„Interesem Polski jest to, żeby Ukraina i żołnierze ukraińscy radzili sobie jak najlepiej z postsowiecką Federacją Rosyjską i jak najdalej trzymali ich od Polski. To oczywiste, taka jest strategia państwa polskiego. Niech sobie mordują tych sowietów tam, gdzie ich napadli i w ogóle nas Polaków to nie boli. W tym zakresie zawsze mogą na nas liczyć, bo tam, gdzie się bije Moskala, tam Polska pomaga, choćby jak nie bierze udziału bezpośrednio w tej wojnie. Taki jest strategiczny interes Polski” – powiedział podczas przemówienia z okazji pierwszej rocznicy swojego zaprzysiężenia prezydent Karol Nawrocki. Te wyjątkowo nieroztropne słowa, wypowiedziane prostackim, wręcz knajackim językiem są najlepszym podsumowaniem tej prezydentury.
Rzecz jasna Nawrocki nas nie zaskoczył. Dobrze wiemy, iż obecny lokator Pałacu Prezydenckiego wywodzi się z wyjątkowo szkodliwej tradycji politycznej. Jego obóz ideowy trafnie charakteryzował Dmowski jako tych, którzy nad umiłowanie Polski przedkładają nienawiść do Rosji. Dla nich wyznacznikiem racji stanu nie jest realizacja interesu państwa i narodu polskiego, ale działanie na niekorzyść naszego potężnego wschodniego sąsiada. Reszta to już prosta wypadkowa tych założeń. Groteskowy kundlizm wobec amerykańskiego protektora czy karmienie nienawidzącej nas i zwalczającej nas na każdej płaszczyźnie Ukrainy to dwa bodaj najbardziej widowiskowe rezultaty tej postawy.
Wobec powyższego oskarżenia padające z obozu rządowego o rzekomą prorosyjskość Nawrockiego brzmią szczególnie kuriozalnie. Paradoksalnie utwierdzają one jednak prezydenta w jego radykalnie rusofobicznym kursie. To zła wiadomość dla Polski. Każda wojna kiedyś się kończy. Gdy końca dobiegnie wojna o Ukrainę, niezależnie od jej rezultatów, przyjdzie czas na normalizację stosunków także z Rosją. Obawiam się, iż obecna głowa naszego państwa, nie jest zdolna do udźwignięcia takiej odpowiedzialności.
Czy pierwszy rok prezydentury Karola Nawrockiego miał w ogóle jakieś jasne punkty? Paradoksalnie tak, choćby kilka. Na plus należy odnotować prezydentowi odebranie przywódcy Ukrainy, Wołodymirowi Zełeńskiemu, Orderu Orła Białego. Pomimo słabego stylu, przepełnionego kunktatorstwem i hamletyzowaniem, była to zasadniczo słuszna decyzja, która prawdopodobnie mimowolnie stała się pierwszą kostką domina prowadzącą do racjonalizacji stosunków z Ukrainą.
Słuszne było także zawetowanie niektórych spośród uchwalonych przez parlament ustaw. Karol Nawrocki podpisał 255 a zawetował 41 spośród 296 ustaw. Co prawda to swoisty rekord, zauważmy jednak, iż prezydent 86,1% ustaw podpisał. Liczby nie rozstrzygają, czy konkretne weto było słuszne, jednak, nie wdając się w szczegóły, w większości przypadków pozostaje zgodzić się z prezydentem. Zresztą trudno nie odnieść wrażenia, iż część rządowych projektów ustaw konstruowana jest jakby pod weto prezydenta. W końcu nic nie napędza tak popularności dwóch głównych politycznych plemion jak medialna awantura o sprawy drugorzędne.
Pewną, choć nieprzesadnie wielką, korzyścią z prezydentury Nawrockiego jest także blokowanie niektórych nominacji personalnych obecnego rządu, na przykład sędziowskich, ambasadorskich czy generalskich. Choć w logice ustrojowej Rzeczypospolitej Polskiej zakres kompetencji prezydenta niweluje potrzebę pozytywnej kohabitacji, to choćby te ograniczone działania należy ocenić w większości jako korzystne dla państwa i obywateli.
Na koniec warto odnotować, iż Nawrocki jest znacząco lepszym prezydentem niż jego poprzednik. Choć tutaj poprzeczka była zawieszona ekstremalnie wręcz nisko. Wiceprezydent Ukrainy Andrej Dudenko, jak złośliwie nazywali poprzedniego strażnika żyrandola kontrsystemowi publicyści, był postacią jednocześnie nijaką i operetkową. Jego jedynym zapamiętanym dokonaniem pozostanie firmowanie bezrefleksyjnie ukrainofilskiej polityki Polski.
Jeśli miałbym ocenić pierwszy rok prezydentury Karola Nawrockiego w skali szkolnej, wystawiłbym mu słabe trzy na szynach. Nie da się tej oceny określić mianem pozytywnej, czy tym bardziej zadowalającej, jednak nie jest to też ocena niedostateczna. Przywołując jednak klasyka, pamiętajmy, iż mężczyznę ocenia się nie po tym, jak zaczyna, ale po tym jak kończy.
Przemysław Piasta
Myśl Polska, nr 33-34 (16-23.08.2026)












