie tylko nie było ostrzeżeń dla mieszkańców, ale także nie zadysponowano na czas służb na miejsce zdarzenia… O wszystkim dowiedzieliśmy się nie od instytucji państwowych, ale od dziennikarzy, którzy jako pierwsi byli na miejscu. To kompromitacja! Państwo Tuska zawiodło na całej linii. Dzisiaj nikt nie może czuć się bezpiecznie”.

DONALD TUSK, premier:

„Wczoraj w nocy, podczas masowego ataku rakietowego na Ukrainę, jedna z rakiet manewrujących Ch-101 naruszyła polską przestrzeń powietrzną i spadła 50 km od miasta Lublin. Rakieta była uzbrojona. Z dużym prawdopodobieństwem była rosyjska. Chciałbym podziękować wszystkim przywódcom UE i NATO za ich solidarność i gotowość do pomocy. Byliśmy gotowi do zestrzelenia tej rakiety w przypadku, gdyby kontynuowała swój lot. Musimy wprowadzić zasadę, iż po odwołaniu zagrożenia trzeba wysłać uspokajające SMS-y do ludzi”.

Gen. TOMASZ DREWNIAK, były inspektor Sił Powietrznych:

„W czasie pokoju nie strzela się systemami naziemnymi do celów powietrznych, z tego powodu, iż nie wiadomo tak naprawdę, co leci. Może wlecieć cywilny samolot, awionetka, są dziesiątki wariantów. Dlatego potrzebny jest pilot samolotu, który na końcu musi dokonać identyfikacji, żebyśmy mieli pewność, co to jest. Dopiero wtedy można wydać zgodę na otwarcie ognia. Jesteśmy w czasie pokoju. Wojna toczy się obok nas, ale nie u nas. Nie strzelamy do wszystkiego, co się rusza w naszej przestrzeni powietrznej”.

KRZYSZTOF WIEJAK, dziennikarz:

„Alarm budzi mnie – jak tysiące mieszkańców Lublina – nad ranem. Odruchowo sięgam po telefon – jest godz. 3.50. Zaczynam szukać informacji, dlaczego syreny głośno wyją. Na lokalnych portalach cisza, to samo w mediach społecznościowych urzędów. Dzwonię na nr 112. Tam dowiaduję się, iż jest ogłoszony alarm powietrzny, ale po szczegóły mam dzwonić pod nr 987 – do Wojewódzkiego Centrum Zarządzania Kryzysowego. Więc dzwonię. Na połączenie czekam dobre kilka minut, w międzyczasie wciąż sprawdzam internet. Widzę, iż nie tylko ja. W serwisie X o godz. 4.11 portal lublin112.pl, dla którego wypadki i zdarzenia to chleb powszedni, zaczepia Lubelski Urząd Wojewódzki: «W Lublinie przed godz. 4 zawyły syreny.@LUWLublin może jakiś komunikat?»”.

KRZYSZTOF BERENDA, dziennikarz:

„Służby MSWiA spisały się w Lublinie na medal. Obudziły ludzi syrenami w środku nocy, nie udzielając jednak żadnej informacji, co się dzieje. Czy to realne zagrożenie? Czy coś leci? Żadnego SMS-a z informacją/ alertem. I jak ludzie mają to traktować poważnie?”.

KAROLINA GAŁECKA, rzeczniczka prasowa MSWiA:

„Podjęto działania w zakresie uruchomienia wysyłki alertu RCB. Został on wstrzymany w związku z odwołaniem zagrożenia z powietrza. Zgodnie z procedurą – i taka sytuacja miała miejsce dzisiejszej nocy – o ile istnieje zagrożenie z powietrza, Centrum Operacji Powietrznych Wojska Polskiego informuje odpowiednio służby o takim zagrożeniu. Zgodnie z procedurą natychmiastowo wojewoda, samorząd, podjął decyzję o włączeniu sygnałów alarmowych. Informacja została wysłana do głównych mediów (…), było planowane wysłanie alertu RCB, natomiast zgodnie z tym, iż Centrum Operacji Powietrznych odwołało zagrożenie z powietrza, RCB podjęło decyzję, iż ten alert nie będzie wysłany”.

Gen. ROMAN POLKO:

„Rosja prowadzi ataki tuż przy granicy Polski, zastrasza, sprawdza nasze procedury i testuje systemy obrony. Nic tak nie pobudza strachu, paniki i niepewności oraz nie podważa wiarygodności państwa jak brak informacji. Nie można się w taki sposób komunikować. Informacja powinna być konkretna i precyzyjna. Mówić, co nadlatuje i z jakiego kierunku oraz o jakiej porze dotrze do konkretnego miejsca i co powinni robić obywatele. Rzeczywistość nie nagnie się do naszych planów operacyjnych. To my musimy przetestować nasze plany w praktyce”.

Gen. broni (rez.) dr JAROSŁAW GROMADZIŃSKI, szef Defence Institute:

„Dla mnie zaskakujące jest, iż wciąż działamy chaotycznie. Przypomnę zdarzenie z września zeszłego roku, gdzie mieliśmy 22 drony, które przekroczyły naszą granicę. Użyliśmy też pary dyżurnej [myśliwców], choćby F-35, który sławetną rakietą prawie za milion dolarów strzela do drona, który jest wart tysiąc. I czego się nauczyliśmy przez ten czas? Co się zmieniło? Dlaczego rakieta wlatuje z Ukrainy? Co nie powinno być dla nas zaskoczeniem, bo samoloty co drugi dzień podnosimy i widzimy te wszystkie ataki Rosji na Ukrainę. Co się takiego zmieniło, iż ta rakieta wlatuje aż na 100 km w głąb Polski? [System alarmowy] oceniam bardzo źle. Mamy już prawie dwa lata, jak funkcjonuje ustawa o ochronie ludności i obronie cywilnej. Ona wyszła w grudniu 2024 r. Pół roku czekaliśmy na rozporządzenia. I tak naprawdę co to zmieniło? Wydajemy prawie 11 mld zł, z tego 5,5 mld zł z budżetu MON, na obronę cywilną i nie widzę efektu”.

SŁAWOMIR MENTZEN, Konfederacja:

„Alert RCB u nas służy tylko do informowania o prognozie pogody, która i tak się nie sprawdza, a gdy rzeczywiście coś się dzieje, nikt nie pomyśli, żeby go wykorzystać”.

DARIUSZ STANDERSKI, wiceminister cyfryzacji:

„System powiadamiania o zagrożeniach wymaga korekty. Użycie syreny jest najskuteczniejszym sposobem ostrzegania. Najszybciej dotrze do nas dźwięk syreny. Wszystkie informacje, czy to przez internet, czy SMS-em, dotrą do nas siłą rzeczy później”.

MARIUSZ MARSZAŁKOWSKi, Defence24:

„System powiadamiania jest archaiczny. Jest dostosowany do zagrożeń, które były 80, 90 lat temu, kiedy pojawiło się w ogóle lotnictwo, kiedy gdzieś na opłotkach miast czy obiektów były ustawiane punkty obserwacyjne obrony przeciwlotniczej, informującej w głąb lądu dyżury o tym, iż trzeba uruchomić syreny przeciwlotnicze, i wtedy rzeczywiście to miało sens. Kiedy te bombowce leciały, długo, głośno i można było je w miarę gwałtownie zidentyfikować. Nowe urządzenia są wyposażone choćby w możliwość głosowego przekazywania informacji, a z tego się nie korzysta. Nie korzysta się z informowania poprzez aplikację, bo takiej w Polsce nie ma. choćby powiadamianie SMS-owe nie funkcjonuje tak jak powinno, co pokazują różne przykłady SMS-ów od RCB dotyczące wszystkiego, tylko nie tego, co rzeczywiście jest najważniejsze. Mam nadzieję, iż to jest dobra lekcja, żeby poprawić ten system, iż w MSWiA teraz tęgie głowy siedzą i działają nad tym, żeby jednak ten system usprawnić i wprowadzić te mechanizmy, które przez 4,5 roku nie zostały wprowadzone”.

Kpt. MACIEJ LISOWSKI, ekspert od spraw wojskowości:

„Aplikacja Deep State na Ukrainie jak najbardziej informuje, tam jest pozycjonowanie geograficzne, gdzie w danym momencie są alarmy powietrzne i tym podobne. Każdorazowo jadąc na Ukrainę, mam ją odpaloną na telefonie i dostaję ostrzeżenia w danych obszarach. Polscy informatycy na pewno są w stanie dość gwałtownie tego typu aplikację przygotować”.

Читать всю статью