Marcin Przydacz i rzecznik MSZ Maciej Wewiór 3 września ponownie starli się o jakość dokumentów dotyczących zagranicznej kandydatury dyplomatycznej. Szef prezydenckiego Biura Polityki Międzynarodowej odpowiedział resortowi: „Nie jesteście listonoszem”. Kandydat ma jednak zostać zaakceptowany. Dla Polski spór oznacza kolejną odsłonę chaosu między Pałacem Prezydenckim a MSZ.
MSZ odpowiada na zarzut o dokumenty
Spór zaczął się od pisma dotyczącego kandydata na szefa zagranicznej placówki. Marcin Przydacz zarzucił Ministerstwu Spraw Zagranicznych, iż przekazało do Kancelarii Prezydenta dokumentację z fotografią tak złej jakości, iż trudno było rozpoznać przedstawioną osobę. Wcześniejszy etap tej sprawy, wraz z zapowiedzią akceptacji kandydata, opisaliśmy w osobnym materiale.
Rzecznik MSZ Maciej Wewiór odpowiedział, iż resort przekazał materiały otrzymane od przedstawicielstwa obcego państwa i nie ingerował w ich treść. Sugerował również sprawdzenie urządzeń kopiujących oraz obiegu dokumentów po stronie Kancelarii Prezydenta. Zaznaczył, iż do wniosku o agrément nie trzeba dołączać fotografii.
„Nie jesteście listonoszem”
Przydacz odrzucił to wyjaśnienie. Podkreślił, iż pod pismem podpisało się polskie Ministerstwo Spraw Zagranicznych, więc resort odpowiada za dokument, który kieruje do głowy państwa. jeżeli materiały otrzymane od zagranicznej placówki zawierają błędy albo są nieczytelne, MSZ powinno wystąpić o ich poprawienie. Wtedy padły słowa: „Nie jesteście listonoszem”.
Wewiór oskarżył z kolei Pałac Prezydencki o wywoływanie taniej sensacji i szkodzenie relacjom dyplomatycznym. Apelował też, by nie prowadzić publicznej dyskusji o procedurze agrément przed jej zakończeniem. Ta uwaga ma sens proceduralny, ale nie usuwa zasadniczego pytania: kto sprawdził dokument przed wysłaniem go do prezydenta i dlaczego spór trzeba było rozstrzygać publicznie.
Kandydat zostanie zaakceptowany
Najważniejsza informacja dla funkcjonowania placówki jest pozytywna. Przydacz potwierdził, iż kandydat nie budzi zastrzeżeń Karola Nawrockiego i zostanie zaakceptowany. Nazwiska tej osoby ani państwa, którego dotyczy procedura, nie ujawniono.
To rozstrzygnięcie pokazuje zarazem, iż Pałac nie blokuje każdej kandydatury automatycznie. Potrafił oddzielić ocenę człowieka od krytyki sposobu przygotowania pisma. Tym bardziej niezrozumiałe jest przerzucanie odpowiedzialności między instytucjami, które powinny współdziałać w sprawach reprezentowania Rzeczypospolitej.
Konstytucja w art. 133 powierza prezydentowi mianowanie i odwoływanie pełnomocnych przedstawicieli Polski, a także przyjmowanie listów uwierzytelniających. Rada Ministrów prowadzi politykę zagraniczną, ale nie może traktować udziału głowy państwa jak technicznej formalności. Prezydent również musi działać sprawnie i rozpatrywać wnioski bez zbędnej zwłoki.
Dyplomacja wymaga powagi państwa
Polska potrzebuje obsadzonych placówek, czytelnego podziału odpowiedzialności i zawodowej służby zagranicznej. Sprawa słabej kopii może wyglądać błaho, ale ujawniła poważniejszą chorobę: brak zaufania i sprawnego kanału roboczego między MSZ a Kancelarią Prezydenta. Spór o model prezydentury i zakres aktywności głowy państwa ma dziś bezpośrednie przełożenie na politykę zagraniczną.
W czasie rosyjskiego zagrożenia i ostrej rywalizacji o interesy w Europie Polska nie może tracić energii na publiczną wojnę urzędów. Odpowiedzialność za dokumenty trzeba ustalić, procedurę naprawić, a konstytucyjne organy zmusić do rzeczowej współpracy. Stawką jest wiarygodność Rzeczypospolitej i bezpieczeństwo Polaków, nie dobre samopoczucie partyjnych zapleczy.
Źródło: Wirtualna Polska, publiczne wypowiedzi Marcina Przydacza i Macieja Wewióra
Źródło: WP Wiadomości














