Zachwycająca w swojej widowiskowości afera wokół byłej już Pełnomocniczki Rządu do Spraw Marki Polska, pani Barbary Mróz-Gorgoń, w tragikomiczny sposób odsłoniła faktyczną jakość zaplecza politycznego obecnej władzy.
Poszło o „Polaków Portret Własny. Raport z badań DNA marki Polska”, dokument, który wywołał burzę w mediach społecznościowych. Dodajmy: burzę całkowicie uzasadnioną. „HIPOTEZA PSYCHOLOGICZNA: To wskazuje na SYNDROM IMPOSTORA na POZIOMIE NARODOWYM – Despite RZECZYWISTYCH OSIĄGNIĘĆ, BRAK WEWNĘTRZNEGO PRZEKONANIA o SWOJEJ WARTOŚCI” – czytamy w treści dokumentu. Podobnych kwiatków jest więcej. Z raportu możemy dowiedzieć się na przykład, iż młode pokolenie Polaków płynnie mówi po mandaryńsku, Polska miała pięcioro noblistów, a Katowice znajdują się w centralnej części kraju.
Równie osobliwy jak treść jest język dokumentu. „Nie ma takiego słowa jak „chlebowość”, a „głębokie zakorzenienie w historii sufferingu” to sztuczny twór językowy, który będzie niezrozumiały zarówno dla Polaków, jak i osób, dla których angielski jest pierwszym językiem” – na leksykalnej stronie opracowania suchej nitki nie pozostawia znany językoznawca, prof. Jerzy Bralczyk.
Naciskana przez dziennikarzy Mróz-Gorgoń przyznała w końcu, w trakcie programu „Punkt widzenia Jankowskiego” na antenie Polsat News, iż podczas przygotowywania raportu korzystała ze sztucznej inteligencji. Ta uderzająco wręcz profesjonalna „analiza” kosztowała nas – podatników niemal 200 tysięcy złotych.
Ostatecznie, w atmosferze urażonej niewinności, Barbara Mróz-Gorgoń złożyła dymisję z funkcji Pełnomocniczki Rządu do Spraw Marki Polska. „Przy tej niewyobrażalnej skali hejtu niemożliwe jest pełnienie tak odpowiedzialnej roli” – napisała w oświadczeniu opublikowanym w mediach społecznościowych.
„To jest szczyt bezczelności tej Grażyny. Składa dymisję nie dlatego, iż wypuściła ten fejkowy raport, tylko z powodu hejtu? Znikaj kobieto z życia publicznego i więcej nie wracaj!” – napisał lider Konfederacji Sławomir Mentzen. Byłej pełnomocniczki nie oszczędziła choćby Anna Maria Żukowska. „Oczywiście nie znalazło się miejsce dla „przepraszam”. Pani Mróz-Gorgoń pomyliła zasłużoną merytoryczną krytykę z hejtem. (..) To nie był hejt, ta pani chyba w życiu prawdziwego hejtu nie widziała” – skwitowała posłanka Lewicy.

Dziś Polska się śmieje. Żenujący raport pani Barbary Mróz-Gorgoń i sama jego autorka stali się prawdziwą kopalnią mniej lub bardziej wysublimowanych żartów i memów. To dobrze. Wyszydzanie jest w tym przypadku w pełni uzasadnione i stanowi formę publicznego piętnowania, na które była pełnomocniczka rządu solidnie zapracowała. W tej michałkowej atmosferze umykają nam jednak dwie znacznie głębsze i bardziej ponure konkluzje.
W życiorysie pani Barbary Mróz-Gorgoń możemy wyczytać, iż jest ona „profesorem Uniwersytetu Ekonomicznego we Wrocławiu, badaczką i praktykiem strategii marki. Naukowo zajmuje się brandingiem, rebrandingiem i komunikacją strategiczną. Od lat łączy dwa światy: naukę o marce i praktykę jej budowania”. Przedstawia się więc jako osoba ze znaczącym dorobkiem naukowym. Przeczytałem i wysłuchałem kilku jej wypowiedzi. Łączą one pustosłowie, makaronizmy i nieznośną korporacyjną nowomowę. Są przy tym intelektualnie całkowicie puste, pozbawione jakiejkolwiek treści. Przykre wrażenie, jakie wywołują, świadczy nie tylko o pani Barbarze, ale i o całej współczesnej polskiej nauce. Polski świat akademicki zmienił się w jedno wielkie Collegium Humanum, gdzie samodzielni intelektualnie naukowcy, niejednokrotnie cechujący się gigantycznym i uznawanym międzynarodowo dorobkiem, są sekowani. Ich miejsce zajmują produkty profesoropodobne, niewnoszące nic istotnego do swoich dziedzin.
Druga konkluzja jest równie porażająca. Barbara Mróz-Gorgoń nie jest bynajmniej przypadkiem odosobnionym w skali polskiego rządu (funkcja Pełnomocnika Rządu do spraw promocji marki Polska jest stanowiskiem ministerialnym). Jest przecież także Paulina Hennig-Kloska, Marta Cienkowska, Urszula Zielińska, Barbara Nowacka, Agnieszka Dziemianowicz-Bąk i wiele, wiele innych. Wszystkie je łączy brak podstawowych kompetencji do wykonywania odpowiedzialnych zadań związanych z zajmowanymi przez nie stanowiskami. Część z nich niekompetencję łączy także z mniej niż umiarkowanymi walorami intelektualnymi, czyniąc z każdego ze swoich publicznych wystąpień tragikomiczny spektakl. Czas nazwać rzeczy po imieniu. Jesteśmy ofiarami wymuszonej przez feministki perspektywy, której ukoronowaniem było narzucenie nam parytetów płci w życiu publicznym. Przyjęcie założenia, iż nie kompetencje, a płeć decydować mają o obsadzie kluczowych dla funkcjonowania państwa stanowisk, nieuchronnie doprowadziło do skokowego obniżenia jakości. To samonapędzający się mechanizm. Zatem z każdą kadencją jest coraz głupiej, śmieszniej i bardziej kuriozalnie. A będzie jeszcze gorzej.
Nie jest to zresztą wcale wyłącznie polski trend. „Polityczki” Kaja Kallas i Sanna Mirella Marin niczym nie odstają od polskich koleżanek, a być może choćby je przewyższają. Niestety politycy pokroju Marine Le Pen czy choćby Giorgii Meloni stanowią na ich tle wyraźną mniejszość. Porównanie pomiędzy nimi dobitnie pokazuje, iż istotą problemu w kwestii reprezentacji kobiet w organach przedstawicielskich od dawna nie jest przynależność do płci, ale kompetencje lub ich brak.
W starożytnej Grecji słowo idiota (idiotes, od idios – prywatny) oznaczało człowieka prywatnego, który nie uczestniczył w życiu publicznym ani w polityce swojego polis. Choć jego pejoratywne znaczenie było oczywiste, nie była to stricte obelga. Raczej negatywnie nacechowane określenie kogoś, kto skupiał się wyłącznie na własnych, domowych sprawach i ignorował dobro wspólne. Współcześnie definicja tego słowa zmieniła się. w tej chwili idioci, a także (może choćby zwłaszcza) idiotki, ochoczo i masowo uczestniczą w życiu politycznym, wytyczając kierunki rozwoju Polski i Europy. I to jest prawdziwy dramat.
Przemysław Piasta
Myśl Polska, nr 35-36 (30.08-6.09.2026)











![112 osób zatrzymanych w Lubelskiem, w tym z powiatu chełmskiego. Jedna z kobiet symulowała zawał [FILM, ZDJĘCIA]](https://static2.supertydzien.pl/data/articles/xga-4x3-112-osob-zatrzymanych-w-lubelskiem-policyjna-akcja-objela-ponad-1200-adresow-1787689880.jpg)