Na targu w Kijowie miały być sprzedawane masła i sery w opakowaniach sugerujących związek z polską siecią Biedronka, choć badania wykazały w nich duży udział tłuszczów roślinnych. Biedronka zaprzecza, by towar pochodził z jej dystrybucji, i wskazuje na wykorzystanie wycofanych opakowań. Sprawa dotyczy bezpieczeństwa konsumentów oraz ochrony polskich marek.
Alarm po badaniach laboratoryjnych
Ukraińska organizacja konsumencka poinformowała o produktach znalezionych na targu w Kijowie. Towar miał być oferowany jako polski nabiał kojarzony z Biedronką. Według relacji Wirtualnej Polski badania laboratoryjne wykazały w masłach i serach duże ilości tłuszczów roślinnych, co podważało deklarowany charakter produktów.
Na podstawie dostępnych informacji nie można przesądzić, kto wyprodukował zakwestionowany towar ani na jakim etapie trafił on do opakowań. Określenie „podróbka” opisuje podejrzenie dotyczące produktu i jego oznaczenia, nie prawomocnie ustaloną odpowiedzialność konkretnej osoby lub firmy. Ta ostrożność jest konieczna, bo rynek spożywczy wymaga dowodów, a nie domysłów.
Biedronka: to nie jest nasz produkt
Sieć Biedronka stanowczo odrzuciła sugestię, iż badany nabiał pochodził z jej legalnego łańcucha dystrybucji. Firma zwróciła uwagę, iż wykorzystano opakowania wycofane z obrotu. o ile zostanie to potwierdzone przez adekwatne służby, sprawa będzie przykładem podszywania się pod rozpoznawalną markę, a nie problemu z towarem sprzedawanym przez sieć.
To rozróżnienie ma praktyczne znaczenie. Odpowiedzialność producenta lub detalisty za legalnie wprowadzony produkt jest czymś innym niż bezprawne użycie jego oznaczeń przez podmiot trzeci. Konsument widzi jednak opakowanie i nazwę. Właśnie na tym opiera się mechanizm oszustwa: zaufanie budowane przez markę zostaje wykorzystane do sprzedaży towaru o innym składzie i niewiadomym pochodzeniu.
Zagrożenie dla klientów i reputacji polskich firm
Fałszowanie żywności uderza najpierw w nabywcę. Człowiek płaci za produkt o określonym składzie, a otrzymuje coś innego. W grę wchodzi też ryzyko alergiczne i sanitarne, jeżeli rzeczywista zawartość opakowania nie odpowiada deklaracji. Bez pełnych wyników badań nie wolno rozstrzygać skali zagrożenia, ale sam rozdźwięk między etykietą a składem wymaga działania organów kontrolnych.
Drugą ofiarą jest reputacja firmy, której nazwę lub szatę graficzną wykorzystano. Polska marka może ponieść koszt w postaci utraty zaufania, choć nie wyprodukowała ani nie sprzedała zakwestionowanego towaru. Dla polskiej gospodarki to konkretna stawka. Eksport i obecność rodzimych firm za granicą zależą od jakości, rozpoznawalności oraz skutecznej ochrony własności przemysłowej.
Potrzebne ustalenie źródła towaru
Sprawę powinny wyjaśnić ukraińskie służby odpowiedzialne za bezpieczeństwo żywności i ochronę konsumentów, we współpracy z właścicielem marki. Najważniejsze pytania dotyczą pochodzenia opakowań, miejsca konfekcjonowania oraz kanału dostaw na kijowski targ. Dopiero te ustalenia pozwolą wskazać odpowiedzialnych i określić skalę procederu.
Biedronka ma interes w szybkim zabezpieczeniu dowodów oraz ostrzeżeniu klientów, jak rozpoznać legalny produkt. Polskie instytucje powinny wesprzeć firmę, jeżeli doszło do naruszenia praw do marki poza granicami kraju. Obrona narodowego kapitału nie kończy się na deklaracjach. Obejmuje reagowanie wtedy, gdy cudzy proceder może obciążyć polską reputację.
Konsumenci na Ukrainie zasługują na bezpieczną i prawidłowo oznaczoną żywność, a polskie przedsiębiorstwa na skuteczną ochronę przed podszywaniem się pod ich produkty. Nie ma tu miejsca na odpowiedzialność zbiorową ani narodowe uprzedzenia. Jest za to zadanie dla służb: znaleźć źródło towaru, przerwać sprzedaż i ujawnić mechanizm, zanim podobne opakowania pojawią się na kolejnych targowiskach.
Źródło: WP Wiadomości













