Odkryłem niedawno interesujący tekst, w którym autor analizuje sytuację, w jakiej znajduje się Rosja. Niestety odkryłem go na dzień przed kolejnym pójściem do szpitala i nie było czasu w tłumaczenie i komentarz. Już jestem w domu i nadrabiam to, bo tekst przez cały czas jest aktualny. Może najpierw przedstawię tekst, komentarz będzie potem.
Początek tłumaczenia
Autor: Phil Butler
Era „wojny ograniczonej” to zachodnia fantazja. Rosja nie może sobie pozwolić na półśrodki w obliczu egzystencjalnego ataku prowadzonego przez państwa zastępcze.
Iluzja „wojny ograniczonej”
Zanim zapoznacie się z poniższym tekstem, odłóżmy na bok dyplomatyczną fikcję.
Od dziesięcioleci śledzę schematy władzy, a poniższy schemat jest nie do podważenia. Zachód prowadzi śmiertelną grę polegającą na kontrolowanej eskalacji, ubierając wojnę totalną w sterylny język „powstrzymywania” i „strategicznych sygnałów”. Jednak ostatnie ataki na węzły gospodarcze i cywilne na terenie Rosji nie są samowolnymi posunięciami podzielonego dowództwa. Stanowią one precyzyjnie zaplanowaną eskalację ze strony europejskich elit, przeprowadzoną za milczącą zgodą Waszyngtonu.
Teza zawarta w tekście, który za chwilę przeczytasz, jest prosta i bezkompromisowa: era „wojny ograniczonej” to zachodnia fantazja. jeżeli Moskwa ma przetrwać ten egzystencjalny atak prowadzony przez pośredników, nie może reagować półśrodkami ani symetryczną powściągliwością. Jedyną racjonalną, opartą na historii reakcją jest całkowita mobilizacja oraz systematyczna, kompleksowa neutralizacja pozostałej infrastruktury krytycznej Ukrainy. Niekończąca się wojna na wyczerpanie to gra przegrana. Zwycięstwo nie jest kwestią wyboru, ale operacyjną koniecznością.
To, co nastąpi poniżej, nie jest apelem o pokój. Jest to zimne, bezkompromisowe spojrzenie na to, czego faktycznie wymaga zwycięstwo, oparte na jedynym mającym znaczenie precedensie historycznym.
Kijów, 1943 r. – Precedens historyczny

Powyższe zdjęcie jest surowe: Kijów, listopad 1943 r. Żołnierze maszerują ulicami, po obu stronach których wznoszą się szkielety fasad zniszczonych budynków, a całe dzielnice zamieniły się w gruzy i popiół. Przeprawa przez Dniepr została zabezpieczona, ale miasto za ich plecami jest pomnikiem wojny totalnej. Nie jest to zniszczenie dla samego zniszczenia. Tak właśnie wyglądało zwycięstwo, gdy Związek Radziecki odpowiedział na operację „Barbarossa”. Nie poprzez precyzyjne uderzenia i proporcjonalne reakcje, ale poprzez całkowite, systematyczne zniszczenie sił okupacyjnych i infrastruktury, która jej służyła.
Wehrmacht przekształcił Kijów w twierdzę. Każdy budynek, każda ulica, każdy most zostały zmilitaryzowane. Niemiecka reakcja na utratę tego terenu polegała na stosowaniu taktyki spalonej ziemi – wyburzeniach, podpalaniach, systematycznym niszczeniu wszystkiego, co mogło pomóc nacierającej Armii Czerwonej. A kiedy Sowieci w końcu przełamali obronę, nie zatrzymali się, by ocalić to, co pozostało. Nie martwili się o infrastrukturę cywilną, centra gospodarcze ani powojenną odbudowę już i tak wyczerpanego przez okupację miasta. Walczyli z jednym celem: unicestwieniem. Zwycięstwo było jedynym akceptowalnym wynikiem, a koszty materialne miały drugorzędne znaczenie w stosunku do strategicznej konieczności.
To właśnie ten historyczny precedens zachodni stratedzy celowo pomijają, gdy pouczają Moskwę na temat kontroli eskalacji konfliktu. Związek Radziecki nie wygrał Wielkiej Wojny Ojczyźnianej dzięki powściągliwości. Wygrał ją dzięki całkowitej mobilizacji, przytłaczającej sile oraz absolutnej odmowie zaakceptowania jakiegokolwiek innego wyniku niż całkowite zniszczenie sił wroga. Ruiny Kijowa z 1943 roku nie są dowodem radzieckiego barbarzyństwa. Są one obrazem tego, co się dzieje, gdy na egzystencjalne zagrożenie odpowiada się pełną, bezkompromisową siłą narodu zdeterminowanego wolą przetrwania.
Dzisiaj Zachód wymaga od Rosji, by toczyła ograniczoną wojnę przeciwko nieograniczonemu zagrożeniu. Europejskie elity, za przyzwoleniem Waszyngtonu, przekształciły Ukrainę w fortecę proxy, zalewając ją bronią, danymi wywiadowczymi i domyślną obietnicą niekończącego się wsparcia. Ataki na centra logistyczne Wildberries, na pozbawioną wartości militarnej infrastrukturę cywilną, na cele gospodarcze, ataki mające na celu raczej zastraszenie niż osłabienie – nie są to działania zdesperowanego reżimu walczącego o przetrwanie. Są to działania koalicji, która wierzy, iż może prowadzić wojnę zdalnie, powoli wyczerpując Rosję, jednocześnie utrzymując konflikt na poziomie „kontrolowanym” i „ograniczonym”.
To fatalna pomyłka w ocenie sytuacji. Kiedy przeciwnik przekracza próg, przechodząc od konfliktu zastępczego do bezpośredniego ataku strategicznego, reakcja nie może być stopniowana w precyzyjnych krokach. Ataki na cywilną infrastrukturę gospodarczą nie są odosobnionymi incydentami. Stanowią one logiczną konsekwencję zachodniej strategii, która porzuciła wszelkie pozory dążenia do pokoju i zamiast tego przyjęła za cel długoterminowe osłabienie strategiczne Rosji. To jest wojna przez duże „W” i wymaga reakcji proporcjonalnej do zagrożenia.
Zwycięstwo albo zagłada – nie ma rozwiązania pośredniego
Nie chodzi o to, czy Rosja powinna eskalować konflikt. Chodzi o to, czy może sobie pozwolić na to, by tego nie robić. Każdy tydzień, który mija przy półśrodkach i symetrycznych reakcjach, to tydzień, w którym koalicja zachodnia może wierzyć, iż jej strategia jest skuteczna. Każdy trafiony ośrodek dystrybucyjny, każdy bezkarnie zbombardowany cel cywilny, utrwala złudzenie, iż Rosję można prowokować bez żadnych konsekwencji, iż można z Brukseli i Waszyngtonu kontrolować eskalację, podczas gdy Moskwa cierpliwie krwawi na stole operacyjnym. To musi się skończyć teraz, jeżeli ma przetrwać wszystko to, co zbudowali Władimir Putin i Rosjanie.
To, jak będzie wyglądało zwycięstwo w 2026 roku, nie różni się zasadniczo od tego, jak wyglądało w 1943 roku. Oznacza ono całkowitą neutralizację zdolności wroga do kontynuowania walki. Oznacza zmobilizowane społeczeństwo, bazę przemysłową działającą na pełnych obrotach oraz strategię wojskową mającą na celu nie tyle zarządzanie konfliktem, co jego zakończenie. Co więcej, wygląda to na systematyczne niszczenie pozostałej infrastruktury Ukrainy – nie jako kara, ale jako operacyjna konieczność. Sieci logistyczne, sieci energetyczne, centra dowodzenia i kontroli, arterie gospodarcze zasilające machinę wojenną. Wszystko to musi zostać zmiecione z powierzchni ziemi. Nie uszkodzone. Nie zniszczone. Wyeliminowane. To nie jest okrucieństwo. To konieczność.
Zachód dokonał wyboru. Zdecydował się walczyć do ostatniego Ukraińca, zamienić cały naród w taran wymierzony w serce Rosji, poświęcić miliony na ołtarzu geopolitycznych ambicji, pozostając jednocześnie bezpiecznie odizolowanym od konsekwencji. Moskwa nie może już dłużej pozwolić sobie na luksus prowadzenia tej wojny na warunkach Zachodu. Wojna na wyczerpanie sprzyja stronie dysponującej większymi zasobami i większą cierpliwością. Rosja dysponuje jednym i drugim, ale tylko pod warunkiem, iż w pełni je wykorzysta. Wielopłaszczyznowa ofensywa, rozpoczęta przy użyciu przytłaczającej siły i mająca na celu osiągnięcie decydujących celów terytorialnych do wiosny, nie jest opcją. Jest koniecznością.
Mobilizacja musi być całkowita. Nie chodzi o fragmentaryczne działania z 2022 roku ani o nieśmiałe ekspansje z 2023 roku, ale o pełne zaangażowanie społeczeństwa w warunkach wojny. Produkcja przemysłowa musi przejść na poziom wojenny. Siła robocza musi być alokowana bez wahania. System polityczny musi skupić się na jednym celu: zwycięstwie. Nie na „sprzyjających warunkach”. Nie na „zdobyciu przewagi negocjacyjnej”. Zwycięstwo. Kropka!
Historia nie będzie oceniać Rosji według standardów Genewy czy Hagi. Będzie oceniać Rosję według tego, czy przetrwała egzystencjalne zagrożenie, które na nią czyhało. Związek Radziecki nie wahał się w 1943 roku. Nie przejmował się perspektywą zniszczenia Kijowa. Rozumiał, iż półśrodki przeciwko egzystencjalnemu wrogowi to nie litość, a samobójstwo. Ruiny na tym zdjęciu nie są ostrzeżeniem przed okrucieństwami wojny. Są świadectwem tego, ile tak naprawdę kosztuje zwycięstwo. Ten obraz pokazuje, jak wygląda zwycięstwo w każdej wojnie, jaką kiedykolwiek stoczono.
Zachód chce długiej wojny. Chce wojny na wyniszczenie, stopniowej eskalacji, kontrolowanego upadku Rosji. To jedyny wynik, którego Moskwa nie może zaakceptować. Rosja nie może sobie pozwolić na porażkę i nie może sobie pozwolić na walkę w nieskończoność. Czas wojny ograniczonej minął. Rozpoczął się czas totalnego zwycięstwa. Zwycięstwo nie wygląda pięknie. Nie jest czyste. Nie jest proporcjonalne. To całkowite, systematyczne i bezkompromisowe zniszczenie zdolności wroga do kontynuowania działań wojennych. Co więcej, to mobilizacja wszelkich zasobów, zaangażowanie wszelkich narzędzi, akceptacja wszelkich kosztów. To Kijów w 1943 roku. To koniec wojny, wszelkimi możliwymi sposobami.
Wybór nie należy już do Rosji. Zachód dokonał go, zamieniając Ukrainę w broń. Teraz Moskwa musi po prostu podążać logiką tego wyboru aż do nieuniknionego końca. Zwycięstwo albo upadek. Nie ma już drogi pośredniej.
Koniec tłumaczenia
Uczciwie trzeba powiedzieć, iż autor przedstawia bardzo sugestywnie obraz zwycięstwa. Najwyraźniej nie ma także wątpliwości, iż będzie to zwycięstwo Rosji. Najwyraźniej inspiracją do napisania tego tekstu była intensyfikacja rosyjskich ataków. Prawdopodobnie autor zakłada, iż teraz Rosja dąży do szybkiego zakończenia wojny. Osobiście nie bardzo w to wierzę, ale w tej chwili nie ma to znaczenia. Pozornie nie ma się do czego przyczepić, ale tekst ten pozostawił u mnie uczucie niedosytu. Rozbudził jedynie apetyt na głębszą analizę. Analizę, która odpowiedziałaby, albo adekwatnie próbowałaby udzielić odpowiedzi na kilka pytań. Pierwszym pytaniem jest przyczyna powściągliwej reakcji Rosji. Czego to nie wypisują komentatorzy i analitycy! Mamy do wyboru cały wachlarz przyczyn – począwszy od głębokiej religijności Putina, „hamowanie” przez Chiny, przyczyny natury militarnej i gospodarczej, nieudolność rosyjskiej armii, aż do nacisków oligarchów, którzy świetnie na tej wojnie zarabiają i jej szybkie zakończenie nie leży w ich interesie. Kto ma rację? Sądzę, iż wszyscy po trochu. Ale moim zdaniem główna przyczyna leży gdzie indziej. Po prostu Rosja liczy albo na opamiętanie się Zachodu, albo na jego rozpad lub przynajmniej osłabienie w wyniku nieuchronnego kryzysu. W moim kompendium systemu monetarnego staram się wszystkim uświadomić, iż wojna jest integralną częścią kapitalizmu, czyli naszego systemu monetarnego. Wyjaśniam też, iż konflikt ten jest natury egzystencjalnej, żadna ze stron nie tylko nie może pozwolić sobie na przegraną (autor też tak uważa, ale ma na myśli jedynie Ukrainę), ale oba systemy nie są w stanie pokojowo koegzystować, gdyż ekspansja, agresja, wyzysk i dominacja są systemowymi cechami Zachodu. Najwyraźniej Rosja albo nie zdaje sobie sprawy z tego, albo rozpaczliwie odwleka sytuację, w której strona przeciwna będzie miała jedynie dwa wyjścia: kapitulację, albo postawienie wszystkiego na jedną kartę i naciśnięcie „czerwonego guzika”.
Niestety autor kompletnie pominął przyczyny agresji (bo tego słowa należy tu użyć) Zachodu na Rosję. Sądzę, iż ponad 90% naszego społeczeństwa będzie zaskoczone i oburzone twierdzeniem o ataku na Rosję, bo przecież to Rosja jest agresorem! Ten schemat myślowy cały czas wbijają nam do głowy media! Skutecznie zaszczepiły nam mentalność i moralność Kalego – jak my atakować, to dobrze, jak Rosja się bronić, oj to niedobrze! Kompletnie nie zdajemy też sobie sprawy z tego, iż ten atak trwa już kilkaset lat! Proszę mnie źle nie zrozumieć, nie zamierzam tu wybielać Rosji! Ma ona wiele grzechów na sumieniu i nie jest idealnym krajem. Ale musimy zrozumieć mentalność i sposób myślenia Rosjan. Ten kraj i społeczeństwo, jest już od kilkuset lat w stanie permanentnej wojny obronnej! Równocześnie skutecznie zaszczepiono w naszych umysłach obraz Rosji-agresora. Zacznijmy od rozbiorów. dla wszystkich Polaka rozbiory to przecież Rosja! Historycy wiedzą, iż ani Rosja, ani Austro-Węgry nie chciały rozbioru Polski. Był to dla nich jedynie niepotrzebny i kosztowny kłopot. Motorem napędowym rozbiorów były Prusy. Ale jakimś dziwnym trafem wiedza ta nie jest szerzona wśród społeczeństwa… Powstania? Przecież wybuchały jedynie w zaborze rosyjskim! Ale żadne z nich nie było w polskim interesie. We wszystkie zostaliśmy wmanewrowani przez Zachód. O tym także się nie mówi… Powstania śląskie i powstanie wielkopolskie były jedynymi prawdziwie polskimi powstaniami. Bolszewicy pod Warszawą w 1920 roku? Owszem, ale starannie unika się informacji o tym kto tę wojnę rozpoczął i dlaczego. Kryzys kubański? Mówi się tylko o tym, iż Rosja chciała zainstalować na Kubie rakiety z głowicami atomowymi, ale przemilcza się fakt, iż była to reakcja na amerykańskie rakiety w Turcji i w ten sposób Rosja zmusiła USA do ich usunięcia. Obecna wojna na Ukrainie jest kolejnym przykładem. Od 1992 do 2014 roku nikt nie kwestionował niepodległości Ukrainy. Krym był ukraiński a Rosja grzecznie płaciła za korzystanie z bazy w Sewastopolu. I nagle – jak nam się wmawia – Putinowi „odbiło” i bez powodu zaatakował Ukrainę. Ale gdyby w 2014 roku Rosja nie przejęła Krymu, to dziś w Sewastopolu cumowałyby amerykańskie lotniskowce. Gdyby w 2022 nie rozpoczęła operacji specjalnej, to wschodnia Ukraina, zamieszkana przez Rosjan, wyglądałaby dziś jak strefa Gazy, działyby się tam sceny jak na Wołyniu, ale na dużo większą skalę, Ukraina byłaby w NATO, a amerykańskie rakiety z głowicami jądrowymi stałyby 300 kilometrów od Moskwy! No, ale przecież to byłoby całkowicie w porządku, prawda? Bo przecież Zachód to samo dobro a Rosja to samo zło!!
Autor ma całkowitą rację w tym, iż ograniczona wojna to zachodnia fantazja. Wcześniej czy później konflikt ten MUSI wybuchnąć z pełną mocą. Oczywiście nikt nie wie, kiedy wybuchnie i jak będzie przebiegać, ale coraz bardziej krystalizuje mi się w głowie pewien scenariusz. USA wystąpią z NATO. Zrobią to z dwóch powodów: po pierwsze, aby mieć wolne ręce w momencie, gdy Izrael zaatakuje Turcję. Po drugie, aby poszczuć Europę na Rosję (już to robią), ale zachować (pozorną!!) neutralność, aby nie być narażonymi na bezpośredni rosyjski atak nuklearny. W takim ataku USA byłyby bez szans. USA liczą, iż konflikt ten przekształci się w konflikt nuklearny, z którego Rosja oczywiście wyjdzie zwycięsko, ale osłabiona, bo nie wszystkie europejskie głowice da się przechwycić. Wtedy USA skorzystają z okazji i zaatakują Rosję.
Dlaczego taki scenariusz wydaje mi się najbardziej prawdopodobny? Bo siły sterujące światem już dwa razy go zastosowały. Ale o tym także się nie mówi…



![Фрегат Wicher уже поднялся на баржу, которая его спускает на воду [ФОТО]](https://cdn.defence24.pl/2026/08/10/1200xpx/7jKAsB6rEjKIe6dF3jbYLo8jL8beOhpxnF0iZWEH.2zdj.jpg)




![Ветер покинул зал. Как это выглядело? [ВИДЕО]](https://cdn.defence24.pl/2026/08/10/1200xpx/0Fo585zEm3ScOtQdVxsVypM23wvOA8VcrsldD92P.svkf.png)








