Polska chce Nuclear Sharing, ale MON wysyła dwa różne sygnały

dzienniknarodowy.pl 7 часы назад
Zdjęcie: Polska chce Nuclear Sharing, lecz MON wysyła dwa różne sygnały


Podczas rozmów w Brukseli 28 sierpnia Paweł Zalewski wykluczył ulokowanie w Polsce głowic nuklearnych. Jeszcze tego samego dnia szef MON Władysław Kosiniak-Kamysz zapewnił, iż Warszawa przez cały czas zabiega o udział w Nuclear Sharing. Obie deklaracje można pogodzić technicznie, ale ich nieskoordynowanie szkodzi wiarygodności polskiej polityki bezpieczeństwa.

Deklaracja w Brukseli i szybkie sprostowanie

Podczas wizyty w siedzibie NATO wiceminister obrony Paweł Zalewski został zapytany, czy ewentualne zwiększenie amerykańskiej obecności wojskowej w Polsce objęłoby broń jądrową. Oświadczył, iż Warszawa nie zamierza przyjmować takich ładunków. Jak opisała Wirtualna Polska, tego samego dnia wicepremier i minister obrony Władysław Kosiniak-Kamysz napisał w serwisie X, iż Polska jest „niezmiennie zainteresowana” udziałem w natowskim programie Nuclear Sharing.

Zalewski nie uznał swoich słów za sprzeczne ze stanowiskiem resortu. W rozmowie z WP wskazał Grecję, która uczestniczy w natowskim planowaniu nuklearnym, choć w tej chwili nie przechowuje amerykańskich bomb na swoim terytorium. Jego wyjaśnienie prowadzi do zasadniczego rozróżnienia: udział w Nuclear Sharing może obejmować różne zadania i nie musi automatycznie oznaczać stałego składowania głowic w danym państwie.

Nuclear Sharing ma kilka poziomów

NATO opisuje odstraszanie jądrowe jako wspólną odpowiedzialność polityczną i wojskową sojuszników. Państwa mogą brać udział w konsultacjach, planowaniu, ochronie baz, eskortowaniu samolotów lub tankowaniu w powietrzu. Najdalej idący wariant obejmuje rozmieszczenie amerykańskich bomb oraz przygotowanie samolotów państwa-gospodarza do ich przenoszenia. Decyzja o użyciu pozostaje jednak po stronie Stanów Zjednoczonych.

Wirtualna Polska przywołała w tym kontekście formułę SNOWCAT, w której państwa bez głowic wspierają misję środkami konwencjonalnymi. Według portalu Polska już wykonuje zadania na tym poziomie. Dlatego samo zdanie o zainteresowaniu programem nie odpowiada jeszcze na najważniejsze pytanie: jak głęboki ma być polski udział i czy Warszawa chce rozmieszczenia broni na własnym terytorium.

Bezpieczeństwo wymaga jednego stanowiska

W sprawach odstraszania nie ma miejsca na komunikacyjny bałagan. Rosja od lat wykorzystuje groźby atomowe jako narzędzie presji na państwa wschodniej flanki NATO. Polska musi więc mówić do sojuszników i przeciwników jednym głosem. Najpierw rząd powinien ustalić cel, potem przedstawić go opinii publicznej. Tymczasem wiceminister i szef resortu wyeksponowali dwa różne elementy stanowiska, a wyjaśnianie tej różnicy zaczęło się dopiero po medialnym zamieszaniu.

Były szef Biura Bezpieczeństwa Narodowego gen. Stanisław Koziej ocenił w rozmowie z WP, iż Polska powinna zabiegać o możliwie szeroki udział w programie. Płk Piotr Lewandowski zwrócił natomiast uwagę, iż głowice pozostające pod amerykańską kontrolą nie dają Polsce samodzielności decyzyjnej. Postulował rozwój europejskich i polskich pocisków balistycznych zdolnych do rażenia celów w Rosji. To spór o realne narzędzia odstraszania, nie o polityczny szyld.

Polski interes ponad konferencyjną improwizacją

Władze powinny publicznie określić, którego wariantu chcą: udziału w planowaniu i zabezpieczeniu misji, przygotowania polskich samolotów, czasowego przyjmowania maszyn sojuszniczych czy stałego rozmieszczenia głowic. Każda z tych opcji ma inne skutki wojskowe, finansowe i polityczne. Wymaga też odpowiedzi na pytanie o polski wpływ na decyzje.

Ta sama zasada dotyczy innych filarów obrony. Gdy minister informuje, iż nie ma decyzji o kolejnych zestawach Patriot, Polacy powinni wiedzieć, jak zostanie uzupełniona obrona powietrzna. Gdy rząd spiera się o europejskie mechanizmy finansowania, trzeba uczciwie rozstrzygnąć, czy SAFE wzmacnia polską suwerenność obronną, czy zwiększa zależność od decyzji podejmowanych poza Warszawą.

Polska potrzebuje parasola odstraszania, własnych zdolności rakietowych i mocnej obrony powietrznej. O proporcjach można się spierać. Nie wolno natomiast prowadzić polityki bezpieczeństwa przez wzajemne prostowanie ministrów w mediach społecznościowych. Kreml skrupulatnie czyta każdy sygnał słabości. Państwo poważne najpierw uzgadnia strategię, a dopiero potem przemawia.

Źródło: WP Wiadomości

Źródło: WP Wiadomości

Читать всю статью