Płk Krystian Zięć powiedział 14 sierpnia 2026 r. w Polsat News, iż przez lata polska armia była „bardzo skutecznie rozbrajana” i iż było to „nasze nieszczęście”. Wojskowy mówił też o wojnie na Ukrainie i zagrożeniu dla państw bałtyckich. Wniosek jest prosty: bezpieczeństwa nie odbuduje się konferencją.
Mocne słowa wojskowego
Płk Krystian Zięć, pilot F-16 i doświadczony oficer, mówił w programie Polsat News „Najważniejsze pytania”, iż przez lata mieliśmy „bardzo skutecznie rozbrajaną polską armię” i iż było to „nasze nieszczęście”. Według relacji Polsat News, rozmowa dotyczyła także wojny na Ukrainie oraz możliwego ataku Rosji na państwa bałtyckie.
To diagnoza, której nie da się zbyć wzruszeniem ramion. Polska przez trzy dekady słyszała, iż historia się skończyła, ryzyko wielkiej wojny zniknęło, a armia może być mniejsza, tańsza i bardziej „profesjonalna” w papierowym sensie. Rosja brutalnie zamknęła ten rozdział 24 lutego 2022 r. Kto dalej wierzy w wygodne złudzenia, naraża Polaków na realny koszt.
Rozbrojenie ma konkretne skutki
Rozbrajanie państwa nie zawsze wygląda jak spektakularna decyzja o likwidacji jednostki. Częściej jest sumą zaniedbań: zbyt małych rezerw, opóźnionych zakupów, słabej obrony przeciwlotniczej, niedoinwestowanego przemysłu, braków w szkoleniu i lekceważenia logistyki. Na papierze można mieć ambitne programy. Na wojnie liczy się dostępność sprzętu, amunicja, ludzie i zdolność naprawy.
Zięć od miesięcy ostrzegał w mediach, iż nowoczesne lotnictwo nie jest magicznym rozwiązaniem wszystkich problemów. W rozmowie z Onetem wskazywał, iż F-35 nie jest absolutnie niewidzialny, a wojna na Ukrainie pokazała powrót konfliktów symetrycznych. To trzeźwy głos w kraju, w którym zbyt często myli się zakup prestiżowej platformy z budową całego systemu obrony.
Państwa bałtyckie i polska odpowiedzialność
Wątek możliwego rosyjskiego ataku na państwa bałtyckie dotyczy bezpośrednio Polski. Litwa, Łotwa i Estonia nie są daleką mapą. To wschodnia flanka NATO, korytarz suwalski, nasze granice, nasze porty, nasze linie zaopatrzenia i nasza wiarygodność sojusznicza. Gdy Rosja testuje słabość, robi to tam, gdzie spodziewa się chaosu i braku woli.
Dlatego Polska musi budować siłę nie na konferencjach prasowych, ale w fabrykach, jednostkach, magazynach i rezerwach. Sojusze są konieczne, ale żaden sojusznik nie zastąpi państwa, które samo nie potrafi udźwignąć pierwszych dni kryzysu. Narodowa polityka obronna zaczyna się od przyznania, iż bezpieczeństwo kosztuje mniej niż klęska.
Wojna na Ukrainie zburzyła wygodne mity
Wojna na Ukrainie pokazała, iż nowoczesny konflikt zużywa ogromne ilości amunicji, sprzętu i ludzi. Pokazała też znaczenie dronów, artylerii, rozpoznania, obrony powietrznej, łączności i odporności społeczeństwa. Nie wystarczy mieć kilka drogich systemów na paradę. Trzeba mieć całą architekturę państwa zdolną do walki, produkcji i odbudowy strat.
Polska prawica od lat mówiła, iż suwerenność bez siły jest deklaracją bez pokrycia. Dziś to już nie spór ideowy, ale rachunek strategiczny. Albo budujemy własne zdolności, albo w kryzysie będziemy czekać, aż inni zdecydują, ile polskiego bezpieczeństwa opłaca im się bronić.
Stawka dla Polaków
Dla Polaków stawką są granice, miasta, rodziny, energia, transport i gospodarka. Armia jest najdroższa wtedy, gdy trzeba ją odbudowywać po latach zaniedbań. Jeszcze droższa jest tylko bezbronność.
Słowa płk. Zięcia bolą, bo dotykają prawdy niewygodnej dla wielu rządów i wielu środowisk. Polska zbyt długo pozwalała sobie na luksus złudzeń. Teraz potrzebuje twardej odbudowy: wojska, przemysłu, rezerw i kultury odpowiedzialności. Nie po to, żeby szukać wojny. Po to, żeby nikt nie uznał, iż może ją nam narzucić.
Źródło: Polsat News, Onet.
Źródło: Polsat News














