Nowe podwyżki. Rząd Tuska znów sięga do kieszeni Polaków

magnapolonia.org 3 часы назад

Władze warszawskie po raz kolejny proponują rozwiązania, które oznaczają wyższe obciążenia dla konsumentów. Tym razem chodzi o napoje bezalkoholowe. 22 września Rada Ministrów przyjęła projekt zmian w VAT, zgodnie z którym część produktów korzystających dziś z preferencyjnych stawek zostanie objęta podstawową stawką 23%. Wygląda na to, iż mimo ciągłych podwyżek podatków i opłat, budżet wciąż się nie spina.

Nowe podwyżki podatków mają dotyczyć m.in. bezalkoholowego piwa, wina i cydru, a także napojów z dodatkiem kofeiny lub tauryny. Szczególnie istotna jest podwyżka VAT na wybrane napoje zawierające co najmniej 20 proc. soku owocowego, warzywnego lub owocowo-warzywnego. W handlu stawka ma wzrosnąć z 5 do 23%, a w gastronomii z 8 do 23%. Nowe rozwiązania mają wejść w życie 1 stycznia 2027 roku.

To jednak nie jedyna zmiana dotycząca napojów. Tego samego dnia rząd przyjął również projekt modyfikujący zasady poboru tzw. opłaty cukrowej. Według rządowych założeń ma ona zostać uszczelniona, a obowiązek jej uiszczania zostanie przeniesiony na początek łańcucha dostaw – przede wszystkim producentów i importerów.

Oficjalne uzasadnienie jest oczywiście zdrowotne. Ministerstwo Finansów przekonuje, iż preferencyjne opodatkowanie niektórych napojów nie znajduje uzasadnienia z punktu widzenia zdrowia publicznego. Problem polega jednak na tym, iż podobną argumentację można zastosować niemal bez końca. o ile państwo uznaje, iż dany produkt jest niezdrowy, podnosi jego cenę poprzez podatek. o ile uznaje, iż określone zachowanie jest niewłaściwe, również może próbować zmienić je poprzez system fiskalnych zachęt i kar.

Nie jest to zresztą odosobniony przypadek. Rząd wcześniej zdecydował o podwyżkach akcyzy na alkohol. Zgodnie z przyjętymi rozwiązaniami stawki akcyzy miały wzrosnąć w 2026 roku o 15%, a w 2027 roku o kolejne 10%. Jednocześnie proponowano podniesienie opłaty cukrowej oraz podatku od wygranych.

W efekcie coraz więcej produktów i zachowań staje się przedmiotem fiskalnej regulacji. Państwo nie tylko pobiera podatki od dochodów i konsumpcji, ale coraz częściej wykorzystuje system danin do kształtowania decyzji podejmowanych przez obywateli. W praktyce oznacza to, iż część produktów ma być droższa nie dlatego, iż wzrosły koszty ich produkcji, ale dlatego, iż państwo chce zniechęcić Polaków do ich kupowania.

Można oczywiście dyskutować, czy wyższe podatki rzeczywiście ograniczą konsumpcję cukru, alkoholu czy napojów energetycznych. Można też pytać, czy państwo powinno poprzez ceny ingerować w prywatne decyzje dorosłych ludzi. Faktem pozostaje jednak, iż rząd Tuska nie odchodzi od polityki zwiększania fiskalnych obciążeń. Kontynuuje ją za wszelką cenę i pod każdym pozorem. To jednak nie jedyny priorytet władz.

Równolegle koalicja rządząca realizuje bowiem program głębokich zmian społecznych i obyczajowych. Jednym z jego elementów są prace nad ustawą o statusie osoby najbliższej w związku i umowie o wspólnym pożyciu, czyli regulacją dotyczącą tzw. związków partnerskich. Od 1 września 2026 r. w szkołach funkcjonuje również edukacja zdrowotna jako przedmiot obowiązkowy, choć zajęcia dotyczące zdrowia seksualnego mają charakter nieobowiązkowy.

Rządowa umowa koalicyjna przewidywała ponadto działania dotyczące tzw. praw kobiet (w rzeczywistości: przywilejów), w tym finansowania in vitro oraz zmian w przepisach dotyczących aborcji. Zwolennicy tych rozwiązań określają je jako modernizację prawa i poszerzanie praw obywatelskich. Ich przeciwnicy widzą w nich realizację programu lewicowej inżynierii społecznej i obyczajowej.

Z perspektywy krytyków obecnej władzy wszystkie te działania układają się w charakterystyczny obraz rządów Donalda Tuska: z jednej strony kolejne podatki, opłaty i podwyżki istniejących danin, z drugiej – coraz dalej idące zmiany społeczne i obyczajowe, w celu osłabienia moralności, spójności społecznej i przyspieszenia spadku dzietności, by mieć jeszcze silniejszy argument za masową imigracją murzynów i arabów. W obu przypadkach państwo coraz mocniej ingeruje w życie obywateli – albo poprzez ich portfele, albo poprzez regulacje dotyczące sfery prywatnej.

NASZ KOMENTARZ: Najnowsza podwyżka VAT jest czymś więcej niż zmianą jednej pozycji w tabeli podatkowej. Pokazuje sposób myślenia, w którym państwo oszukuje, teoretycznie decydując jakie zachowania należy premiować, a jakie ograniczać. W praktyce, za faszyzmem żywnościowym idzie zwykły głód pieniądza, którego brakuje na realizację celów ideologicznych, opisanych wyżej. Dla zwykłego Polaka efekt jest prosty – kolejna opłata i podwyżka już istniejącej oznacza po prostu mniej pieniędzy w portfelu. Ale nic to – powinien się bowiem cieszyć, iż wreszcie można „transkrybować” zagraniczne małżeństwa sodomickie!

Polecamy również: Nowy cios w OMZRiK. Jaczejka „zleciała” z tPay

Читать всю статью