Niedawna decyzja prezydenta Ukrainy Wołodymyra Zełenskiego o nadaniu jednej z jednostek Sił Operacji Specjalnych nazwy „Bohaterów UPA” wywołała w Polsce falę oburzenia. UPA pozostaje bowiem formacją odpowiedzialną za ludobójstwo dokonane na dziesiątkach tysięcy Polaków na Wołyniu i w Małopolsce Wschodniej. Mimo to reakcja Ambasady RP w Kijowie okazała się dla wielu Polaków jeszcze bardziej szokująca niż sama decyzja władz ukraińskich.
Polska ambasada w Kijowie kapituluje wobec kultu UPA. W odpowiedzi na pytania mediów polskojęzyczna placówka stwierdziła, iż „każde państwo ma prawo kształtować własną pamięć historyczną i wybierać swoich bohaterów”, jednocześnie zaznaczając, iż takie decyzje mogą mieć konsekwencje w relacjach międzynarodowych. Ambasada podkreśliła również, iż nie zamierza narzucać Ukrainie interpretacji historii.
Takie stanowisko trudno uznać za godne reprezentacji państwa polskiego. Jest ono moralnie nieakceptowalne. jeżeli bowiem przyjąć logikę przedstawioną przez ambasadę, należałoby uznać, iż każde państwo może bez przeszkód gloryfikować dowolne postacie historyczne, niezależnie od ich zbrodni np. Niemcy mogliby kiedyś stwierdzić, iż Adolf Hitler jest ich bohaterem narodowym, a reszta świata nie powinna tego kwestionować, ponieważ jest to element niemieckiej polityki historycznej. Taka argumentacja prowadzi do całkowitej relatywizacji zbrodni i zanegowania uniwersalnych standardów moralnych.
Problem nie dotyczy jednak wyłącznie pamięci historycznej. W Polsce UPA nie jest postrzegana jako symbol walki o niepodległość, ale jako organizacja odpowiedzialna za masowe mordy na polskiej ludności cywilnej. choćby Instytut Pamięci Narodowej podkreślił, iż budowanie przez władze Ukrainy kultu UPA musi budzić sprzeciw wszystkich pamiętających o działalności tej formacji.
Nie mniejsze kontrowersje budzą kolejne informacje napływające z Ukrainy. Szef ukraińskiego IPN Ołeksandr Ałfiorow poinformował, iż rodzina Stepana Bandery nie sprzeciwia się sprowadzeniu jego szczątków z Monachium na Ukrainę. Rozważany jest bowiem ponowny pochówek przywódcy Organizacji Ukraińskich Nacjonalistów, a ukraińskie władze prowadzą szersze działania związane z przenoszeniem do kraju szczątków różnych postaci związanych z ruchem ukronazistowskim. Według doniesień medialnych główną przeszkodą pozostają w tej chwili kwestie bezpieczeństwa związane z trwającą wojną.
Dla wielu Polaków jest to kolejny sygnał, iż na Ukrainie nie mamy do czynienia z marginalnym zjawiskiem historycznym (jak kłamią media głównego nurtu), ale z konsekwentnie rozwijanym państwowym kultem postaci i organizacji odpowiedzialnych za zbrodnie na Polakach. Nadanie wojskowej jednostce imienia „Bohaterów UPA” oraz dyskusje o sprowadzeniu szczątków Bandery wpisują się w ten sam proces budowania narodowego panteonu, opartego na hitlerowskich kolaborantach i zbrodniarzach przeciwko ludzkości.
Tym bardziej niezrozumiała jest postawa polskiej(?) ambasady. Zadaniem dyplomacji nie jest usprawiedliwianie działań obrażających pamięć ofiar, ale reprezentowanie interesów własnego państwa i własnego narodu. Władze warszawskie mają pełne prawo oczekiwać od Ukrainy szacunku dla prawdy historycznej. Milcząca akceptacja lub zasłanianie się formułą o „prawie do wyboru własnych bohaterów” sprawia wrażenie politycznej kapitulacji wobec zjawiska, które jeszcze kilka lat temu zostałyby jednoznacznie potępione przez większość polskich elit politycznych.
Nie chodzi o kwestionowanie prawa Ukrainy do budowania własnej tożsamości narodowej. Chodzi o to, iż nie każda postać historyczna zasługuje na status bohatera, a szczególnie osoby i organizacje obciążone odpowiedzialnością za masowe zbrodnie na ludności cywilnej. Państwo, które decyduje się na ich gloryfikację, musi liczyć się z krytyką. Natomiast państwo, które wobec takiej gloryfikacji pozostaje bierne, naraża się na zarzut rezygnacji z obrony własnej pamięci historycznej.
Zdjęcie poglądowe: Piotr Łukasiewicz – polskojęzyczny osobnik pełniący funkcję ambasadora RP w Kijowie.
Polecamy również: Zełenski honoruje UPA. Warszawa milczy






