Polski trop po ataku drona w Lipsku. To lekcja dla naszych służb

dzienniknarodowy.pl 8 часы назад
Zdjęcie: Polski trop po ataku drona w Lipsku. To lekcja dla naszych służb


Ładunek wybuchowy z drona, który w nocy z 4 na 5 sierpnia uderzył w ukraińskiego Antonowa na lotnisku Lipsk/Halle, mógł wcześniej przejść przez Polskę. Według mediów śledczy badają związek z sabotażem DHL z 2024 roku. Dla Polski to sygnał: wojna hybrydowa sprawdza nasze zaplecze logistyczne.

Dron nie był zwykłym incydentem

Sprawa Lipska zaczęła się jak kolejna informacja o dronie przy lotnisku. Po kilku dniach widać jednak znacznie więcej. Dziennik Narodowy pisał już o uderzeniu drona w Antonowa w Lipsku, ale nowe ustalenia przesuwają ciężar sprawy na pytanie o europejską logistykę wojskową i polskie bezpieczeństwo.

Według Deutsche Welle, powołującej się na Die Zeit, monitoring miał pokazać obiekt lecący wprost w stronę ukraińskiego samolotu transportowego. Dron uderzył w skrzydło Antonowa około godziny 19.30, odbił się i spadł na ziemię. Ładunek nie eksplodował. Gdyby detonacja nastąpiła przy zbiornikach paliwa, Europa mówiłaby dziś o katastrofie, a nie o incydencie.

Ślad DNA i sprawa DHL

Euronews podał, iż na dronie zabezpieczono ślady DNA, a trop może prowadzić na Litwę. Ten wątek jest ważny, ponieważ śledczy łączą profil z atakiem na centrum logistyczne DHL w Lipsku z 20 lipca 2024 roku. W tamtej sprawie ładunek w paczce eksplodował na ziemi. Według litewskiej prokuratury chodziło o sabotaż koordynowany przez obywateli Federacji Rosyjskiej powiązanych z wojskowymi służbami specjalnymi tego państwa.

Tu pojawia się polski trop. Kresy.pl, powołując się na Gazetę Wyborczą, informują, iż pojemnik z materiałem wybuchowym mógł wcześniej trafić do Polski. Podobne pojemniki miał w 2024 roku przywieźć z Litwy 27-letni Ukrainiec zwerbowany przez rosyjski wywiad wojskowy. Polskie służby mają czekać na oficjalne potwierdzenie związku obu spraw.

Polska nie jest bocznym korytarzem

To jest sedno. Polska nie może traktować takich wiadomości jak niemieckiego problemu z lotniskową ochroną. Lipsk jest jednym z punktów zaplecza dla transportów wojskowych na Ukrainę, a nasz kraj leży na trasach, które dla Moskwy są naturalnym celem rozpoznania, prowokacji i sabotażu. jeżeli ładunek rzeczywiście przeszedł przez Polskę, mamy do czynienia z testem naszych procedur, granic, magazynów i transportu.

Państwo poważne nie czeka, aż obcy prokurator przyśle mu gotowy raport. Państwo poważne sprawdza własne łańcuchy dostaw, ruch przesyłek, skrytki, magazyny i kontakty ludzi, którzy mogli działać jako kurierzy. Rosja od lat korzysta z cudzych paszportów, cudzych firm i cudzych zaniedbań. Tak wygląda wojna hybrydowa: bez wypowiedzenia wojny, za to z realnym ryzykiem ofiar.

Bezpieczeństwo zamiast uspokajania

Nie wolno też robić z tej sprawy wygodnej politycznej mgły. jeżeli winne są rosyjskie służby, trzeba to wykazać dowodami i nazwać. jeżeli polskie procedury zawiodły, trzeba je poprawić. o ile jakiś ładunek był przewożony przez nasze terytorium, opinia publiczna ma prawo wiedzieć, czy była to luka jednostkowa, czy element szerszej siatki.

Polski interes narodowy wymaga zimnej głowy i twardej ręki. Pomoc dla Ukrainy nie może oznaczać lekkomyślności na polskim terytorium. Sojusze mają sens wtedy, gdy wzmacniają bezpieczeństwo Polaków. Gdy Polska staje się zapleczem logistycznym wojny, musi być również państwem kontrwywiadowczo twardym. Inaczej przeciwnik będzie traktował nasze drogi, terminale i magazyny jak otwarte pole do prób.

Źródło: Kresy.pl, Gazeta Wyborcza, Deutsche Welle, Euronews, WP Wiadomości.

Źródło: Kresy.pl

Читать всю статью