Nie chodzi (tylko) o pieniądze

liberte.pl 1 день назад

Chaotyczny system przyjmowania na staże odbija się też na tym, jakie zadania dostają studenci od pierwszego dnia. Pracownicy, pod których skrzydła trafiają młodzi, często zdają się zagubieni – nowa osoba w zespole, która ucząc się, ma jednocześnie go wesprzeć, staje się wręcz kolejnym ciężarem. choćby gdy intencje są dobre, a relacje międzyludzkie serdeczne, często nie ma wypracowanego modelu pracy z osobami nieznającymi realiów ministerstw i urzędów (chociaż ten problem niekiedy dotyczy, co warto zaznaczyć, również staży i praktyk w sektorze prywatnym).

Marketing i kolorowe stanowiska

Na konferencjach studenckich, spotkaniach networkingowych i uniwersyteckich targach pracy firmy prześcigają się w rozstawianiu kolorowych stanowisk uginających się od gadżetów i ulotek. Przy nich siedzą pracownicy HR, byli stażyści i pracownicy o miłej aparycji z pasją zachęcający do przyjścia na staż. Studenci odwiedzający stoiska są zapraszani również do programów mentoringowych, gdzie w pierwszych krokach kariery i budowania projektów wesprą ich zaprawieni w boju PR-owcy, HR-owcy, marketingowcy, konsultanci, doradcy finansowi, managerowie i prezesi. Czasami naukowcy. Rzadziej politycy, jeszcze rzadziej pracownicy administracji.

Wielu z tych, którym daleko do sektora prywatnego patrzy w kierunku Brukseli. Dobrze promowane, przewidywalne i uznawane za prestiżowe staże Blue Book w Komisji Europejskiej i Schumana w Parlamencie Europejskim przyciągają wielu absolwentów. Poza niemalże „zmuszeniem” uczestników do budowania relacji międzyludzkich (które często zostają na lata i mogą stać się bazą siatki kontaktów), kuszą również długą i wymagającą (lecz jasną) potencjalną ścieżką kariery. Dodatkowo, praca w Unii Europejskiej daje wielu poczucie misji i wkładu w budowę lepszej Europy i ojczyzny, bycia elementem dobrze naoliwionej maszyny napędzającej rozwój Europy.

Łamigłówki, maile, formularze i czas

Pomimo konkurencji o talenty ze strony instytucji unijnych i sektora prywatnego polskie instytucje publiczne mają w sobie coś, co przyciąga – prestiż, wizję spełnienia poprzez pracę dla państwa i świadomość działania w sprawach bliskich sercu. Kolejki osób chętnych spędzić kilka miesięcy, pracując za darmo dla różnych resortów, urzędów, Sejmu czy Senatu ustawiają się więc co roku. Chociaż „kolejki” adekwatnie nie są adekwatnym określeniem – kolejka stoi do konkretnego miejsca. Kandydaci na stażystów natomiast mają do czynienia z całym wachlarzem różnych dróg rekrutacji: formularzami do wydrukowania, wypełniania i zeskanowania; listą załączników do przesłania mailem albo brakiem jasnej listy załączników do przesłania mailem. A aplikując, nie mogą mieć pewności, iż w danym miejscu stażyści są chciani lub potrzebni. Tego dowiedzą się za jakiś czas, choćby do tygodnia przed rozpoczęciem potencjalnego stażu. Tym samym, wiele osób chcących spędzić letnie miesiące w najważniejszych instytucjach publicznych w Polsce, a nie pochodzących ze stolicy, gdzie znajduje się większość tych instytucji, jest niemal zdyskwalifikowanych od początku procesu. choćby zakładając, iż kandydat studiuje w Polsce lub jako student zagranicznej uczelni planował spędzić wakacje w ojczyźnie, przeprowadzka do Warszawy w tydzień nie jest łatwym zadaniem.

Chaotyczny system przyjmowania na staże odbija się też na tym, jakie zadania dostają studenci od pierwszego dnia. Pracownicy, pod których skrzydła trafiają młodzi, często zdają się zagubieni – nowa osoba w zespole, która ucząc się, ma jednocześnie go wesprzeć, staje się wręcz kolejnym ciężarem. choćby gdy intencje są dobre, a relacje międzyludzkie serdeczne, często nie ma wypracowanego modelu pracy z osobami nieznającymi realiów ministerstw i urzędów (chociaż ten problem niekiedy dotyczy, co warto zaznaczyć, również staży i praktyk w sektorze prywatnym). Sarkastyczne wideo i memy o przeglądaniu mediów społecznościowych w godzinach pracy (nie z powodu lenistwa, a braku zadań) co roku zalewają Instagram wraz z początkiem czerwca. Prawdopodobnie te treści również są tworzone między 9:00 a 17:00 na biurowym fotelu.

Co mają korporacje, czego nie ma (i nie chce mieć) państwo?

W niedawno przetłumaczonej na język polski książce Wielka Ściema Mariana Mazzucato i Rosie Collington poświęcają zaledwie kilka stron (niewielką część pracy zagłębiającej się w branżę konsultingową) na rozważenie jak Wielka Czwórka i podobne korporacje kuszą młodych. Te kilka stron jednak rzuca światło na problem tracenia młodych talentów przez instytucje publiczne na rzecz sektora prywatnego. Warunki finansowe są jednym z czynników – ale z pewnością nie jedynym i nie najistotniejszym. Firmy konsultingowe przyciągają mnogością zróżnicowanych doświadczeń w korporacyjnym świecie już na poziomie stażu. Dla studenta albo absolwenta, który nie ma jeszcze pomysłu na siebie i swoją karierę to idealna sytuacja – w jednym tygodniu może doradzać fundacji w sprawach budowy wizerunku i dotarcia do nowych darczyńców, później przez miesiąc pracować nad restrukturyzacją banku, aby zakończyć staż przy projekcie wdrażania nowych rozwiązań technologicznych w urzędzie. Opisując tę dynamikę autorki docierają do ostatniej obietnicy, która przyciąga młodych: obietnicy wywarcia wpływu.

Stażyści instytucji publicznych (ci, którzy nie poddali się na którymś z etapów rekrutacji lub czekając tygodniami na informację o przyjęciu lub odrzuceniu ich kandydatury) dostają często odmienny od tej obietnicy sygnał. Jest to niepisana umowa – będziemy miło rozmawiać przy kawie, my wypiszemy ci rekomendacje, ty wpiszesz staż do CV i rozstaniemy się w zgodzie. Brak chociażby iluzji wpływu na cokolwiek, próby włączenia w codzienne procesy.

Samo w sobie pozyskiwanie młodych i zdolnych na początku kariery przez korporacje nie jest jednak problemem. Nie wszystkie instytucje publiczne mają równie skomplikowane procesy rekrutacji, a kilka z nich choćby podejmuje działania marketingowe wokół swoich programów stażowych. Wiele osób również trafia na opiekunów staży, którzy mają rękę do wprowadzania ludzi w świat administracji publicznej.

Natomiast droga od pomysłu pójścia na staż, poprzez wybór odbycia go właśnie w instytucji publicznej, złożenie aplikacji, otrzymanie wyników aż po przekroczenie drzwi biura jest kręta i usłana przeszkodami. Czy – o ile chcemy budować silne kadry – nie powinniśmy usłać tej drogi drogowskazami, otworzyć drzwi do instytucji szeroko i od pierwszego dnia stawiać przez nowoprzybyłymi stażystami wyzwań, które pozwolą im wykorzystać wiedzę ze studiów i poczuć odpowiedzialność za choćby skrawek jednego z projektów lub procesów?

Staże w Polskich instytucjach publicznych – budując na aurze prestiżu, która je otacza i patriotycznych instynktach części młodzieży – powinny przyciągać tych, którzy nie są od początku nastawieni na karierę w biznesie, podobnie jak robią to programy stażowe Blue Book i Schumana. Być dostępną i stabilną opcją dla młodych z regularną rekrutacją, bazą dostępnych stanowisk stażowych, systematycznym programem wdrażania nowozatrudnionych w codzienne prace (te żmudne i te kreatywne) oraz perspektywą na, przynajmniej potencjalną, dalszą współpracę.

Umowa o staż w instytucji publicznej nie musi (i nie powinna!) być wyłącznie „umową o wpis do CV”.

Читать всю статью