Polska 3 września przekazała ambasadorowi Rosji Gieorgijowi Michno kategoryczny protest przeciw rosyjskiemu terroryzmowi państwowemu i eskalacji operacji hybrydowych w Polsce, Niemczech oraz innych państwach. Warszawa wskazała wprost na działania Kremla. Dla Polaków stawką jest bezpieczeństwo państwa i wiarygodność jego odstraszania.
Ambasador Rosji wezwany do MSZ
Gieorgij Michno został wezwany do polskiego Ministerstwa Spraw Zagranicznych 3 września. Rzecznik resortu Maciej Wewiór poinformował, iż ambasadorowi przekazano kategoryczny protest wobec rosyjskiego terroryzmu państwowego oraz nasilania operacji hybrydowych. Chodzi o działania wymierzone w Polskę, Niemcy i inne suwerenne państwa.
Samo nazwanie sprawy ma znaczenie. Rosja od lat wykorzystuje metody pozostające poniżej progu otwartej wojny: sabotaż, presję informacyjną, cyberataki i działania prowadzone przez pośredników. Polskie służby opisywały już mechanizm operacji Kremla przeciw Polsce. Państwo, które nie rozpoznaje agresji hybrydowej, oddaje przeciwnikowi inicjatywę.
Lipsk pokazuje charakter zagrożenia
Bezpośrednim tłem polskiej reakcji są wydarzenia w Niemczech. Berlin przypisał Rosji odpowiedzialność za sierpniową próbę ataku dronowego na lotnisku w Lipsku. W nocy z 4 na 5 sierpnia samolot transportowy zderzył się w pobliżu portu z niezidentyfikowanym obiektem i został skierowany do Hanoweru. Wcześniej na płycie lotniska, w pobliżu ukraińskiego samolotu Antonow, znaleziono drona z detonatorem oraz materiałem wybuchowym.
Sprawa rosyjskiego sabotażu w Lipsku dotyczy infrastruktury istotnej dla całego regionu. Lotniska, zakłady zbrojeniowe, sieci energetyczne i węzły transportowe nie są odległą abstrakcją. Od ich ochrony zależą dostawy, praca przedsiębiorstw i zdolność państwa do działania w kryzysie. To realna stawka dla bezpieczeństwa i portfeli Polaków.
Polska słusznie okazała solidarność z Niemcami jako sojusznikiem. Nie oznacza to rezygnacji z własnych sporów z Berlinem ani bezkrytycznego podporządkowania się niemieckiej polityce. Wobec rosyjskiej dywersji interes państw regionu jest jednak czytelny: sprawca ma napotkać wspólną, kosztowną odpowiedź.
Protest musi mieć dalszy ciąg
Nota lub rozmowa dyplomatyczna jest sygnałem, nie tarczą. Za protestem powinny iść działania służb, ochrona infrastruktury krytycznej, szybka wymiana informacji z sojusznikami i skuteczne ściganie wykonawców aktów dywersji. Polska potrzebuje także własnych zdolności rozpoznawczych. Bez nich pozostaje zależna od cudzych ustaleń i cudzej woli politycznej.
Nie wolno przy tym rozmywać odpowiedzialności. Krytyka dotyczy polityki państwa rosyjskiego i jego aparatu, a nie Rosjan jako narodu. Twardość państwa mierzy się precyzją: trzeba wskazywać sprawców na podstawie dowodów, zabezpieczać kraj i nakładać realne koszty na ośrodki prowadzące wrogie operacje.
Rosja może testować odporność całego NATO, zaczynając od działań, które łatwo przedstawić jako pojedynczy incydent. Dlatego polski protest jest potrzebny, ale nie może zamknąć sprawy. Suwerenność wymaga własnej siły, sprawnych instytucji i gotowości do odpowiedzi. Kreml rozumie przede wszystkim konsekwencje.
Źródło: WP Wiadomości
Źródło: WP Wiadomości














