Polska szykuje czołgi z dronami. Armia musi widzieć dalej niż wróg

dzienniknarodowy.pl 3 часы назад
Zdjęcie: Polska szykuje czołgi z dronami. Armia musi widzieć dalej niż wróg


Gen. bryg. Grzegorz Potrzuski zapowiedział 15 sierpnia w Defence24, iż każdy czołg i BWP ma dostać drony, sensory i systemy Counter-UAS, a Polska rozwija też zdolności rażenia na ponad 1000 km. Stawką jest przeżycie żołnierzy, przewaga rozpoznania i realne odstraszanie Rosji.

Dron przy czołgu przestaje być dodatkiem

Gen. bryg. Grzegorz Potrzuski, szef Zarządu Planowania i Programowania Rozwoju Sił Zbrojnych P5 Sztabu Generalnego WP, w rozmowie z Defence24 zapowiedział nasycenie czołgów i bojowych wozów piechoty dronami, sensorami oraz systemami Counter-UAS. To kierunek zgodny z brutalną lekcją wojny na Ukrainie: kto nie widzi pola walki, ten ginie pierwszy.

Dla Polski to nie jest techniczna ciekawostka dla wojskowych specjalistów. To sprawa życia polskich żołnierzy i bezpieczeństwa państwa. Rosja pokazała, iż masowo używane drony potrafią tropić pojazdy, wskazywać cele artylerii i atakować pojedyncze załogi. Armia, która chce przetrwać, musi mieć własne oczy w powietrzu i osłonę przed oczami przeciwnika.

Właśnie dlatego wcześniejsze teksty o tym, iż Wojsko Polskie rośnie w siłę, trzeba czytać razem z pytaniem o jakość tej siły. Sama liczba żołnierzy i zakupionych platform nie wystarczy. Liczy się zdolność wykrycia, uderzenia, zakłócenia i wycofania załogi zanim wróg zareaguje.

Model 44 i nowa struktura batalionu

Tę zmianę widać w koncepcji Modelu 44. Jak mówił gen. Potrzuski w rozmowie opublikowanej przez Polskę Zbrojną, w wybranych batalionach 12 Brygady Zmechanizowanej i 17 Wielkopolskiej Brygady Zmechanizowanej testowane są nowe struktury organizacyjne. Jedną z czterech kompanii bojowych zastąpiono kompanią bezzałogowych systemów uzbrojenia.

Efekt jest konkretny: liczba wozów bojowych w batalionie spada z 58 do 44, ale 14 wozów ma zostać zastąpionych setkami systemów bezzałogowych, w tym amunicją krążącą zdolną do precyzyjnego rażenia celów na dystansie do 30 km. To jest zmiana myślenia. Mniej stalowej masy w jednym miejscu, więcej rozpoznania, uderzenia i elastyczności.

Nie wolno jednak pomylić tej reformy z modą na drony. Bezzałogowce nie zastąpią żołnierza, dowódcy ani pancerza. Mają dać batalionowi dłuższe ramię i lepszy wzrok. To ma znaczenie zwłaszcza dla państwa frontowego, które nie może pozwolić sobie na luksus zachodnich debat oderwanych od mapy. Polska leży tam, gdzie błędy w obronności płaci się krwią.

Obrona przed dronami przy każdym wozie

Najważniejsza część zapowiedzi dotyczy nie tylko własnych bezzałogowców, ale także ochrony przed dronami przeciwnika. Polska Zbrojna przytoczyła słowa gen. Potrzuskiego, iż wszystkie wozy bojowe batalionu mają zostać wyposażone w systemy wykrywania i zakłócania dronów. To oznacza warstwową obronę, a nie symboliczny pododdział antydronowy stojący gdzieś obok.

Doświadczenia z frontu są tu bezlitosne. Pojazd bez osłony, bez zagłuszania i bez świadomości sytuacyjnej staje się celem dla taniego środka rażenia. W tej logice choćby najdroższy czołg potrzebuje taniego drona rozpoznawczego, pasywnej ochrony i systemów walki elektronicznej. Nowoczesna armia nie może traktować elektroniki jak dodatku montowanego po paradzie.

Dlatego tekst o tym, iż drony pojawiają się na Święto Wojska Polskiego, nie jest wyłącznie opowieścią o defiladzie. To sygnał, iż bezzałogowce wchodzą do normalnego języka armii. Teraz najważniejsze jest tempo wdrożenia w jednostkach, szkolenie załóg i krajowa zdolność produkcji oraz serwisowania.

Ponad 1000 km to polityka odstraszania

Drugi wymiar sprawy to daleki zasięg. Defence24 już w tytule rozmowy wskazał, iż Polska szykuje uderzenia na ponad 1000 km. W praktyce chodzi o zmianę filozofii: państwo nie może liczyć wyłącznie na obronę własnej granicy centymetr po centymetrze. Musi mieć zdolność zadania przeciwnikowi kosztu tak wysokiego, by atak przestał mu się opłacać.

To jest realizm narodowy w obronności. Polska nie potrzebuje pustych gestów ani uzależnienia od obcych obietnic. Potrzebuje własnych zdolności: rozpoznania, artylerii, rakiet, dronów, odpornej logistyki i przemysłu, który potrafi uzupełniać straty. Sojusze są ważne, ale żaden sojusznik nie zastąpi państwa, które samo potrafi walczyć.

Komunikat MON z 16 maja 2025 r. przypomina, iż gen. Potrzuski został wyznaczony na szefa P5 Sztabu Generalnego WP z dniem 19 maja 2025 r. To ważne, bo mówimy nie o publicystycznej opinii, ale o kierunku planowania rozwoju Sił Zbrojnych.

Suwerenność zaczyna się od zdolności

Polska prawica powinna patrzeć na te zapowiedzi trzeźwo. Dobrze, iż armia mówi językiem doświadczeń frontu. Dobrze, iż drony, sensory i Counter-UAS schodzą z poziomu prezentacji do poziomu batalionu. Ale każda zapowiedź musi zostać dowieziona w sprzęcie, szkoleniu, magazynach części, amunicji i etatach.

Stawka jest większa niż wojskowa modernizacja. To pytanie, czy polskie państwo potrafi wyciągać wnioski szybciej niż przeciwnik. jeżeli tak, zyskujemy czas, odstraszanie i większą szansę, iż wojna ominie nasze granice. jeżeli nie, zostaną nam defilady, komunikaty i spóźnione zakupy. A historia uczy, iż naród położony między Niemcami a Rosją nie ma prawa do strategicznej lekkomyślności.

Źródło: Defence24, Polska Zbrojna, Ministerstwo Obrony Narodowej.

Źródło: Defence24

Читать всю статью