Prezydent USA Donald Trump wyraźnie starał się bagatelizować swoją druzgocącą porażkę w kwestii ceł. Nie mogło to jednak ukryć jej skali: w historycznym orzeczeniu Sąd Najwyższy Stanów Zjednoczonych uznał znaczną część jego ceł za nielegalną. Powołując się na stan wyjątkowy z 1977 roku, prezydent USA od początku swojej drugiej kadencji ominął Kongres i nałożył cła na dziesiątki partnerów handlowych – pogrążając globalną gospodarkę w chaosie.
Teraz jest jasne: przekroczył swoje uprawnienia. Według Sądu Najwyższego, ustawa o stanie wyjątkowym nie daje mu uprawnień do samodzielnego nakładania ceł. To pozbawia Trumpa podstawy prawnej, której używał do realizacji interesów polityki zagranicznej, wykraczającej choćby poza politykę gospodarczą. W piątek wieczorem Biały Dom oficjalnie ogłosił, iż zniesie te cła na podstawie ustawy o stanie wyjątkowym IEEPA i nie będzie już ich nakładać.
Pozostaje wiele pytań bez odpowiedzi, które po raz kolejny pokazują, jak wiele niepewności wywołuje polityka Trumpa zarówno w kraju, jak i za granicą. Niepewność ta jest dodatkowo podsycana przez fakt, iż w swojej pierwszej reakcji, zaledwie kilka godzin po porażce, Trump zapowiedział kolejne cła – powołując się na inną podstawę prawną.
Teraz nasuwają się trzy najważniejsze pytania:
Co się dzieje z umowami handlowymi, takimi jak ta z UE?
Po debaklu ceł Trumpa początkowo nie było jasne, które umowy handlowe pozostaną w mocy, a które nie. Sam Trump był małomówny – stwierdził, iż z niektórymi krajami istniejące umowy zostaną utrzymane, podczas gdy inne powinny przygotować się na nowe cła.
Nie było jasne, do której z tych dwóch kategorii należy Unia Europejska. W swojej pierwszej reakcji Komisja Europejska wskazała, iż firmy po obu stronach Atlantyku są uzależnione od „stabilności i przewidywalności w stosunkach handlowych”.
UE i Stany Zjednoczone osiągnęły latem tego roku porozumienie w sprawie ceł. Parlament Europejski pracuje w tej chwili nad jego wdrożeniem. Bernd Lange , przewodniczący parlamentarnej komisji handlu, jasno stwierdza, iż po unieważnieniu podstaw taryfowych „ani rząd USA, ani Unia Europejska nie mogą po prostu wrócić do normalnego trybu działania”. Zwołał on na poniedziałek specjalne posiedzenie zespołu negocjacyjnego i służb prawnych Parlamentu Europejskiego.
Tymczasem amerykańska ekspertka Laura von Daniels z Niemieckiego Instytutu Spraw Międzynarodowych i Bezpieczeństwa (SWP) ostrzegła, iż Europa musi „przygotować się na kolejną fazę transatlantyckiego konfliktu handlowego”. Jednocześnie dostrzega ona możliwości strategicznej zmiany pozycji UE i przejścia do ofensywy.
Jakie cła Trump nałoży teraz, opierając się na innych przesłankach?
W piątek wieczorem (czasu lokalnego), według Białego Domu, Trump podpisał rozporządzenie wykonawcze wprowadzające tymczasowe 10-procentowe cło na import do Stanów Zjednoczonych, powołując się na ustawę handlową z 1974 roku. Ustawa ta zezwala na nakładanie ceł na import do 150 dni pod pewnymi warunkami. Eksperci już wątpią, czy warunki te zostały spełnione. Aby nałożyć cła na dłuższy okres, Trump i tak potrzebowałby zgody Kongresu USA.
Jednak w swojej pierwszej reakcji Trump podkreślił, iż przez cały czas nie zamierza współpracować z Kongresem w sprawie ceł. „Nie muszę (…) My (prezydenci) mamy prawo robić praktycznie wszystko, co chcemy”.
W swojej decyzji, popartej również przez konserwatywnych sędziów, Sąd Najwyższy wyraźnie ograniczył uprawnienia prezydenta USA w tym zakresie. Sędzia Neil Gorsuch, nominowany przez Trumpa, wyraził się szczególnie jasno: Pominięcie Kongresu może być kuszące, gdy palący problem wymaga szybkich rozwiązań. Jednak proces legislacyjny zapisany w Konstytucji jest „bastionem wolności”, który chroni choćby tych, dla których nie jest to takie oczywiste. Prawo powstaje w wyniku kompromisu i konsultacji z wybranymi przedstawicielami narodu, a nie z kaprysów pojedynczej jednostki lub poglądów „jednego człowieka”.
Co dzieje się z przychodami celnymi?
Sąd Najwyższy nie orzekł, czy rząd musi zwrócić importerom dochody z ceł, ale też tego nie wykluczył. Sędzia Brett Kavanaugh zauważył jednak, iż Stany Zjednoczone mogą być zobowiązane do zwrotu miliardów dolarów, „nawet jeżeli niektórzy importerzy mogli już przerzucić koszty na konsumentów lub osoby trzecie”. Proces zwrotu może stać się „chaotyczny”.
Według modelu budżetowego Penn Wharton opracowanego przez Uniwersytet Pensylwanii, rząd USA może być teraz winien importerom choćby 175 miliardów dolarów (prawie 150 miliardów euro) z tytułu zwrotów. „Jeśli nie znajdzie się alternatywnego źródła dochodów, przyszłe wpływy z ceł spadną o połowę” – stwierdza model.
Trump wyraził irytację faktem, iż Sąd Najwyższy nie wydał nakazu dotyczącego potencjalnych zobowiązań w zakresie zwrotu kosztów. „Można by pomyśleć, iż przynajmniej zawarliby wyrok określający, czy można zatrzymać pieniądze, czy nie, prawda? Domyślam się, iż sprawa będzie się toczyć w sądzie przez kolejne dwa lata” – powiedział. Trump zamierza na razie zatrzymać dochody i przez cały czas je wydawać.












