Płk Macgregor: Rosja nie jest wrogiem

myslpolska.info 2 часы назад

Płk Douglas Macgregor jest znanym komentatorem współczesnych konfliktów. Ten amerykański wojskowy po odejściu w stan spoczynku pełnił szereg najwyższych funkcji doradczych, m. in. w Departamencie Obrony za czasów pierwszej kadencji prezydenckiej Donalda Trumpa.

Dziś należy do zagorzałych krytyków polityki administracji obecnego prezydenta, przede wszystkim wskazując na sprzeczność jej interwencjonizmu z deklaracjami Trumpa z przeszłości.

Do ostatniej rakiety i ostatniego Ukraińca

Dzień dobry, Panie pułkowniku. Dziękujemy, iż znalazł Pan czas na kolejną rozmowę. Mam nadzieję, iż polscy Czytelnicy są coraz bardziej świadomi czasów, w których żyjemy. Zadam jednak ogólne pytanie: czy mamy już do czynienia, jak niektórzy twierdzą, z III wojną światową, czy jeszcze nie?

– To ważne pytanie. Sądzę, iż ludzie obchodzą się z pojęciem „wojny światowej” zbyt swobodnie. To chyba ostatnia rzecz, jakiej ktokolwiek mógłby sobie życzyć. Wiem, iż mówią o niej Rosjanie. Na pewno terminu tego używał Siergiej Ławrow. Rozumiem co ma on na myśli, patrząc ze swojej bardziej rozległej perspektywy, ale wciąż mam nadzieję, iż możemy jeszcze porzucić tego rodzaju myślenie. Jednak powiedzmy sobie szczerze: mamy do czynienia z dziwnym zbiegiem okoliczności. Z jednej strony mamy Ukrainę, na której toczy się totalna wojna zastępcza między potęgą militarną Stanów Zjednoczonych i NATO a Rosją. Nie ma co do tego wątpliwości. Dla tych, którzy uważnie przyglądali się wydarzeniom, które miały miejsce na Ukrainie i w jej otoczeniu na pewno już od 2014 roku, wybuch wojny był tylko kwestią czasu. I ta wojna mogła się rozpocząć na dwa sposoby. Albo Ukraina zaatakowałaby Rosję, albo Rosja mogła uderzyć prewencyjnie. Okazało się, iż Rosjanie uprzedzili przygotowywany na nich atak. Od tamtego czasu, z przyczyn dla mnie w żadnej mierze nie zrozumiałych, Stany Zjednoczone i ich sojusznicy w Europie zrobili wszystko, by kontynuować tą wojnę do ostatniego Ukraińca. Ukraina, którą określano mianem niewinnej ofiary, nigdy taką ofiarą nie była. Zapłaciła jednak straszliwą cenę. W rzeczywistości wyniszczony został w dużym stopniu cały naród. Ponad połowa ludności uciekła z kraju, a prawdopodobnie od 1,5 miliona do 1,8 miliona ukraińskich żołnierzy poległo w tej katastrofie, plus prawdopodobnie jakiś milion lub półtora zostało rannych. W wielu przypadkach ci ludzie odnieśli tak straszne obrażenia, iż resztę życia spędzą w potwornym cierpieniu. Wygląda jakby nas to nie obchodziło. Traktujemy w tej chwili Ukrainę jakby miała żywotne, strategiczne znaczenie dla interesów Stanów Zjednoczonych, choć absolutnie tak nie jest. Zaraz przejdę do przyczyn tego stanu. Chciałbym jednak przejść do Iranu i podkreślić, iż z punktu widzenia Moskwy i Pekinu jest on dla nich proxy. Nie jest to jednak coś, co planowali. Rosjanie i Chińczycy nie przygotowywali Iranu do wojny, tak jak myśmy przygotowywali do wojny Ukrainę. Mieli nadzieję, iż tej wojny uda się uniknąć. Działali w ramach społeczności międzynarodowej, starając się nie dopuścić do wojny Stanów Zjednoczonych i Izraela z Iranem, ale Izrael sprawił, iż okazało się to niemożliwe. Tymczasem my nie mamy żadnych żywotnych interesów, które uzasadniałyby stopień naszego obecnego zaangażowania militarnego. w tej chwili angażujemy jednak większość zasobów naszych sił powietrznych i morskich przeciwko Iranowi. Jesteśmy zaangażowani na Ukrainie i w Zatoce Perskiej z powodów, które ściśle wiążą się z międzynarodowymi planami izraelsko-żydowskimi. Ci sami ludzie – superbogaci miliarderzy, syjonistyczni miliarderzy – którzy stoją za wojną z Iranem, stoją również za wojną na Ukrainie przeciwko Rosji. To dość zaskakujące. Sądziłem, iż nigdy czegoś takiego nie zobaczę. Nie byłem jednak świadomy tego, iż syjonistyczni miliarderzy stanowią piątą kolumnę – sądzę, iż Pan rozumie co mam na myśli – do takiego stopnia. Mamy zatem do czynienia z bardzo niebezpiecznym zbiegiem wydarzeń będącym efektem wpływu tych ludzi. Skazani jesteśmy na coś, co przypomina III wojnę światową. Dzieje się tak dlatego, iż nikt w Waszyngtonie nie potrafi już myśleć w sposób racjonalny. Nikt nie potrafi myśleć racjonalnie w Izraelu. Wszystko wynika z emocji, impulsów, złości. I, wie Pan, prezydent Trump rozczarował wszystkich nas, bo przecież większość z nas, którzy na niego głosowaliśmy, głosowała na coś odwrotnego od tego, co on teraz robi. Ostatnia rzeczą, której moglibyśmy chcieć było tracenie naszych środków i naszej krwi na wojnę przeciwko Iranowi na rzecz Izraela. Większość z nas w Stanach Zjednoczonych nie jest też zainteresowana poświęcaniem naszych ofiar, naszych środków i pieniędzy, czegokolwiek – na wojnę z Rosją o Ukrainę. Brakuje jednak na ten temat racjonalnej dyskusji. Przepadła gdzieś wola spoglądania na rzeczywistość. A przecież, jeżeli popatrzymy na mapę, widzimy w której cześci świata znajduje się Ukraina. W pewnym sensie jest czymś jak Święte Cesarstwo Rzymskie Narodu Niemieckiego – chodzi o naród ukraiński. W rzeczywistości nie było takiego narodu, ale luźne zbiorowisko ludów znajdujących się w jego obrębie. Z Ukrainą jest bardzo podobnie. jeżeli przeanalizujemy mapy na przestrzeni stuleci, już po okresie mongolskich spustoszeń, okaże się, iż obszar, który nazywamy Ukrainą, znajduje się na zachód, daleko na północy od Odessy i na niektórych terenach na wschód od Dniepru, ale bardzo daleko od Morza Czarnego. Nikt się tym jednak nie przejmuje i nie spogląda wstecz, bo Amerykanie stoją na stanowisku, iż historia nie ma znaczenia. Większość Amerykanów nie zna choćby swojej własnej historii, a co dopiero dziejów innych krajów, ich kultury, języka, narodowości i tak dalej. Z taką sytuacją mamy właśnie do czynienia. To samo dotyczy wiedzy na temat tego, gdzie znajdowała się i funkcjonowała Polska w postaci tego, co nazywamy Rzeczpospolitą Obojga Narodów. Patrzą na takie rzeczy ze zdziwieniem i pytają cię z jakiej jesteś planety. Podobnie jest, gdy próbuje się wytłumaczyć, iż Stalin nakierował Polskę i Niemcy na przyszły konflikt, oddając prawie jedną trzecią terytorium Niemiec pod polską okupację. Wszystko to robiono z fałszywych pobudek. Możemy jednak powiedzieć na pewno dwie rzeczy. Po pierwsze, nie ma już Stalina u władzy. Wbrew powszechnemu przekonaniu, Putin to nie Stalin. Rosją nie rządzi Komunistyczna Partia Związku Radzieckiego. Mamy dziś więcej komunistów w Stanach Zjednoczonych niż w Rosji. Niektórzy z tych ludzi, którzy pchają nas do wojny, mają w zasadzie sposób myślenia, postawę i dążenia bliskie bolszewikom. To część problemu, przed którym stoimy. Świat zachodni jest w stanie zamieszania. Panuje w nim chaos. Wojujemy dziś w miejscach, w których nigdy nas nie było i które nie są nam do niczego potrzebne. Pytanie: jak długo to potrwa? Słyszę to pytanie codziennie. Codziennie ktoś mnie pyta: – Doug, jak długo jeszcze będziemy tam prowadzić wojnę? Jak długo to potrwa? Zawsze odpowiadam tak samo: – dopóki nie zabraknie nam pieniędzy, rakiet, lub jednego i drugiego.

Wojna z masową imigracją

A co w tej sytuacji z Europą? Generał Erich Vad z niemieckiej Bundeswehr twierdzi, iż Europa nie jest zdolna do powstrzymania wojny na Ukrainie, a jednocześnie nie jest też gotowa na prowadzenie wojny przeciwko Rosji. Jak ocenia Pan militarny potencjał obecnej Europy?

– Cóż, mamy w Europie jeszcze trzecią wojnę, przed którą Europejczyków póki co powstrzymują ich rządy. Chodzi o wojnę przeciwko tym ludziom wewnątrz ich krajów, których oni u siebie nie chcą. To najważniejsza z wojen. Niemcy, Francuzi, Brytyjczycy, w pewnym stopniu Hiszpanie, choć są nieco bardziej świadomi; trochę mniej Włosi, Austriacy, narody skandynawskie – wszyscy walczą z tą zarazą. Chodzi o masy ludzi, którzy przyjechali do tych państw nie z powodów powszechnie wymienianych. Nie przyjechali tam w poszukiwaniu lepszego życia, ani z uznania dla atrakcyjnego kraju, czy przyciągającej kultury. Przyjechali tam, by tą kulturę wymazać i zastąpić kulturą ludzi podobnych do siebie. To jest ten krytycznie istotny konflikt, który trzeba zauważyć i stoczyć w Europie. Myślę, iż coraz więcej Europejczyków zdaje sobie z tego sprawę, ale w tej chwili nie mają na tyle sił, by obalić czy wymienić aktualne rządy. Uważam jednak, iż to się stanie. Sądzę, iż zbliżamy się do tego momentu. Zbliżamy się do czegoś, co określiłbym okresem w dziejach Europy podobnym do czasów rewolucji 1848 roku, gdy ludzie zdali sobie sprawę kto jest ich prawdziwym wrogiem.

Zachód nie ma pojęcia o Wschodzie

Nie Rosja?

– jeżeli chodzi o Rosję… Wojsko Polskie jest najprawdopodobniej w tej chwili najlepszą, najbardziej zdyscyplinowaną, najlepiej dowodzoną i najlepiej wyposażoną armią w Europie. Sądzę, iż Polacy mogą być z tego bardzo dumni. Powinni jednak cholernie uważać, by nie została ona użyta przeciwko Rosjanom, bo byłaby to strata czasu, pieniędzy i zasobów. Rosja nie jest wrogiem. Dla Polaków może się to wydać trudne do wyobrażenia. Od dawna twierdzą bowiem, iż Rosja jest odwiecznym wrogiem. Cóż, nie jest. To nie jest Rosja sprzed 100 lat, sprzed 50 czy 60 lat. Czas już spojrzeć na Rosję inaczej, z innej perspektywy. Sądzę, iż jeżeli Polacy by się na to zdobyli, mogliby wyciągnąć sporą część Europy z tej wojny. Dobra wiadomość polega na tym, iż jeżeli spojrzymy na Polskę, Słowację, Węgry, czyli kraje, które w całości lub częściowo (jak Polska) stanowiły część Cesarstwa Austro-Węgierskiego, to zobaczymy, iż panuje tam generalnie większy realizm i zrozumienie rzeczy, o których tu mówimy. Rosja nie jest wrogiem. Nie ma powodu, by tak ją traktować. Sądzę, iż podobnie myśli również większość ludzi w Rumunii. Myślę, iż podobnie uważa większość Niemców, ale niestety nie mają oni możliwości zmiany swojego rządu. Z Austrią jest nieco trudniej, bo – wie Pan – Austria jest zakładniczką swojej historii. Austriacy kochają Polskę i Polaków, są propolscy. Próbują być też proukraińscy, ale nie rozumieją, iż nie mają już w tej chwili do czynienia z Ukrainą sprzed 80, 100, 150 czy choćby 200 lat. To dziś całkiem inny obszar. Muszą też zmienić swój stosunek do Rosjan. Może to jeszcze pewnie zająć jakiś czas, ale Polska może tu odegrać istotną rolę. Największe zagrożenie w Europie Wschodniej czyha na wybrzeżu bałtyckim – sądzę, iż zdaje Pan sobie z tego sprawę – pod postacią Litwy, Łotwy i Estonii. One zawsze stanowiły problem. Naprawdę tak było zawsze. Zna Pan historię tych ziem i wie Pan, iż były one pod panowaniem zakonów teutońskich, a następnie Niemców i Szwedów. Żyją tam protestanci i rzymscy katolicy, czyli ludzie odlegli od wschodniej, prawosławnej kultury i modelu życia. Zatrzymali się w czasie. Wciąż mówią o swoich rodzicach, dziadkach i pradziadkach, których wywieziono na Syberię podczas okupacji radzieckiej. Rozumiem ich. Są jednak niebezpieczni, z uwagi na swój brak gotowości do spojrzenia na Rosję w inny sposób, nieumiejętność koegzystencji ze swoim sąsiadem, co może doprowadzić do wybuchu prawdziwej wojny. Ludzie w Europie Zachodniej wydają się tego nie rozumieć. Trzeba pamiętać, iż w Europie Zachodniej mamy do czynienia z pewnym przykrym zjawiskiem, jeszcze od czasów konferencji wersalskiej z 1919 roku. Wiedza na temat narodów zamieszkujących Europę Środkowo-Wschodnią i Europę Wschodnią jest tam równie niewielka jak wiedza na nasz temat. My zresztą podobnie – wiemy o narodach Europy Środkowo-Wschodniej i Europy Wschodniej równie niewiele, co Europejczycy zachodni. To coś strasznego. Byłem w 2015 roku w Paryżu. Pojechałem tam, kręcąc film dokumentalny. Dwie kobiety, z którymi współpracowałem, pochodziły z Austrii. Obie opowiadały mi, iż były zszokowane tym, iż mieszkając przez dwa czy trzy lata we Francji ciągłe słyszały od Francuzów, iż uznają oni wszystko, co leży na wschód od Renu, za esencję barbarzyństwa, czarną dziurę, gdzie mieszkają w mrocznych lasach jacyś dziwni ludzie. Stwierdziłem, iż chyba żartują. Odpowiedziały mi, iż absolutnie nie. Że często zadawano im pytanie skąd pochodzą. Gdy odpowiadały, słyszały zdziwienie, iż pochodzą z ziem na wschód od Renu. Jakbyśmy byli w czasach Imperium Rzymskiego. Czas skończyć z takim absurdalnym myśleniem, jednak nie wiem jak to zrobić. Europejczycy powinni zacząć się postrzegać nawzajem, takimi jakimi w rzeczywistości są, a nie takimi, jakimi myślą o sobie nawzajem, iż są. Uważałem, iż zrobiliśmy w tej sprawie pewne postępy od czasów II wojny światowej. Jednak im bardziej się temu przyglądam, tym bardziej zaczynam zdawać sobie sprawę, iż te postępy były dość niewielkie. Europa nie jest w stanie walczyć z Rosją. Nie mają w Europie Zachodniej żadnych armii. Wojsko Polskie mogłoby w tej chwili z dowolnego punktu swobodnie dojść do Paryża i nikt by go nie zatrzymał.

Niemcy i Europa na skraju samobójstwa

A jak wygląda to od strony technologicznej? Mam na myśli przemysł zbrojeniowy, kompleks militarno-przemysłowy Europy. Jak go Pan ocenia?

– Cóż, Niemcy znajdują się na drodze do samobójstwa. Gdy rozmawiam z niektórymi, stwierdzają, iż to świetnie – nienawidzimy Niemców. Powtarzam im, iż to wcale nie jest nic dobrego, to nie jest dobre dla Europy. Niemcy jednak z tej drogi wciąż nie zbaczają. Idą w kierunku dezindustrializacji. Spada ich potencjał technologiczny i naukowy. Sprowadzają się niemal do tego poziomu, który proponował dla nich sekretarz skarbu za czasów prezydentury Franklina Delano Roosevelta, Henry Morgenthau, który chciał, by Niemcy stały się swego rodzaju rezerwatem przyrody, ograniczonym do rolnictwa. Wiem, iż nie tego chce większość Niemców. Uważam, iż Merz jest prawdopodobnie najgorszym kanclerzem od czasów Hitlera. Szczerze mówiąc, być może jest choćby gorszy od Hitlera. Trudno sobie to wyobrazić, ale tak właśnie jest. jeżeli spojrzymy na Francję, mamy tam ich odmianę Merza. Powinniśmy zdawać sobie sprawę, iż Starmer i jego następca, Macron i jego prawdopodobny następca, właśnie Merz – to wszystko przedstawiciele klasy globalistycznej. jeżeli chcemy zrozumieć kim chcą, musimy poczytać trochę tekstów Izraelczyka Harariego. Zna go Pan?

Tak, oczywiście.

– jeżeli go przeczytamy, zrozumiemy czym jest globalizm. Jest on rodzajem rozmiękczonego bolszewizmu, skrajnie destrukcyjnym. Jest antyzachodni, antychrześcijański. Występuje przeciwko wszystkiemu. Jest nihilistyczny.

Europa czeka na rewolucję

Antyludzki.

– Tak. To nihilizm, to ateizm. To taka zwulgaryzowana wersja marksizmu. To on jest wrogiem, a nie Rosja. Bardzo trudno jest wytłumaczyć to Europejczykom i zwrócić na niego ich uwagę. Na przykład weźmy Finlandię. Spędziłem trochę czasu w Skandynawii. Finowie to wspaniali ludzie. Nagle jednak zdecydowali się dołączyć do schodzącego ze sceny NATO. NATO jest sojuszem umierającym. To żart, coś żałosnego. A Finowie do niego dołączają, sądząc, iż ich obroni. Jaki pomysł rzucili niektórzy kretyni w Waszyngtonie? Żeby ulokować w Finlandii bazy z bronią atomową. To jakby postawić tablicę z komunikatem dla Moskwy: jeżeli chcecie odpalić jakieś bomby atomowe, to zaatakujcie właśnie to miejsce. Rosjanie nie są zainteresowani wszczynaniem wojen z kimkolwiek. Nie chcą użyć broni jądrowej. Ale w takich warunkach koniec może być bliski. Nie mam na myśli końca nas wszystkich. Mam na myśli kres globalizmu. Widać go już na horyzoncie. Ludzie się budzą. Muszą jednak pozbyć się swoich obecnych rządów. Dlatego uważam, iż niezbędne będzie coś na kształt rewolucji 1848 roku w Europie. Powstanie i podjęcie działań koniecznych dla ocalenia państw Europy. Wróg nie jest gdzieś za morzem. Jest tutaj, wewnątrz.

Rozmawiał Mateusz Piskorski

Całość wywiadu ukaże się na kanale Wbrew Cenzurze.

Читать всю статью