
Agent Noname 001
Wiadomość o schwytaniu agenta Noname 001 dotarła do Pałacu Prezydenckiego o czwartej siedemnaście nad ranem. Początkowo nikt nie rozumiał, dlaczego meldunek otrzymał najwyższy stopień tajności. Agent został pojmany w terenie podczas systematycznej obserwacji infrastruktury, ludzi i ruchu pojazdów. Wszystko wskazywało na to, iż od dłuższego czasu gromadził ogromne ilości danych. Najgorsze było jednak to, iż nie znaleziono przy nim żadnego nośnika. Nie wiadomo było, gdzie znalazły się zebrane informacje ani czy zdążył je gdzieś przesłać. W ciągu dwóch godzin sprawa trafiła do wszystkich najważniejszych służb państwa. O siódmej rano prezydent zwołał nadzwyczajne posiedzenie. Na stole leżała jedna cienka teczka z napisem NONAME 001. Prezydent wszedł do sali bez przywitania. — Kim jest agent Noname 001!? — krzyknął. Nikt nie odpowiedział. Dyrektor wywiadu patrzył na dyrektora kontrwywiadu, a ten na dowódcę jednostki, która dokonała zatrzymania. — Pytam jeszcze raz: kim jest ten agent? — powiedział prezydent. Szef kontrwywiadu odchrząknął i odpowiedział, iż ustalenia są w toku. — Od czterech godzin wszystko jest u was „w toku”! — wrzasnął prezydent. Pierwsze przesłuchanie Noname 001 rozpoczęło się jeszcze przed świtem. Nie przyniosło żadnego rezultatu. Drugie i trzecie również zakończyły się kompletną porażką. Zmieniano zespoły, metody i specjalistów, ale Noname 001 nie podał nazwiska, stopnia, kraju pochodzenia ani celu misji. Nie odpowiedział choćby na pytanie, czy rozumie pytania. W końcu technicy zabrali go do zamkniętego laboratorium. Rozebrali Noname 001 na części. Pierwszy zdemontowany element miał oznaczenie NONAME. Drugi również miał oznaczenie NONAME. Na trzecim znaleziono jedynie numer 001. Kolejne części nie posiadały producenta, numerów katalogowych ani parametrów technicznych. Każdy element wyglądał tak, jakby ktoś celowo usunął z niego całą historię pochodzenia. Elektronicy nie rozpoznali producenta podzespołów. Specjaliści od materiałów nie potrafili wskazać zakładu ani technologii produkcji. Kryptolodzy przeanalizowali pamięć i nie znaleźli danych, których szukali. Informatycy próbowali odtworzyć wcześniejszą aktywność agenta i dostali niemal pustą mapę. Jeden z ekspertów powiedział, iż wygląda to tak, jakby agent nigdy wcześniej nie istniał. Drugi poprawił go, mówiąc, iż wygląda raczej tak, jakby istniał bardzo starannie. Wieczorem odbyło się drugie spotkanie u prezydenta. Tym razem na stole leżało kilkanaście raportów i każdy kończył się tym samym słowem: nieustalone. — Kto go wyprodukował? — zapytał prezydent. Cisza. — Kto go wysłał? Cisza. — Dla kogo zbierał dane? Cisza. — Gdzie są te dane? Nikt choćby nie próbował odpowiedzieć. Prezydent uderzył dłonią w stół. — Kto nasłał na nas tego agenta!? — krzyknął. Szefowie służb bezradnie wzruszyli ramionami. Jeden z nich pochylił się do drugiego. — To mógł być każdy — szepnął. Zdanie natychmiast uciszyło salę. Noname 001 mógł należeć do dowolnego państwa, korporacji albo prywatnej organizacji. Mógł być prototypem, o którego istnieniu nie wiedział żaden oficjalny wywiad. Najbardziej niepokojąca była jednak możliwość, iż nie należał do nikogo. Następnego dnia rozpoczęto tajne międzynarodowe dochodzenie. W sieciach telekomunikacyjnych poszukiwano transmisji mogącej pochodzić od Noname 001. Analizowano każde miejsce, w którym wcześniej się pojawił. Odkryto, iż jego trasa była znacznie dłuższa, niż początkowo przypuszczano. Znaleziono go na nagraniach sprzed tygodni, a potem miesięcy. Za każdym razem obserwował i zbierał dane. Agent interesował się elektrowniami, dworcami, urzędami, szkołami, parkami i zwykłymi ulicami. Rejestrował wojskowe transporty, ale równie długo obserwował ludzi stojących w kolejce po pieczywo. Jeden z analityków powiedział, iż może wcale nie wybierał celów. — Może zbierał wszystko. Prezydent spojrzał na wielką mapę pokrywającą ścianę. — o ile mamy agenta, ale nie mamy danych, to gdzie one są? — zapytał. W tym samym czasie technik w laboratorium zauważył drobiazg, który wcześniej wszystkim umknął. Na wewnętrznej stronie ostatniego elementu Noname 001 znajdował się mikroskopijny napis. Technik włączył powiększenie, spodziewając się numeru seryjnego albo nazwy producenta. Zobaczył tylko dwa słowa. NONAME 002.














